Były sędzia wskazał na popełnienie błędu
Cała akcja rozegrała się w okolicach 20. minuty spotkania. Kolejorz prowadził już wtedy 1:0 po pięknym trafieniu Alego Gholizadeha na samym początku widowiska. W bocznym sektorze boiska o pozycję rywalizowali Leo Bengtsson oraz Rafał Augustyniak. Gracz Legii wykonał wślizg, po którym skrzydłowy Lecha znacząco ucierpiał. Faul oczywisty, do tego z oczywistą kartką. Kluczowe było tylko podjęcie decyzji o kolorze.
Piotr Lasyk pokazał zawodnikowi żółtą kartkę, ale po chwili został wezwany do obejrzenia powtórek. Wskazano jeden moment, w którym kolano Augustyniaka zatrzymuje nogę Bengtssona. Sędzia postanowił zmienić decyzję i odesłał zawodnika Legii do szatni. Od tamtej pory rozpoczęła się debata na temat słuszności czerwonej kartki, a Lech korzystając z osłabienia rywala, pierwszą połowę zakończył wynikiem 4:0. Nie było złudzeń, kto wygra mecz w Poznaniu.
Po końcowym gwizdku w studiu Canal+ Sport wypowiedział się Adam Lyczmański, ekspert sędziowski. Jego zdaniem arbiter ocenił sytuację poprzez złe wykorzystanie powtórki, na podstawie niewłaściwego ujęcia.
- Nie oceniajmy po stopklatkach, to bardzo mylące. Ten atak na stopklatce faktycznie wygląda nieciekawie, ale chciałbym żebyśmy zadali sobie pytanie. Mamy dwa terminy z przepisów gry - nierozważny atak w nogi przeciwnika i rażący faul. Jeśli mamy atak nierozważny, to żółta kartka. Jeśli faul rażący, to kartka czerwona. Które z tych określeń pasuje do tego przewinienia? Moim zdaniem, to atak nierozważny - powiedział Lyczmański.
Były arbiter wskazał, na który element należało zwrócić uwagę podczas analizowania tego wślizgu.
- Jest trącona noga zakroczna piłkarza Lecha, ale noga zawodnika Legii nie jest "zakotwiczona, zaparkowana". To dosłownie ułamek sekundy, gdy noga się lekko wygina i to jest kluczem do oceny. Jak słyszę porównania do czerwonej kartki Luisa Palmy w meczu z Rakowem, to dla mnie absurd. To są dwie zupełnie inne sytuacje - inny impet, inna dynamika - zauważył.
fot. Canal+ Sport
Ekspert wyraźnie zaznaczył, że zmiana koloru kartki okazała się błędem. Żółta kartka, którą otrzymał pierwotnie Rafał Augustyniak, nie musiałaby być w żaden sposób analizowana.
- Pierwsza decyzja, którą podjął sędzia Piotr Lasyk z boiska była optymalną, prawidłową. Powiem więcej. Gdyby ona została podtrzymana, zapewne o tym byśmy w ogóle nie mówili. A tak, przez 70 minut do końca meczu cały czas było to na językach wszystkich kibiców - dodał na koniec Lyczmański.
Legia nie akceptuje decyzji arbitrów. "To było zupełnie nieuzasadnione"
Temat czerwonej kartki został poruszony na konferencji prasowej po zakończeniu spotkania. Marek Papszun podkreślił, że klub złoży odwołanie od tej decyzji, by kluczowy dla Legii zawodnik uniknął zawieszenia w spotkaniu z Widzewem Łódź.
- W mojej opinii wezwanie sędziego Lasyka do monitora było zupełnie nieuzasadnione. Mam nadzieję, że nie będzie tu jakichś naciąganych argumentacji i przynajmniej ta kartka będzie anulowana. Wynik nam się nie wróci, ale będziemy walczyć, aby Augustyniak mógł zagrać w następnym spotkaniu - powiedział trener Legii.
Szkoleniowiec Legii także wypowiedział się w kwestii porównań do kartki, którą w ubiegłym roku obejrzał Luis Palma w starciu z Rakowem Częstochowa. Marek Papszun jeszcze wtedy był trenerem "Medalików".
- Nie można tego porównywać. Istotny jest impet wejścia, a tutaj w ogóle go nie było. Stałem blisko i widziałem dynamikę tego zajścia. Augustyniak nakrył mu staw skokowy kolanem, ale to jest fizycznie niemożliwe, by coś mu zrobił. Gdyby Bengtsson został uszkodzony i zszedł z boiska, to mógłbym się z tym zgodzić. Na zdjęciu wygląda to nie najlepiej, ale w pierwszym kontakcie nic nie było. Absolutnie nie była to sytuacja na czerwoną kartkę - ocenił Papszun.
Komentarze (0)