Burza po meczu Lecha z Legią. Właściciel Pogoni się nie hamował

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Burza po meczu Lecha z Legią. Właściciel Pogoni się nie hamował - Zdjęcie główne
Autor: Przemysław Szyszka | Opis: Nie milkną kontrowersje wokół meczu Lech-Legia

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaChoć mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa to już historia, emocje po tym pojedynku wciąż nie opadły. Wszystko to w związku z decyzją ligi, która rozgrzała część środowiska piłkarskiego w Polsce i zdecydowanie ucieszyła ludzi związanych z ekipą "Wojskowych". Ma to związek z kontrowersyjną decyzją, która odegrała jedną z kluczowych ról dla przebiegu niedzielnego "polskiego klasyku".
reklama

Kolegium tłumaczy się ze swojej decyzji. Wyjaśnienia są przekonujące?

Sytuacja, o której mowa dotyczy czerwonej kartki dla Rafała Augustyniaka z 21. minuty spotkania. Przypomnijmy, że wtedy to kapitan Legii Warszawa sfaulował Leo Bengtssona, a sędzia Piotr Lasyk początkowo pokazał liderowi stołecznej ekipy żółty kartonik. Po interwencji VAR-u zmienił jednak swoją decyzję, co wzbudziło ogromne wzburzenie w zespole Marka Papszuna. Sam szkoleniowiec nie zamierzał chować języka za zębami także na pomeczowej koferencji prasowej.

reklama

- Kluczowa była ta 20. minuta i czerwona kartka zupełnie nieuzasadniona. Nie było żadnych podstaw, aby VAR mógł interweniować w tej sytuacji. Mam nadzieję, że nie będzie tu żadnych naciąganych argumentacji i przynajmniej ta kartka będzie anulowana. Wynik już się nam nie wróci, ale na pewno będziemy walczyć, żeby Augustyniak mógł walczyć w następnym spotkaniu - wspominał tuż po spotkaniu z Lechem Poznań opiekun Legii Warszawa.

Stopklatka zaprezentowana widzom w telewizji pozornie nie pozostawiała wątpliwości. Widać na niej jak na dłoni, że Rafał Augustyniak, próbując wygarnąć piłkę wślizgiem Bengtssonowi, ewidentnie przygniata jego drugą nogę w niebezpieczny sposób. Wydawało się, że zdjęcie jasno potwierdza, że decyzja zespołu arbitrów była jak najbardziej słuszna, ale Kolegium Sędziów Polskiego Związku Piłki Nożnej miało na ten temat inne zdanie. Zgodnie z pomeczowymi oczekiwaniami Marka Papszuna czerwona kartka została anulowana, a dyskusję na jej temat podgrzały wyjaśnienia organu odpowiedzialnego za tą decyzję

reklama
Rozwiń

Owszem, jego przedstawiciele zgodzili się, że obrońca Legii wykonując wślizg nie trafił w piłkę i zakroczną nogą sfaulował przeciwnika. Jednak wszystko rozbija się o to, że sędzia z boiska uznał atak za nierozważny, a następnie, dokonując analizy video uznał, że atak nogami zagraża bezpieczeństwu przeciwnika, co karane jest wykluczeniem.

- W sytuacji, gdy elementy podjętej decyzji dotyczą subiektywnej oceny natury faulu (czy jeszcze faul jest nierozważny, czy już poważny), to pierwotna decyzja sędziego nie zostanie zmieniona, dopóki nie nastąpi „jednoznaczny i oczywisty błąd". Z tego powodu pierwotna decyzja sędziego z boiska powinna być zaakceptowana przez sędziego VAR i nie traktowana jako podlegająca wideoweryfikacji - wskazali w komunikacie przedstaiwciele Komisji Dyscyplinarnej Polskiego Związku Piłki Nożnej.

reklama
Rozwiń

Podsumowując, pierwotna decyzja sędziego z boiska powinna być zaakceptowana przez sędziego VAR i nie traktowana jako podlegająca wideoweryfikacji, co przesądziło o całym zamieszaniu wokół kartki. Jakby tego było mało Rafał Augustyniak po tym zdarzeniu nie będzie nawet ukarany żółtą kartką, bowiem nie pozwalają na to przepisy.

Rozwiń

Prezes Pogoni nie oszczędza ligowego rywala. Decyzja komisji podzieliła także ekspertów

Tym samym Legia odzyskała kluczowego zawodnika przed arcyważnym starciem z Widzewem Łódź, w którym zwycięstwo może znacząco przybliżyć jednych lub drugich do utrzymania w Ekstraklasie. Szanse "Legionistów" na osiągnięcie swojego celu w tym tygodniu znacząco się zwiększyły, co nie przeszło bez echa w środowisku ligowym. Decyzję Kolegium Sędziów PZPN ostro skrytykował właściciel Pogoni Szczecin 

reklama

- Miło być Legią. Inne zasady, inne traktowanie! - skwitował Alex Haditaghi na swoim profilu na portalu "X".

Zdania, co do słuszności tej decyzji są podzielone, ale Lech Poznań na tym etapie sezonu nie ma powodów do narzekań. Mecz nie zostanie powtórzony, a historyczne zwycięstwo nie zostanie wymazane. Co najważniejsze trzy punkty pozostaną w Poznaniu, a jak sam zaznaczał trener Niels Frederiksen, nie zamierza się on na nikogo oglądać w tej lidze i w pełni koncentruje się już tylko na swojej drużynie. Trener Marek Papszun jednak wyjątkowo mocno ubolewał na konferencji prasowej przed meczem z Widzewem na temat kary w starciu z Kolejorzem. 

- Mecz w Poznaniu nam się posypał w momencie, gdy dostaliśmy czerwoną kartkę. Do 20. minuty było 1:0 i nie wyglądało to aż tak dramatycznie. Dzisiaj patrzymy przez pryzmat wyniku, ale nie zmienia to faktu i tego nie zamieciemy pod dywan, że sędzia wypaczył wynik meczu. Wyrzucił gościa, który nie powinien być wyrzucony. Nie wiemy, co by się wydarzyło. Z drugiej strony, tak jak mówiłem też zespołowi i analizowaliśmy ten mecz dzisiaj, nie może się zdarzyć taka sytuacja, że tracimy trzy bramki w dziesięć minut, choćbyśmy grali w ośmiu. Dla mnie to jest nie do przyjęcia przy naszych mechanizmach obronnych - podkreślał opiekun "Wojskowych".

Mówiąc jednak o zawieszeniach szkoleniowiec Lecha Poznań musi zachować czujność, bowiem kilku jego zawodników jest zagrożonych pauzą po meczu z Motorem Lublin. Mowa tu o Robercie Gumnym, Taofeeku Ismaheelu, Luisie Palmie oraz Alim Gholizadehu, który obecnie jest w szczytowej formie. Podobnie jak zresztą pierwszy z wymienionych graczy, którzy sprawdzał się bez zarzutu na nietypowej dla siebie pozycji stopera.

Jego nieobecność w obliczu kontuzji Antonio Milicia i Mateusza Skrzypczaka byłaby bez wątpienia ogromnym problemem dla Kolejorza, lecz sytuacja w pierwszej linii jest już o wiele lepsza. Chorwacki stoper jest już coraz bliżej powrotu do pełnej dyspozycji.

- Milić jest na pewno z drużyną, ale musi potrenować dziś i jutro, żebyśmy zobaczyli jak to wygląda. Nasze oczekiwania były takie, żeby przepracował z zespołem cały tydzień, dlatego wszystko powinno być w porządku. Wiadomo, jestem w tym środowisku od lat i wiem, że zawsze coś może się wydarzyć, ale powinien być gotowy - powiedział Niels Frederiksen przed rozpoczęciem środowych zajęć.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo