Warta Poznań ze względu na prace remontowe przy Drodze Dębińskiej wyjątkowo wystąpiła w roli gospodarza na stadionie w Środzie Wielkopolskiej. Identycznie zresztą jak przed rokiem - wtedy Zieloni w rundzie wstępnej STS Pucharu Polski wygrali z Olimpią Elbląg 1:0. Tym razem jednak wynik odwrócił się przeciwko Poznaniakom, ale od początku...
Przewaga w grze nie wystarczyła. Rywale wyprowadzili decydujący cios
Resovia Rzeszów chciała dość szybko postawić swoje warunki, ale Warta pozostała czujna i sprawnie ostudziła zapał podopiecznych Kamila Kuzery. Goście wycofali się głęboko na swoją połowę i to gospodarze kontrolowali przebieg meczu. Pierwsze minuty może nie obfitowały w klarowne sytuacje, ale Zieloni często gościli w okolicach pola karnego Resovii. Szukali wielu dośrodkowań w kierunku napastnika - przynosiły one jedynie korzyść w postaci stałych fragmentów gry. Po rzutach rożnych jednak strzałów celnych, jak na lekarstwo.
Goście jako pierwsi zagrozili bramce Leo Przybylaka – w 22. minucie lewą stroną pola karnego urwał się Adam Chojecki. Jego strzał nie znalazł drogi do siatki, ale zmusił Wartę do jeszcze większej koncentracji. Chwilę później nastąpiła odpowiedź gospodarzy. Antoni Młynarczyk popisał się efektownym zejściem do środka i potężnym uderzeniem, lecz piłka przeleciała jedynie nad poprzeczką.
Kluczowy moment pierwszej połowy, a notabene też całego spotkania, nastąpił kilka minut później. Resovia wyprowadziła szybki kontratak, a prostopadłe podanie trafiło do Jana Silnego. Napastnik świetnie zastawił piłkę, obrócił się z obrońcą na plecach, a następnie precyzyjnym strzałem w samo okienko nie dał żadnych szans bramkarzowi Warty. Goście objęli prowadzenie praktycznie w sytuacji, gdy wydawało się, że beniaminkowi Betclic 1. Ligi nic nie grozi.
Warta mogła odpowiedzieć niemal natychmiast. Świetną akcję na lewej stronie boiska zawiązali Marcel Stefaniak i Antoni Młynarczyk. Piłka trafiła w sam środek pola karnego do Michała Smoczyńskiego, ale jego uderzenie zostało zablokowane przez defensorów Resovii. Końcówka pierwszej części należała do drużyny trenera Tokarczyka, szukającej wyrównania zanim jeszcze sędzia zaprosił do szatni.
Najpierw Zieloni obili słupek za sprawą Aleksandra Wołczka, a dobitka Michała Smoczyńskiego z bliskiej odległości... przeleciała nad poprzeczką. W ostatnich minutach głową próbował Kacper Rychert, a z dystansu uderzał Antoni Młynarczyk. Na nic się to jednak zdało, bo oba strzały spokojnie wpadły w ręce bramkarza gości.
Warta naciskała, ale bez skuteczności. Resovia przetrwała oblężenie
Druga połowa rozpoczęła się dla Warty Poznań dość pechowo - boisko musiał opuścić Michał Smoczyński. Od razu, gdy napastnik usiadł na murawie, Sebastian Steblecki wskazywał na konieczność roszady. Po meczu trener wyjaśnił nam, jaki był powód tak nagłej zmiany.
- Michał poczuł zawroty głowy i nie chcieliśmy ryzykować. Ustaliliśmy, że rozpocznie drugą połowę i zobaczymy, jak będzie reagował w trakcie gry. Nie przeszło, więc mieliśmy przygotowaną zmianę i od razu wszedł za niego Mateusz Stanek - zdradził szkoleniowiec Zielonych.
Resovia była o włos od podwyższenia prowadzenia, lecz wprowadzony po przerwie Gracjan Jaroch minimalnie się pomylił. Po chwili przy stałym fragmencie gry to pod bramką gości zrobiło się ogromne zamieszanie, jednak piłkarze trenera Kamila Kuzery zdołali wybić piłkę i zażegnać niebezpieczeństwo.
Z każdą kolejną minutą Warta coraz mocniej zamykała rywali na ich połowie. Zieloni długo utrzymywali się przy piłce i cierpliwie budowali kolejne akcje, lecz brakowało im konkretów w ostatniej fazie ataku. Nawet po koronkowej akcji, w której Aleksander Wołczek znalazł się oko w oko z bramkarzem, nie szukał prostych środków, a wręcz przeciwnie próbował jeszcze mijać bramkarza. Cała akcja spaliła na panewce.
Ostatni kwadrans to już ogrom emocji przy szybko upływającym czasie. Znakomitą główkę Jakuba Apolinarskiego, kapitalną interwencją zatrzymał bramkarz. Potem jeszcze uderzenie Stanka, który świetnym przyjęciem zgubił obrońcę, a gdy już oddawał strzał, piłka nie ułożyła mu się właściwie na stopie i powędrowała nad poprzeczką. W doliczonym czasie gry gospodarze rzucili do ataku wszystkie siły. Po rykoszecie obok bramki uderzał Antoni Młynarczyk, a w ostatniej akcji meczu piłkę na wagę dogrywki miał Sebastian Steblecki. Jego strzał znalazł się niestety dopiero na górnej siatce.
Brak skuteczności to największa bolączka Zielonych w tym spotkaniu - ostatecznie kosztowała utratę awansu do STS Pucharu Polski, a zatem Warta już na początku sierpnia będzie mogła skupić się wyłącznie na lidze. Trener Tokarczyk choć opanowany, to nie ukrywał swojego niezadowolenia po końcowym gwizdku.
- Gorzki smak po tym spotkaniu. Na gorąco ciężko mi wyrazić wszystkie wnioski, jakie mam w głowie. Na pewno jest ich sporo, ale musimy wziąć to na klatę i poprawić. To był kolejny mecz w tym sezonie, gdzie zgadzały się liczby pod względem wykreowanych okazji, przysłowiowych "setek", ale ich nie wykorzystujemy i to jest sedno tego spotkania. [...] Musimy jak najszybciej pozbierać się mentalnie i fizycznie, i przygotować się do meczu z Termalicą - podsumował opiekun Zielonych.
Warta Poznań - Resovia Rzeszów 0:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Jan Silny 28’
Składy:
Warta: Leo Przybylak - Kacper Lepczyński (60. Arkadiusz Najemski), Oleksandr Azatsky, Dmytro Avdeev - Kacper Rychert (46. Jakub Apolinarski), Jan Niedzielski (46. Karol Łysiak), Sebastian Steblecki, Marcel Stefaniak (60. Jakub Kendzia) - Aleksander Wołczek, Michał Smoczyński (52. Mateusz Stanek), Antoni Młynarczyk
Resovia: Bartosz Gacek - Jakub Banach, Myles Asei Dantoni, Mikołaj Szkiela (57. Mateusz Geniec), Nikodem Kuzera (57. Adrian Małachowski) , Jakub Letniowski, Bartosz Zimnicki, Gracjan Czapniewski (46. Gracjan Jaroch), Adam Chojecki, Jan Silny (57. Javier Mateo Ortiz Morales) Patryk Romanowski (63. Bartosz Grasza)
Żółte kartki: Stanek (Warta)
Sędziował: Piotr Pazdecki (Koszalin)
Konferencja prasowa po meczu Warta Poznań - Resovia Rzeszów:
Komentarze (0)