Więcej plusów niż minusów. Enea Basket Poznań znów budzi duże nadzieje
Przypomnijmy, że Enea Basket Poznań wchodzi w ten sezon po rozegraniu łącznie siedmiu meczów sparingowych. Odniosła w ich trakcie cztery zwycięstwa, remis i dwie porażki. Wyniki są po nich najmniej istotne, ale trener Edmunds Valeiko zarówno w rozmowach z nami jak i na oficjalnej konferencji przedsezonowej raczej koncentrował się na pozytywach niż problemach. Na pewno na pierwszym planie w kontekście zmian w drużynie uwydatnia się obrona i znaczący wzrost jakości w tej fazie gry.
Odcinanie rywali od podań, agresywny atak na piłkę, punktowanie po przechwytach, zacięta walka na zbiórkach - to ma być charakterystyczne dla Enei Basket Poznań w tym sezonie, co zresztą mieliśmy okazję widzieć w rywalizacji z Tarnovią Tarnowo Podgórne, kiedy to gospodarze w imponującym stylu zabierali tlen rywalom w związku ze swoją intensywnością. Weegree AZS Politechnika Opolska powinna być zatem nastawiona na grę przeciwko drużynie, gdzie na pierwszym planie będzie nieprzeciętna fizyczność i intensywność.
- W sparingach było widać, że powoli, ale efektywnie realizujemy to, czego trener od nas oczekuje czyli właśnie agresywną obronę. Widać, że mamy do tego właściwych zawodników oraz to, że trener zrobił bardzo dobrą robotę. Po prostu pasujemy do tego stylu gry i to było widać w sparingach, że każdemu to odpowiada. Każdy czuje się w tym dobrze. Teraz trzeba to tylko pielęgnować i rozwijać. Na pewno pokażemy to na parkiecie - wspominał Patryk Stankowski.
Kibiców może cieszyć także fakt, iż w premierowy mecz w tym sezonie Enea Basket Poznań wejdzie bez żadnych problemów zdrowotnych u nowych zawodników. Z urazem ręki w końcu poradził sobie Jan Malesa, którego niejednokrotnie brakowało na parkiecie w trakcie meczów kontrolnych. Sztab szkoleniowy musi mieć nadzieję, że weteran z przeszłością w Polonii Warszawa powróci do swojej znakomitej dyspozycji z poprzedniego sezonu. Edmunds Valeiko nie ma powodów do narzekań w zakresie szerokości swojej kadry choć pod znakiem stoi oczywiście zgranie znacząco odnowionej kadry zawodniczej.
- Czuję się dobrze jako kapitan. Mamy charaktery, które łatwo jest połączyć. Każdy z każdym złapał dobry kontakt, czuć tą fajną atmosferę, że każdy chce iść do przodu. Przede wszystkim, jeśli chodzi o porównanie do poprzedniego sezonu widać, że startujemy z dwoma zawodnikami zza granicy. To wnosi jakość, pokazuje, że klub się rozwija, daje nam warunki aby te mecze wygrywać, a więc cieszę się z tego - informował nas Patryk Stankowski na konferencji przed sezonem.
Uwaga kibiców na pewno będzie się też koncentrować na dwóch obcokrajowcach - Devontae Blantonie i Somto Dimanochiem. Po raz pierwszy w swojej historii Enea Basket Poznań wystartuje w rozgrywkach posiadając w składzie dwóch graczy spoza Polski. Obaj znakomicie wprowadzili się do zespołu, na co wskazują nie tylko liczby, ale i opinie obserwatorów. Nie sprawiają oni trenerowi żadnych problemów taktycznych, bardzo dobrze pasują do składu charakterologicznie i wnoszą widoczną jakość na parkiecie.
- Widać, że nasi zagraniczni zawodnicy spędzili trochę czasu w Europie i systemowo potrafią się dopasować do oczekiwań trenera. Devontae to tak naprawdę zawodnik mogący grać na pozycjach od 1-4, który ma łatwość w zdobywaniu punktów. Na pewno będziemy na niego stawiać w ataku. Tak samo jak na Somto, który gra na pozycji numer pięć. To z jednej strony bardzo silny gracz, a z drugiej strony świetnie skoordynowany. Potrafi mijać rywali, grać tyłem do kosza, wsadzać piłkę z góry. Myślę, że zafundują kibicom wiele efektywnych akcji. Teraz po tym okresie przygotowawczym wiem, że mogę bez problemu oddać im piłkę i nie martwić się o ich złe decyzje. To naprawdę dobrzy graczy - oceniał kolegów z drużyny jeden z kapitanów Enei Basket Poznań.
Politechnika Opolska straciła liderów. Zyskała jednak potencjalną gwiazdę ligi
Edmunds Valeiko, Michał Samsonowicz, Jan Nowicki i Patryk Stankowski jak i z pewnością większość kibiców są szczególnie złaknieni rewanżu przeciwko Politechnice Opolskiej. Końcówka marcowego starcia zapadła fanom na długo w pamięci, kiedy to Dominik Rutkowski zafundował w hali AWF-u swojej dawnej drużynie dramatycznego buzzer-beatera za trzy punkty, który w ostatniej sekundzie zabrał Enei Basket Poznań zwycięstwo w meczu.
Przyjezdni to bez wątpienia jeden z najmłodszych zespołów w 1. lidze i na papierze raczej nie jest sytuowany wśród kandydatów do najwyższych celów. Opolanie większość sparingów przegrali, ale warto zwrócić uwagę na to, że potrafili pokonać chociażby spadające z koszykarskiej Ekstraklasy Miasto Szkła Krosno. W teorii trudno mówić o progresie tej drużyny ze względu na stratę trzech kluczowych graczy tego lata: Jakuba Kobla, Piotra Niedźwiedzkiego oraz wspomnianego wcześniej Dominika Rutkowskiego.
Bezwzględnie należy uważać natomiast na dwóch zagranicznych zawodników: mierzącego 190 centymetrów wzrostu rzucającego DJ-a Campbella, a także środkowego Juliana Rocha. Ten pierwszy pokazał swoją nieprzeciętną jakość już w starciu z Krosnem, gdzie rzucił 27 punktów i wykorzystał aż 7/9 trójek. Fenomenalne zawody rozegrał też przeciwko WKK Wrocław, gdzie dobił do 30 oczek, dając sobie aż 11 szans na rzuty zza łuku - trafił pięć z nich. Łącznie wypracował sobie aż 23 sytuacje na punkty, co tylko pokazuje, na co Enea Basket Poznań musi być czujna.
Zapowiedzi ekspertów, jak również doświadczenia związane z Campbellem z poprzedniego sezonu w lidze albańskiej wskazują na to, że będzie to gracz stawiający w dużej mierze na własne umiejętności. To może ułatwić zadanie Enei Basket Poznań biorąc pod uwagę ich zespołową, twardą obronę. DJ Campbell nie będzie miał łatwego zadania. Natomiast jego partner pod koszem czyli Julian Rocha również liczbowo po sparingach nie sprawia wrażenia, by miał szczególnie często łatwo ogrywać fantastycznie dysponowanego Somto Dimanochiego.
- Mam nadzieję, że jesteśmy trochę bliżej tych zespołów w tabeli, które walczą o awans aniżeli tych, które są na dole. Stoję jednak twardo na ziemi i rozumiem, jak wyglądają sytuacje z budżetami i zawodnikami. Wiem jednak jak wygrywać, wierzę w swój system i to nad czym pracujemy. Oczywiście, jeśli nie ma stresu, to jest koniec, ale kluczowe jest to, co będzie się działo na parkiecie przez 40 minut - wskazywał trener Edmunds Valeiko na przedsezonowej konferencji prasowej
Enea Basket Poznań wreszcie się przełamie na inaugurację?
Enea Basket Poznań na papierze wyrasta na małego faworyta, a prezes Przemysław Szurek bez wątpienia czeka na to, by wreszcie zacząć sezon od wygranej. Przynajmniej od roku 2022 ta sztuka jego drużynie jeszcze się nie udała, a więc może jeśli dziś uda się pokonać Weegree Politechnikę Opolską, to będzie to zwiastun tego, że przed Eneą Basket Poznań znajduje się wyjątkowy sezon.
- Uważam, że jeśli w sporcie pojawia się presja czy też stres to jest dobrze, bo wtedy zawodnik rośnie, musi sobie z tym radzić i wchodzi na kolejny poziom. Jeśli mierzymy się z czymś takim, to jest to dla nas tylko i wyłącznie dobre. Trzeba się cieszyć z tego, że można robić to, co się robi. Jest we mnie i w chłopakach duża ekscytacja. Mierzymy się obecnie z pozytywnym nakręceniem się na mecz, ale jednocześnie staramy się przy tym nie wypalić, bo w poprzednim sezonie też czułem na inaugurację, że jestem dobrze przygotowany, zrobię dobrą robotę, wyszedłem bardzo zdeterminowany na parkiet i zabrakło mi w tym chłodnej głowy. W przypadku niektórych graczy panuje stres przed podjęciem złej decyzji, a w przypadku innych jest taka potrzeba, że chce się brać ich za dużo, gdy równocześnie panuje też za dużo myśli w głowie. Wtedy popełnia się też błędy - podkreślał w rozmowie z nami Patryk Stankowski, jeden z kapitanów drużyny.
W teorii nic nie stoi na przeszkodzie, by tak się miało stać. Edmunds Valeiko mógł w pełni wpłynąć na wygląd swojej obecnej kadry, przepracował z nią pełny okres przygotowawczy i już mówi o tym, że w Poznaniu w hali AWF-u buduje swego rodzaju "dom". Praca łotewskiego szkoleniowca ma być fundamentem prężnie rozwijającego się projektu sportowego z prawdziwego zdarzenia, o którym szczegółowo pisaliśmy TUTAJ.
Komentarze (0)