Od pierwszego gwizdka było widać, że Raków ma konkretny plan na to, by zablokować Lecha na własnej połowie i poszukać swoich okazji po kontratakach. Goście momentami głęboko się cofali, skracali pole gry i nie pozwalali gospodarzom na zbyt wiele swobody. Mimo to, Poznaniacy dochodzili do sytuacji strzeleckich - problemem pozostawała skuteczność. Dopiero w ostatnich minutach przed zejściem do szatni pierwsze (i jedyne!) celne uderzenie oddał Allahyar Sayyadmanesh. Jego strzał problemów bramkarzowi Medalików nie sprawił.
Strzałów celnych jak na lekarstwo, za to żółtych kartek sędzia Damian Kos nie unikał. Nerwowo mogło zrobić się w 25. minucie, gdy napomniany został Mateusz Skrzypczak. Środkowy obrońca zatrzymywał już na własnej połowie Adama Basse, który najprawdopodobniej przedłużyłby znakomitą kontrę Rakowa i doprowadził do znakomitej okazji na zdobycie pierwszego gola. Na szczęście dla Lecha ten faul taktyczny wyceniono jedynie na "żółtko".
- Wiedziałem, że muszę faulować, bo gdybym go nie zatrzymał, to wyszliby prawdopodobnie trzech na dwóch. Nie mogłem pozwolić na dokończenie tej akcji, ale widziałem, że Wojtek Mońka jest za mną i w tej akcji czerwonej nie będzie - przyznał po zakończeniu tej części gry Skrzypczak w rozmowie z Canal+ Sport.
Pierwsza połowa okazała się rozczarowaniem i zakończyła remisem 0:0. Na pewno kibice przy Bułgarskiej spodziewali się innego meczu, biorąc pod uwagę, że do Poznania przyjechała ostatnia drużyna w PKO BP Ekstraklasie. Na ten moment Dawid Szulczek z okazją do... pierwszego punktu przeciwko Lechowi Poznań.
Komentarze (0)