Ian Hoffmann trafił do stolicy Wielkopolski latem 2024 roku. W niebiesko-białych barwach rozegrał zaledwie dwa mecze w PKO BP Ekstraklasie oraz jedno spotkanie w ramach Pucharu Polski. Nie stanowił żadnej konkurencji dla Joela Pereiry i okazał się transferowym niewypałem, dlatego już po ponad pół roku udał się na wypożyczenie do norweskiego Kristiansund BK.
W Norwegii szybko złapał rytm meczowy, rozegrał łącznie 28 spotkań na przestrzeni całego sezonu, notując dodatkowo dwie asysty. Zimą bieżącego roku ponownie zmienił barwy klubowe - tym razem trafił do HamKam, które także rywalizuje na poziomie Eliteserien. 24-latek spędził tam całą wiosnę, grając na pozycji wahadłowego.
Początek był obiecujący, ale przełomu nie było
W lipcu zameldował się w Poznaniu, ale tylko na chwilę. Klub ogłosił kolejne wypożyczenie Amerykanina i znów wysłał go do Skandynawii - kierunek okazał się dość niespodziewany. Mjallby AIF to sensacyjny mistrz Szwecji z ubiegłego roku, który tego lata po raz pierwszy rywalizował w el. Ligi Mistrzów. Dla Hoffmanna to także była szansa na debiut w europejskich pucharach.
Obrońca trafił do zespołu w połowie lipca i od razu został zgłoszony do rozgrywek w Europie. Nie wszedł jednak od razu do zespołu - ominęły go mecze z Lincoln Red Imps, czy ligowe starcie z Kalmar FF. Na swoją pierwszą okazję musiał poczekać do 8 sierpnia, gdy jego zespół rywalizował z Elfsborgiem. Hoffmann zameldował się w wyjściowym składzie i... zanotował całkiem poprawny występ. Kilka dni później trener postawił na niego także w meczu el. Ligi Mistrzów ze Slovanem Bratysława (tym razem na lewym wahadle).
W sumie Amerykanin otrzymał kilka szans. Drużyna w tym czasie wygrała tylko jedno spotkanie i to sensacyjnie odwracając wynik meczu z liderem tabeli. Cały zespół grał jednak słabo. Trudno mówić o tym, aby Hoffmann swoją grą wyróżniał się na tle kolegów. Nie przekonał do siebie sztabu szkoleniowego na tyle, żeby na stałe wskoczyć do podstawowej jedenastki. Jego ostatni występ to wejście z ławki przeciwko RB Salzburg.
Jego sytuacja stała się niepewna
Najbardziej niepokojące są ostatnie tygodnie, gdyż po kilku występach jego licznik ponownie się zatrzymał. Zawodnik wypożyczony z Lecha Poznań nie znalazł się w kadrze w trzech kolejnych spotkaniach. Klub poinformował jedynie o tym, że zawodnik jest niedostępny, nie podając konkretnego powodu.
Nie jest to zatem wypożyczenie, które na ten moment można określić mianem przełomowego. Pobyt zawodnika w Szwecji ma potrwać zaledwie do końca bieżącego roku. Dalsza przyszłość może wyjaśnić się dopiero, gdy Mjallby zakończy zmagania w lidze.
Klub zgłosił piłkarza do fazy ligowej Ligi Konferencji i jeżeli nie będzie kłopotów ze zdrowiem, pewnie dostanie jeszcze swoje szanse. Na ten moment nie zapowiada się jednak, by Szwedzi zwrócili się do Lecha z chęcią wykupienia piłkarza. Jego kontrakt w Poznaniu obowiązuje do końca czerwca 2027 roku i zima jest ostatnią okazją do zarobienia skromnych pieniędzy.
Komentarze (0)