Warta przyjęła mocny cios, ale zdołała wyjść z narożnika
Warta Poznań zaliczyła kiepskie wejście w mecz. Po blisko trzech minutach gry pierwszy na listę strzelców wpisał się Daniel Stanclik. Wykorzystał znakomity kontratak skrzydłem, który wyprowadził Serafin. Zieloni znów popełnili błąd przy indywidualnym kryciu napastnika i tym sposobem niemalże od pierwszego gwizdka musieli gonić wynik. Drużyna Macieja Tokarczyka zareagowała jednak na swoje problemy w najlepszy możliwy sposób i kontynuowała swój plan na mecz mimo bolesnego ciosu.
Konsekwencja Warty Poznań została nagrodzona już w 9. minucie spotkania, bowiem goście doprowadzili wtedy do wyrównania po znakomitym uderzeniu Marcela Stefaniaka bezpośrednio z rzutu wolnego. Ivan Lucić popełnił kosztowny błąd próbując obronić ten trudny strzał, ale piłka przeszła przez jego rękawice. Tym samym Zieloni uspokoili swoich kibiców, udowadniając, że gorszy początek nie wpływa na jakiekolwiek rozedgranie w ich szeregach. Goście trzymali się założeń, ale Miedź Legnica mocno testowała ich stabilność.
Wicelider wyraźnie pokazywał, dlaczego zajmuje tak wysokie miejsce. Przez pierwsze 30 minut potrafił dłuższymi fragmentami zamykać Wartę Poznań pod jej polem karnym i poważnie zagrażać jej po atakach pozycyjnych. Zielonym we znaki dawały się w szczególności próby dośrodkowań oraz strzały z dystansu. Przyjezdni zdawali się akceptować to ryzyko, bowiem w ten sposób mogli odpowiadać Miedzi błyskawicznymi kontratakami, wykorzystując ich odkrytą bramkę. W ten sposób Zieloni poświęcali nieco swój styl dla korzystnego wyniku.
Priorytetem Warty Poznań było przede wszystkim to, by nie odkryć się za bardzo i nie dopuścić do tego, by Miedź Legnica miała łatwą drogę do bramki. W związku z tym, że obie ekipy ceniły sobie dobre zabezpieczenia w defensywie i cechowały się świetną organizacją gry, obserwatorzy tego meczu mieli do czynienia ze swoistym, szachowym pojedynkiem na boisku.
To jednak Zieloni w ostatnich dziesięciu minutach pierwszej połowy wydawali się być bliżej zdobycia gola na 2:1. W 39. minucie swojemu zespołowi prowadzenie po jednym z szybkich ataków mógł dać Jakub Kendzia, ale w klarownej sytuacji pod bramką Lucicia zabrakło mu siły i celności. Chwilę później wynik mógł odmienić Jan Niedzielski, lecz w jego przypadku włożył zbyt dużo mocy w uderzenie.
Jednen kosztowny błąd Warty przesądził o wyniku
Po powrocie na boisko Warta Poznań początkowo zaczęła nawiązywać stylem gry do swoich poprzednich spotkań. Zespół cechowała agresja, odwaga i bardziej dominująca postawa. Zieloni dążyli do przejęcia kontroli nad spotkaniem, próbując odnaleźć równowagę między wysokimi wyjściami do piłki, a grą w niskim bloku defensywnym. Miedź jednak nie odpuszczała i po dobrym starcie Warty Poznań nad bramką przyjezdnych pojawiły się czarne chmury.
Najpierw w 52. minucie nieprawdopodobną interwencją na linii popisał się Leo Przybylak, ale potem Petrović nie dał już szans golkiperowi po strzale bezpośrednio z rzutu wolnego. Zawodnicy obu drużyn kompletnie zasłonili piłkę kapitanowi Warty Poznań, a gospodarze znów zmusili przyjezdnych do gonienia za wynikiem. W 57. minucie spotkania mogło być natomiast już 3:1, ale fenomenalny powrót Marcela Stefaniaka powstrzymał Antonika przed zdobyciem gola po kapitalnym kontrataku.
Warta Poznań znów musiała gonić wynik i złapać swój rytm, by wrócić do spotkania. Nie mając zbyt wiele do stracenia postawiła na wysoki pressing, szybkie odzyskiwanie piłek jak najbliżej bramki Lucicia, a także groźne uderzenia po dośrodkowaniach w pole karne. Goście podwyższyli poziom intensywności w swojej grze wraz ze zmianami po 60. minucie spotkania. Postawili na grę na jeden kontakt oraz długie piłki, pozwalające skuteczniej mijać linię defensywną Miedzi Legnica.
Podopieczni trenera Macieja Tokarczyka próbowali wyrwać przeciwnikom chociażby punkt w niedzielnej rywalizacji w dużej mierze za sprawą swojej wolicjonalności oraz intensywności, ale ich waleczność nie przełożyła się na sukces. Owszem, Warta Poznań wyglądała bardzo dobrze w kontratakach po wysokich przechwytach, ale gospodarze trzymali rękę na pulsie. Właściwie reagowali po każdej stracie odbudowując swoje ustawienie pod bramką Lucicia.
Zielonym nie brakowało sytuacji strzeleckich, ale zazwyczaj uderzenia piłkarzy beniaminka były nieustannie blokowane. Podopiecznym trenera Macieja Tokarczyka trzeba było mimo wszystko oddać to, że zdołali oni w ostatnim kwadransie zamknąć przeciwników pod ich polem karnym i bić się o punkt do samego końca. Potwierdziła to ostatnia groźna akcja na 20 sekund przed końcem meczu, kiedy to Zieloni byli o włos od zdobycia gola po błędzie Lucicia, ale Karol Łysiak nie zdołał na czas wykorzystać swojej okazji, gdy bramkarz wypluł piłkę.
Miedź Legnica - Warta Poznań 2:1 (1:1)
Gole: Stanclik 2., Petrović 55. - Miedź - Stefaniak 9.
Miedź: Lucić - Maliszewski (Szymoniak 77.), Noiszewski, Mazur, Grudziński - Serafin (Korczakowski 87.), Hajda (Fucak 71.) - Cordoba (Norlin 70.), Petrovic, Antonik (Jovicic 87.) - Stanclik.
Warta: Przybylak - Lepczyński, Azatskyi, Avdieiev - Apolinarski (Rychert 66.), Niedzielski, Łysiak, Stefaniak (Kalata 69.) - Kendzia (Młynarczyk 60.), Wołczek (Kusztal 69.) - Stanek (Smoczyński 60.).
Kartki: Grudziński 11., Noiszewski 41., Hajda 63., Maliszewski 75., Petrović 90. - Miedź - Apolinarski 54., Niedzielski 93.- Warta.
Sędziował: Karol Wójcik (Mińsk Mazowiecki)
Komentarze (0)