Lech pod presją skuteczności Szachtara. Plan na mecz nie zadziałał
Porażka Lecha Poznań z Szachtarem Donieck okazała się dla mistrza Polski kolejną bolesną lekcją europejskiego futbolu. "Kolejorz" nie był w stanie narzucić rywalowi swojego stylu gry. Brakowało odwagi i skuteczności w rozegraniu, a przede wszystkim drużyna miała problemy z fazami przejściowymi, nie nadążając za dynamicznymi zawodnikami Szachtara. Ukraiński zespół pokazał dużo jakości w posiadaniu piłki i zgodnie z oczekiwaniami trenera Ardy Turana, utrzymywał się przy niej częściej.
Niels Frederiksen po spotkaniu potwierdził, że jego drużyna w pełni nie sprostała realizacji założeń taktycznych, przygotowanych pod grę Szachtara. Lech był drużyną bardziej reaktywną, niż kreatywną, dostosowując się do tego, co prezentowali na boisku rywale.
- W Europie każdy dzisiaj mógłby potwierdzić, że zagraliśmy z rywalem, który naprawdę posiada bardzo wysoką jakość. Ja też to czułem zza linii bocznej, że przeciwnik był szybki i silny. Bardzo dobrze radził sobie z piłką przy nodze. Trzeba sobie powiedzieć, że graliśmy z drużyną na wyższym poziomie, niż normalnie rywalizujemy w Ekstraklasie.Z drugiej strony, my zawsze też musimy sobie zadać pytanie, czego możemy wymagać od siebie, żeby to wyglądało lepiej. Myślę, że dzisiaj przede wszystkim nie znaleźliśmy odpowiedniej jakości z piłką przy nodze. To skutkowało stratami oraz tym, że napędzaliśmy tak naprawdę kontrataki rywala w ten sposób. Musieliśmy gonić później za piłką. Gdybyśmy w tym elemencie radzili sobie lepiej, no to też byłby ten wynik dla nas lepszy - ocenił to spotkanie trener "Kolejorza".
Mistrzowie Polski od początku spotkania oddali inicjatywę Szachtarowi, próbując zakładać rywalowi pressing. Założeniem taktycznym na to spotkanie miało być odzyskiwanie tej piłki nawet na własnej połowie, by wykorzystać przestrzenie pozostawiane przez Ukraińców. Kwestia przejścia z obrony do ataku nie okazała się jednak mocną stroną Lecha. Szkoleniowiec przyznał wprost, że jego drużyna nie potrafiła wykorzystać momentów po odbiorze piłki.
- Kluczem było tutaj złapanie wysokiego pressingu, ale też kompaktowe ustawienie w niskiej obronie. W obu tych elementach całym zespołem. Ważne było znalezienie odpowiedniego momentu na przeskakiwanie z wyższej obrony do niższej. Założeniem było to, żeby odbierać piłkę nawet bliżej własnej bramki i przechodzić do szybkich kontrataków. To oczywiście nam w sposób perfekcyjny nie wyszło. Niemniej uważam, że ten pomysł był niezły. Trzeba zauważyć, że rywalizując z piłkarzami, którzy mają taką jakość z piłką, to ekstremalnie trudne, żeby z powodzeniem zakładać ten pressing - mówił Frederiksen.
Trener Lecha widzi szansę na awans
Czwartkowa przegrana skomplikowała sytuację Lecha w kontekście awansu do ćwierćfinału Ligi Konferencji, ale szkoleniowiec niebiesko-białych nie zamierza poddawać się w walce o następną rundę. "Kolejorz" w tym sezonie przegrywał już boleśnie przed własną publicznością z Crveną Zvezdą oraz KRC Genk, a zdaniem Duńczyka potrafił w rewanżu wracać do gry i naciskać na przeciwników. Nie inaczej ma być także za tydzień w Krakowie.
- Powiedziałem zawodnikom w szatni, że to nie jest dobry początek, ale nie poddamy się. Damy z siebie wszystko w rewanżu. Pamiętam, jak graliśmy już rewanż w europejskich pucharach po przegranej na własnym stadionie. W pewnym momencie prowadziliśmy i daliśmy sobie szansę powrotu. Oczywiście, że jest to trudne, ale wciąż widzę, że możliwe do zrobienia - zadeklarował trener.
Poznaniakom na pewno ułatwiłoby zabranie ze sobą lepszej zaliczki bramkowej. Bramkarza Szachtara udało się pokonać tylko raz za sprawą trafienia Mikaela Ishaka. Jeszcze w pierwszej połowie kapitan Lecha Poznań upadł w polu karnym rywali i domagał się podyktowania rzutu karnego. Sędzia nie przychylił się do protestów napastnika, a VAR nie wskazał, by doszło do przewinienia. Niels Frederiksen został zapytany po meczu o tę sytuację, ale skomentował ją dość krótko.
- Nie widziałem jeszcze powtórki tej sytuacji. Na żywo nie do końca widziałem każdy szczegół tej akcji. Będę musiał zobaczyć powtórkę i wtedy będę mądrzejszy - przyznał trener.
Faktem jest, że Lechici powinni lepiej poradzić sobie z wykończeniem sytuacji, które udało się stworzyć. Współczynnik oczekiwanych goli po stronie Lecha wynosił w tym meczu 1.45 przy trzech celnych uderzeniach na bramkę. Rywale zdobyli trzy gole, choć xG mieli nawet mniejsze, oscylujące w granicach 1.28. Przy większej liczbie celnych uderzeń, ta statystyka najczęściej wzrasta.
Niels Frederiksen znów wspomniał o wychowanku
Trener "Kolejorza" w trakcie konferencji prasowej ponownie został zapytany o Wojciecha Mońkę, dla którego mecz z Szachtarem był z pewnością jednym z największych wyzwań w dotychczasowej karierze. 19-letni obrońca zagrał na trochę niższym poziomie, niż przyzwyczaił w poprzednich spotkaniach, ale zdecydowała też o tym klasa przeciwnika oraz postawa całej drużyny. Niels Frederiksen przed czwartkowym meczem odnosił się do powołania Mońki do reprezentacji Polski do lat 19, uważając że wychowanek Lecha nie powinien rywalizować na poziomie, który już przewyższa. Jego wypowiedź wywołała trochę kontrowersji, ale Duńczyk pozostaje konsekwentny w swojej opinii. Przyznał jednak, że nie zamierza blokować powołań do kadry.
- To nie jest moją rolą na pewno blokować w żaden sposób i podejmować tutaj jakieś działania, żeby Wojtek [Mońka] nie pojechał na to zgrupowanie. W ogóle to jest poza mną i tego nie mam zamiaru robić. Oczywiście klub może dyskutować z federacją odnośnie różnych opcji, ale ja na pewno za to nie odpowiadam. W dzisiejszym meczu widzieliśmy, że to są spotkania, które mogą rozwinąć Wojtka, więc ja się muszę trzymać tego, co powiedziałem wcześniej. On potrzebuje mieć jak najwięcej spotkań na takim właśnie, najwyższym możliwym poziomie. Uważam, że w meczach kadry do lat 19 nie rozwinie się w takim stopniu - skomentował Frederiksen.
Komentarze (0)