reklama

Co za dramaturgia w Łodzi! Lech Poznań uciszył stadion Widzewa

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Co za dramaturgia w Łodzi! Lech Poznań uciszył stadion Widzewa - Zdjęcie główne
Autor: Marek Młynarczyk | Opis: Losy tego spotkania były otwarte aż do ostatniej minuty i wtedy decydującego gola zdobył Luis Palma
Zobacz
galerię
7
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaAleż to było widowisko! Lech Poznań miał już dwubramkowe prowadzenie, ale Widzew i tak potrafił skutecznie odpowiedzieć. Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów, w doliczonym czasie gry wydarzyło się coś, czego kibice Kolejorza długo nie zapomną.
reklama

Łódź nie była w ostatnich latach miejscem, które szczególnie dobrze kojarzyło się kibicom Lecha Poznań. Mistrzowie Polski na zwycięstwo w tym mieście czekali już od marca 2023 roku. W niedzielny wieczór Poznaniacy mieli chrapkę na przerwanie niefortunnej serii i choć po udanym początku sami skomplikowali swoją sytuację, po końcowym gwizdku mogli świętować najgłośniej, jak się da. 

Piorunujący początek w "Sercu Łodzi". Lech w lepszych nastrojach po pierwszej połowie

Pierwsza połowa miała dwa wyraźnie różne oblicza. Znakomicie w to spotkanie weszli podopieczni trenera Nielsa Frederiksena, szybko wykorzystując problemy Widzewa w defensywie. Już w 6. minucie Patrik Walemark zagrał piłkę do środka z prawego skrzydła, a Antoni Kozubal precyzyjnym uderzeniem z około dwunastu metrów dał Poznaniakom prowadzenie. Chwilę później bramka została jeszcze sprawdzona przez VAR, ale nie było tu mowy o jej nieuznaniu.

reklama
Rozwiń

Mistrzowie Polski nie zamierzali na tym poprzestać. Kwadrans później prowadzili już dwiema bramkami, a tym razem do siatki trafił Allahyar Sayyadmanesh. Ponownie kluczową rolę odegrał Patrik Walemark, który zanotował drugą asystę. Szwed idealnie w tempo wyłożył piłkę do nabiegającego Irańczyka. Na boisku można było zaobserwować różnicę klas. Od tamtej pory wydawało się, że Lech ma spotkanie pod kontrolą i będzie dążył do absolutnego zmiażdżenia swojego przeciwnika.

Mimo tego, po zdobyciu drugiego gola pojawił się problem, bo Widzew zaczął coraz częściej dochodzić do głosu i potrafił wypracować sobie okazję do strzału. Mateusz Lis nie mógł narzekać na nudę. Golkiper Lecha zatrzymał m.in. uderzenia Mario Garcii, czy Mariusza Fornalczyka, a w 25. minucie doskonale obronił także bezpośredni strzał Frana Alvareza z rzutu wolnego.

reklama

Mimo dobrej dyspozycji przed przerwą, bramkarz Kolejorza nie zdołał uchronić drużyny przed stratą bramki. Łodzianie dopięli swego w 27. minucie. Po dokładnym płaskim dośrodkowaniu Mariusza Fornalczyka, z bliskiej odległości do siatki trafił Karol Świderski. Reprezentant Polski umiejętnie wyprzedził Terry'ego Yegbe i dołożył stopę, tak jak należało w tej sytuacji. Był to dla niego premierowy gol po powrocie do Ekstraklasy.

Rozwiń

Zdobyta bramka przez gospodarzy sprawiła, że mecz stał się zdecydowanie bardziej otwarty, a Lech musiał skupić się nie tylko na konstruowaniu kolejnych ataków, ale również na odpieraniu coraz śmielszych prób gospodarzy.

Końcówka pierwszej połowy znów należała do Kolejorza. Radosław Murawski dwukrotnie próbował zaskoczyć z dystansu. Jego pierwsze uderzenie zmusiło Bartłomieja Drągowskiego do efektownej interwencji. W 45. minucie zrobiło się nerwowo w polu karnym Lecha po rzucie rożnym – Mateusz Lis odbił piłkę przed siebie, ale Yannick Agnero szybko zażegnał niebezpieczeństwo. W doliczonym czasie Drągowski ponownie musiał interweniować po strzale Sayyadmanesha.

reklama

Fornalczyk dał tlen Widzewowi. Wszystko zaczęło się od nowa

Po zmianie stron mistrzowie Polski mogli rozpocząć równie mocno, jak w pierwszej części meczu. Kilka minut po wznowieniu goście mogli wykorzystać błąd Bartłomieja Drągowskiego. Bramkarz Widzewa wyszedł za daleko przed własne pole karne i źle wybił piłkę, ale Yannick Agnero nie skorzystał z tak hojnego prezentu. Napastnik Lecha oddał zbyt lekki strzał i Drągowski zdążył naprawić swój błąd.

Chwilę później wcale nie lepiej zachował się Mateusz Lis, chociaż tu największą odpowiedzialność ponoszą obrońcy - Joel Pereira i Wojciech Mońka. Kapitalną akcję przeprowadził Steve Kapuadi, który nawet w otoczeniu dwóch piłkarzy Lecha, pod pressingiem, zdołał wyprowadzić piłkę na połowę Kolejorza, a następnie prostopadłym zagraniem uruchomić Mariusza Fornalczyka. Skrzydłowy Widzewa wykorzystał moment zawahania defensywy Lecha i płaskim uderzeniem przy bliższym słupku doprowadził do wyrównania. 

reklama
Rozwiń

To był koszmar dla Lecha w Łodzi i konieczność budowania przewagi od nowa, a sił jakby brakowało. Odpowiedzialność za grę w ofensywie wziął na siebie głównie Patrik Walemark. To on próbował natychmiast przywrócić Kolejorzowi prowadzenie w tym meczu, ale dwukrotnie został zatrzymany przez Drągowskiego.

Lechici kontynuowali grę głównie w ataku pozycyjnym, częściej utrzymując się przy piłce. Długo nie udawało im się jednak kreować sytuacji pod bramką gospodarzy. W 76. minucie na boisku pojawił się Gustav Berggren i niemal od razu mógł zaznaczyć swoją obecność. Szwed znalazł się w odpowiednim miejscu i oddał strzał, po którym piłka nieznacznie minęła słupek bramki Widzewa. Była to jedna z lepszych okazji Lecha w drugiej połowie.

Gdy mecz zbliżał się już ku końcowi, Kolejorz wywalczył rzut wolny po faulu Mateusza Żyry. Do piłki podszedł Luis Palma, który zdecydował się na bezpośrednie uderzenie. Próba reprezentanta Hondurasu była niezwykle groźna, ale tym razem na wysokości zadania znów stanął Drągowski. Bramkarz Widzewa zdołał obronić strzał, który frunął w kierunku dalszego słupka.

Najpierw dramat, potem euforia. Lech zadał cios w samej końcówce

Końcówka tego spotkania przyniosła ogrom emocji. Sędzia Łukasz Kuźma w doliczonym czasie gry podyktował... rzut karny dla Widzewa po faulu wprowadzonego na ostatnie minuty młokosa, Wojciecha Szymczaka. Wychowanek Lecha mógł jednak po chwili odetchnąć z ulgą, gdyż analiza VAR wykazała, że wcześniej w tej samej akcji na spalonym znajdował się Kapuadi.

To co stało się kilkadziesiąt sekund później wręcz uciszyło stadion. Lech spróbował po raz ostatni, w pośpiechu, przenieść grę na połowę Widzewa. Bartłomiej Drągowski podjął fatalną decyzję o wyjściu z bramki i sprawił, że ta znalazła się pod nogą Luisa Palmy. Honduranin miał pustą bramkę i od razu kopnął w jej kierunku. Po chwili wpadł w objęcia swoich kolegów i już nic nie było w stanie odebrać Lechowi zwycięstwa.

Rozwiń


Widzew Łódź - Lech Poznań 2:3 (1:2)

 

Bramki: 0:1 Antoni Kozubal 6', 0:2 Allahyar Sayyadmanesh 22', 1:2 Karol Świderski 27', 2:2 Mariusz Fornalczyk 53', 2:3 Luis Palma 90+7'

Składy:
 
Widzew: Bartłomiej Drągowski - Marcel Krajewski, Mateusz Żyro, Steve Kapuadi, Mario Garcia - Lindon Selahi, Fran Alvarez (86. Antoni Klukowski), Emil Kornvig (70. Giannis Papanikolaou) - Angel Baena, Karol Świderski (70. Sebastian Bergier), Mariusz Fornalczyk (81. Stipe Biuk)

Lech: Mateusz Lis - Joel Pereira, Wojciech Mońka, Terry Yegbe, Michał Gurgul - Radosław Murawski (75. Gustav Berggren), Antoni Kozubal, Pablo Rodriguez (75. Filip Jagiełło) - Patrik Walemark (88. Wojciech Szymczak), Yannick Agnero (68. Luis Palma), Allahyar Sayyadmanesh

Żółte kartki: Baena (Widzew) - Murawski, Palma (Lech)

Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok)

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo