Problemy proceduralne uniemożliwiły Irańczykowi wzięcie udziału w obozie przygotowawczym
Lech Poznań sprowadził latem trzech nowych zawodników - Mateusza Lisa, Terry'ego Yegbe oraz Allahyara Sayyadmanesha. Spośród wszystkich letnich nabytków Kolejorza to właśnie irański skrzydłowy napotkał największe trudności na początku swojej przygody z klubem ze stolicy Wielkopolski. Z powodu przedłużających się formalności związanych z uzyskaniem wizy umożliwiającej mu dołączenie do zespołu stracił on praktycznie cały letni okres przygotowawczy. Problemy proceduralne sprawiły, że przez długi czas nie mógł rozpocząć pracy z drużyną, a do Centrum Badawczo-Rozwojowego we Wronkach dotarł dopiero dzień przed zakończeniem zgrupowania.
Opóźniony przyjazd miał spory wpływ na proces jego aklimatyzacji. Sayyadmanesh nie uczestniczył w treningach zespołowych przez niemal dwa tygodnie przygotowań, pracując w tym czasie wyłącznie indywidualnie. Nie miał więc okazji poznawać boiskowych automatyzmów, systemu gry preferowanego przez sztab szkoleniowy ani budować zgrania z nowymi kolegami. Co oczywiste, nie wystąpił również w żadnym z trzech letnich sparingów.
Regularne zajęcia z zespołem rozpoczął dopiero od początku kolejnego tygodnia. Niedługo później doczekał się oficjalnego debiutu w barwach Lecha, pojawiając się na boisku w 79. minucie meczu o Superpuchar Polski z Górnikiem Zabrze. Kilka dni później, podczas wyjazdowego spotkania eliminacji europejskich pucharów z Aarhus, nie otrzymał już jednak szansy od trenera Frederiksena i całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych. Trudny początek sprawił, że Irańczyk wciąż nadrabia zaległości treningowe i stopniowo wdraża się do zespołu oraz jego sposobu gry.
Nowy nabytek Lecha Poznań potrzebuje czasu. "Nie jest nawet blisko"
Trener Lecha Poznań został zapytany o sytuację Allahyara Sayyadmanesha podczas czwartkowego briefingu prasowego poprzedzającego sobotni mecz z Cracovią, którym Kolejorz zainauguruje sezon 2026/2027 PKO BP Ekstraklasy. Niels Frederiksen przyznał, że irański skrzydłowy wciąż nie jest gotowy do gry od 1. minuty. Duńczyk podkreślił, że długie oczekiwanie na wizę i opuszczenie całego okresu przygotowawczego sprawiły, iż 24-latek potrzebuje jeszcze czasu, by dojść do optymalnej dyspozycji. Jak zaznaczył szkoleniowiec, obecnie Sayyadmanesh jest w stanie pomóc drużynie jedynie w roli zmiennika.
- Nie, nie jest nawet blisko. Oczywiście staramy się go stopniowo przygotować. Trzeba jednak powiedzieć, że jego dwutygodniowa nieobecność związana z oczekiwaniem na wizę sporo kosztowała - nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Owszem, trenował i biegał, ale nie pracował z piłką, a to robi ogromną różnicę. Na tę chwilę jest gotowy na 20-25 minut. Mam nadzieję, że wkrótce będzie mógł zagrać 45 minut, potem 60. Niedługo będzie gotowy, ale obecnie nie jest jeszcze przygotowany do rozegrania pełnych 90 minut - opisał sytuację Allahyara Sayyadmanesha podczas czwartkowego briefingu prasowego trener Kolejorza, Niels Frederiksen.
Na ten moment wszystko wskazuje więc na to, że w wyjściowym składzie Lecha na prawym skrzydle nadal będzie występował znajdujący się w znakomitej formie Patrik Walemark. Sayyadmanesh powinien natomiast stopniowo otrzymywać coraz więcej minut i wraz z kolejnymi tygodniami włączać się do rywalizacji o miejsce w podstawowej jedenastce. Na pełnię jego możliwości trzeba jednak jeszcze cierpliwie poczekać - proces dochodzenia do optymalnej dyspozycji potrwa jeszcze co najmniej kilka tygodni.
Komentarze (0)