Zima dała się we znaki nie tylko piłkarzom Lecha Poznań. Greenkeeperzy mieli wyjątkowo trudne zadanie
Ostatni raz murawa na Enea Stadionie została wymieniona w listopadzie po meczu z Motorem Lublin. Przygotowano ją w trakcie przerwy reprezentacyjnej tak, by mogła służyć zawodnikom już od domowej rywalizacji z Radomiakiem Radom. Zespół kładący nową nawierzchnię sprowadzoną prosto z plantacji na Węgrzech pod Budapesztem miał do dyspozycji aż trzy tygodnie. Tyle, bowiem trwał odstęp czasowy między meczami.
Piłkarze Lecha Poznań długo się jednak tą zmianą nie nacieszyli, a to wszystko w związku ze srogą zimą, która w tym roku nawiedziła Polskę. Wyjątkowo trudne warunki atmosferyczne odcisnęły swoje piętno na występach Kolejorza przed własną publicznością. W związku ze zmrożonymi źdźbłami trawy na Enea Stadionie piłkarze Nielsa Frederiksena nie mogli w pełni realizować swoich założeń, bowiem bardzo trudno poruszało się po murawie na wysokiej intensywności. Miejscami gołym okiem widać było pozbawione zieleni, błotniste miejsca w szczególności w bocznych sektorach boiska.
Sytuacji nie poprawiało nawet podgrzewanie murawy od spodu, bowiem nie było możliwości uratowania trawy na wierzchu przy -15 stopniach. Lechowi nie pomogły nawet wentylatory, a także największa liczba lamp w skali ogólnopolskiej. Maciej Henszel - manager ds. komunikacji i relacji z otoczeniem w Lechu Poznań - podkreślił także fakt, iż niebagatelne znaczenie we wszystkich tych problemach miała również duża intensywność rozgrywanych spotkań.
- W styczniu szło wszystko perfekcyjnie, bo trawa była doświetlana, przykryta geowłókniną, podgrzewana od dołu i działały wentylatory, które poprawiały cyrkulację powietrza. Niestety, mecz z Lechią Gdańsk odbył się w ekstremalnych warunkach pogodowych. Źdźbła trawy były zamarznięte i wiele totalnie się połamało, były nie do odratowania. Ekipa robiła wszystko co mogła, żeby poprawić sytuację, ale natłok meczów nie jest sprzymierzeńcem przy tej codziennej pielęgnacji - informował na swoim profilu na portalu "X" Maciej Henszel, manager ds. komunikacji i relacji z otoczeniem w Lechu Poznań.
Tak będzie przebiegać proces zmian na stadionie. Klub pracuje nad nowymi rozwiązaniami
Z powodu tych wszystkich trudności, władze Lecha Poznań podjęły decyzję o przedwczesnej wymianie murawy. Przypomnijmy, że dotychczasowa, którą położona w listopadzie miała towarzyszyć lechitom do końca tego sezonu i zostać wymieniona dopiero w połowie czerwca po dwóch wielkich koncertach.
Tymczasem nie zamierzano czekać nawet do pierwszej przerwy reprezentacyjnej w tym roku, bowiem nad poprawą warunków greenkeeperzy zaczną pracować już po meczu z Rakowem. Wtedy to zostanie wykonana pierwsza część całej operacji, natomiast druga nastąpi po spotkaniu z Górnikiem Zabrze w ramach Pucharu Polski. Maciej Henszel podkreślił w swoich mediach społecznościowych, że priorytetem jest zapewnienie lechitom możliwie jak najbardziej komfortowych warunków gry.
- Kalendarz meczów napięty, ale działamy żeby było optymalnie dla drużyny, żeby piłkarze mieli odpowiedni komfort w trakcie gry. Dbamy o każdy element, bo chcemy grać o pełną pulę w tym sezonie - przekonywał manager Lecha Poznań.
Kolejna wymiana murawy, na którą wydaje się kilkaset tysięcy złotych na nowo otworzyła dyskusję odnośnie inwestycji w tzw. murawę hybrydową. Cechuje się ona połączeniem trawy naturalnej z syntetyczną. Dzięki zainstalowanej tkanej macie w trawie naturalnej nawierzchnia staje się trwalsza i odporna na uszkodzenia, a w związku z tym znacząco wydłuża się czas jej użytkowania w trakcie sezonu. Sami piłkarze, mimo zmienionej struktury trawy, wciąż mają poczucie jakby biegali po naturalnej.
Maciej Henszel poinformował na portalu "X", że temat murawy hybrydowej został już zbadany, ale konkretów w przestrzeni publicznej w tej sprawie póki co nie ma. Na pewno wszystkie strony dostrzegają, że w zaistniałej sytuacji jest to jednak dużo bardziej opłacalne rozwiązanie, by raz zainwestować duże środki w nową trawę zamiast powtarzać ten cykl, co jakiś czas.
Komentarze (0)