Lechowi nie gra się łatwo w "Sercu Łodzi"
Wyjazdy na stadion Widzewa przy al. Józefa Piłsudskiego od lat należą do najtrudniejszych ligowych wypraw Lecha Poznań. Kolejorz ostatni raz wywiózł z "Serca Łodzi" komplet punktów niespełna trzy i pół roku temu - w marcu 2023 roku, gdy zespół prowadzony przez Johna van den Broma wygrał 2:1. Gospodarze objęli wtedy prowadzenie za sprawą Bartłomieja Pawłowskiego, jednak chwilę później wyrównał Filip Marchwiński, a bramkę na wagę zwycięstwa gości zdobył efektownym strzałem głową Kristoffer Velde.
Historia tej rywalizacji pokazuje, że "Serce Łodzi" od dawna jest dla Kolejorza wyjątkowo wymagającym terenem. W XXI wieku Lech rozegrał na stadionie Widzewa jedenaście ligowych spotkań. Bilans? Zaledwie dwa zwycięstwa Poznaniaków, trzy wygrane gospodarzy i aż sześć remisów. Co ciekawe, żaden z tych meczów nie zakończył się okazałym triumfem którejkolwiek ze stron. Cztery razy padł wynik 1:1, dwukrotnie 2:2, raz kibice oglądali bezbramkowy remis, a jeżeli gospodarzom lub gościom udawało się już przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, wygrywali oni nie więcej niż jednym golem przewagi. Trudno o lepszy dowód na to, że starcia Lecha z Widzewem w Łodzi niemal zawsze trzymają w napięciu do ostatnich sekund.
Na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo nad Widzewem w XXI wieku Kolejorz czekał do listopada 2012 roku. W meczu 11. kolejki sezonu 2012/2013 zespół prowadzony przez Mariusza Rumaka wygrał 1:0 po golu Rafała Murawskiego. Na kolejną wygraną przy al. Józefa Piłsudskiego przyszło czekać ponad dziesięć lat. Dopiero w marcu 2023 roku Lech ponownie zdobył tam komplet punktów dzięki wspomnianym wyżej trafieniom Filipa Marchwińskiego i Kristoffera Velde. Od tego czasu karta znów odwróciła się na korzyść gospodarzy, którzy w dwóch ostatnich sezonach dwukrotnie wygrali z Kolejorzem 2:1.
Do trzech razy sztuka?
Niedzielny mecz będzie również okazją do przełamania niekorzystnej statystyki trenera Lecha Poznań, Nielsa Frederiksena. Stadion Widzewa jest bowiem jednym z zaledwie trzech ekstraklasowych obiektów, z których prowadzony przez duńskiego szkoleniowca Kolejorz nie przywiózł jeszcze nawet punktu. Dwa pozostałe to stadiony Śląska Wrocław oraz Arki Gdynia. Jest jednak jedna, zasadnicza różnica - We Wrocławiu i Gdyni Kolejorz pod wodzą Fredriksena wystąpił dotąd tylko raz (oba spotkania przegrał 1:3). W Łodzi natomiast gościł już dwukrotnie i za każdym razem schodził z boiska pokonany po porażce 1:2. Czy trzecie podejście okaże się tym szczęśliwym?
Przemawia za tym aktualna forma mistrzów Polski. Początek sezonu w wykonaniu Lecha jest bardzo udany, a zespół od dłuższego czasu przegrywa niezwykle rzadko. W obecnych rozgrywkach poniósł tylko jedną porażkę - wyjątkowo bolesną, w rewanżowym spotkaniu z Aarhus GF, która zamknęła mu drogę do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Oprócz starcia z Duńczykami, o którym w Poznaniu każdy miałby ochotę zapomnieć, lechici odnieśli siedem zwycięstw i zanotowali dwa remisy.
Co ciekawe, to właśnie w "Sercu Łodzi" - na początku marca tego roku - Lech poniósł ostatnią wyjazdową porażkę. Od tamtej pory zespół Nielsa Frederiksena spisywał się poza Poznaniem niemal bezbłędnie. Wygrał osiem z dziesięciu wyjazdowych spotkań, remisując jedynie z Jagiellonią w Białymstoku, a także w szwajcarskim Thun, gdzie przypieczętował awans do fazy ligowej Ligi Europy. Wszystko to sprawia, że choć historia wyjazdów na stadion Widzewa nie przemawia na korzyść Kolejorza, tym razem Poznaniacy mają argumenty, by wreszcie odwrócić niekorzystny trend.
Komentarze (0)