Były piłkarz Lecha przestrzelił z wyborem klubu. Doszedł mu kolejny problem
Już od samego początku, gdy media obiegła informacja, że Bartosz Mrozek przenosi się do włoskiego Udinese, było jasne, że przed polskim bramkarzem stać będzie bardzo trudne zadanie. 26-letni Polak miał za zadanie wygryźć z pierwszego składu jedną z największych gwiazd drużyny czyli Madukę Okoye. Nigeryjczyk to jeden z najbardziej rozpoznawalnych graczy na Półwyspie Apenińskim, a także ktoś, kto w Udine cieszy się powszechnym uznaniem i uwielbieniem ze strony kibiców.
Mrozkowi ta sztuka póki się nie udaje. Filar Udinese pozostaje nienaruszony, podczas gdy polski bramkarz ma na swoim koncie tylko jeden występ w Coppa Italia. Brak minut i stagnacja na ławce to jednak nie są jedyne problemy golkipera, bowiem już wkrótce z jego drużyną pożegna się również sam trener Kosta Runjaic. Wiarygodni włoscy dziennikarze już podają informacje, że były trener Legii i Pogoni został już w zasadzie zwolniony ze skutkiem natychmiastowym po ostatniej ligowej porażce z Romą aż 2:5.
Bartosz Mrozek trafił zatem do Udinese w najgorszym możliwym momencie. Po zeszłosezonowym, stabilnym projekcie, który zyskał na rozgłosie, zostały obecnie zgliszcza i cień nie tak dawnej siły. Udinese zajmuje aktualnie przedostatnie miejsce w lidze z zaledwie pięcioma oczkami na swoim koncie. W dziesięciu meczach Serie A odnotowali aż siedem porażek, dysponując przy tym drugim najwyższym wynikiem straconych goli, których łącznie mają 23. Gorsza jest tylko Monza z wynikiem 24 wpuszczonych bramek.
Następcą Runjaicia ma zostać Paolo Zanetti, a zatem były szkoleniowiec chociażby Venezii czy Hellasu Verony. Szanse Bartosza Mrozka na częstszą grę w obecnej sytuacji wydają się iluzoryczne. Próżno liczyć na to, że Włoch w zaistniałej sytuacji pozwoli sobie na eksperymenty między słupkami, przedkładając nowego bramkarza nad weterana o niekwestionowanej jakości. Udinese będzie teraz grać jak o życie, a potencjalne zatrudnienie trenera w typie "strażaka" tylko potwierdza fakt, że na żaden komfort nie ma miejsca. Liczą się już tylko punkty.
Kibice głośno mogą sobie zadawać pytania, czy Bartosz Mrozek podjął dobrą decyzję wyjeżdżając za granicę do przeciętnego klubu z jednej z najlepszych lig w Europie? Piłkarz nie dość, że siedzi na ławce, to w dodatku musi patrzeć jak jego koledzy próbują za wszelką cenę utrzymać się na powierzchni. Tymczasem Lech Poznań idzie po trzeci tytuł mistrza Polski z rzędu i gra w Lidze Europy.
Nie ma wątpliwości co do tego, że biorąc pod uwagę sportowe ambicje, dla Mrozka transfer do Udinese jest obecnie ewidentnym krokiem w tył. A przecież przed nim jeszcze cztery lata kontraktu i brak perspektyw nie tylko na zwiększenie jego roli, lecz również na dobrą przyszłość organizacji, która obecnie sypie się w oczach. Paolo Zanetti zdecydowanie nie jest kimś, kto może na papierze zbudować imponujący projekt w przeciwieństwie do Kosty Runjaica.
Zespół lechity tylko się pogrąża. Wciąż nie ma perspektywy na poprawę sytuacji
O swoją pozycję w klubie Serie A bezskutecznie walczy też Kornel Lisman. 20-latek zszokował środowisko polskiej piłki nożnej przenosząc się do ligi włoskiej za 2.5 miliona euro po tym, gdy przez pół roku pozostawał bez gry i póki co również nie może mieć powodów do zadowolenia w kontekście gry. Były skrzydłowy Lecha Poznań znajduje się w niemalże identycznej sytuacji co Bartosz Mrozek: jeden występ, zero w Serie A, przyspawany do ławki, bez liczb w najgorszej drużynie ligi. Nie wspominając, że jego Venezia także zmieniła ostatnio trenera, o czym pisaliśmy TUTAJ.
Lisman podąża drogą wytyczoną przez Filipa Marchwińskiego powielając jego błędy z nie tak wcale dalekiej przeszłości. Jego drużyna wygrała jak dotąd tylko jeden mecz sensacyjnie ogrywając Napoli i to w zasadzie tyle. Na swoim koncie ma dziewięć porażek w dziesięciu meczach, a od trzech spotkań z rzędu nie potrafi zdobyć gola. Fakt faktem grała jednak z Como i Interem, ale statystyka łącznie sześciu zdobytych goli w całym sezonie sprawia, że Lisman również może powątpiewać w swój wybór ścieżki kariery.
Oprócz Venezii tylko jedna drużyna w Serie A nie przekroczyła bariery dziesięciu zdobytych goli i jest to Cagliari z dziewięcioma trafieniami. Pozostaje tylko załamać ręce, co do ruchów transferowych Lismana i Mrozka, którzy są dalecy od regularnej gry. 20-latek ma prawo być szczególnie sfrustrowanym, ponieważ inaczej niż bramkarz Udinese ma szersze pole do rywalizacji. Mimo to szkoleniowcy nawet przeprowadzając po pięć zmian w meczu, chcąc gonić wynik... nie uwzględniają skrzydłowego w swoich planach.
Kornel Lisman gra totalne ogony w jednym z najgorszych klubów ligi włoskiej, który w obecnej sytuacji jest jednym z głównych kandydatów do spadku. Trudno mówić o tym, jak o progresie w karierze nawet mimo wyjazdu za granicę, a przypomnijmy, że brak minut po blisko pół roku poza grą raczej nie zwiększa szans na nagły wystrzał formy. Tymczasem zdaje się, że właśnie takiego wejścia smoka będzie potrzebować 20-letni skrzydłowy, aby jakkolwiek zyskać na uwadze trenera, sztabu czy kierownictwa. Jego kontrakt tak samo jak w przypadku Bartosza Mrozka obowiązuje do 30 czerwca 2030 roku, co tylko nieznacznie może pomóc mu ustabilizować przyszłość.
Komentarze (0)