reklama

Lech Poznań przetrwał prawdziwą próbę. Piłkarze zmierzyli się z ogromnym wyzwaniem

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Lech Poznań przetrwał prawdziwą próbę. Piłkarze zmierzyli się z ogromnym wyzwaniem - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Lech zagrał w ekstremalnych warunkach. Po meczu zawodnicy padali ze zmęczenia

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaDla Lecha Poznań mecz z Wieczystą Kraków nie okazał się spacerkiem - szczególnie w drugiej połowie, gdy beniaminek potrafił nawiązać kontakt i mógł sprawić niespodziankę. Nie da się jednak ukryć, że to nie był dzień, który sprzyjał widowiskowej piłce. Trudne warunki odbiły się na intensywności gry i sprawiły, że każda kolejna minuta kosztowała zawodników coraz więcej energii. Mistrzowie Polski odczuli to wyjątkowo mocno.
reklama

Jeszcze kilka dni wcześniej na Enea Stadionie panowała cisza, jakiej kibice Lecha Poznań dawno nie doświadczyli. Po odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów trudno było znaleźć kogoś, kto nie czuł rozczarowania. Piłkarze opuszczali murawę ze łzami w oczach i po 120 minutach walki. Na rozpamiętywanie porażki nie było jednak czasu. Kalendarz nie pozostawił chwili wytchnienia i już po dwóch dniach wolnego drużynę czekała batalia w Krakowie.

Zawodnikom przyszło się zmierzyć z wyjątkowo trudnym wyzwaniem - zarówno pod względem fizycznym, ale też mentalnym. Po tak bolesnym ciosie byli zmuszeni znów wejść na odpowiedni poziom koncentracji. Niels Frederiksen zdecydował się także na sześć zmian w wyjściowym składzie, a rotacje miały pomóc w utrzymaniu odpowiedniej intensywności zespołu.

reklama

Trudniej niż mogło się wydawać. Żar z nieba nie pomagał

Jakby tego było mało, sporym utrudnieniem okazały się warunki atmosferyczne. Wysoka temperatura sprawiła, że mecz od pierwszych minut był prawdziwym testem wytrzymałości - szczególnie dla Lecha, który czasu na regenerację po ostatnim wysiłku nie miał za wiele. Poznaniacy już w pierwszej połowie nie wyglądali na stronę dominującą. Można było się nieźle wynudzić, oglądając to spotkanie. Mistrzowie Polski po swojej stronie mieli jedynie więcej konkretów. Po bramkach Yannicka Agnero i Allahyara Sayyadmanesha mogli nieco uspokoić tempo.

Wspomniana intensywność w poczynaniach mistrzów Polski spadała jednak znacząco w drugiej połowie - dali się zaskoczyć beniaminkowi. Wynik na szczęście udało się dowieźć, a równo z końcowym gwizdkiem piłkarze wręcz padali na murawie ze zmęczenia. Trener Niels Frederiksen przyznał, że jeszcze nie widział meczu, który kosztowałby zawodników tak wiele energii.

reklama

- To bardzo ważne zwycięstwo dla nas. Wróciliśmy na odpowiednie tory po tym trudnym doświadczeniu ze środy. To było ważne także pod kątem fizycznym. Mieliśmy 120 minut w nogach, długą podróż autokarem, a do tego doszły warunki atmosferyczne. Oczywiście, obie drużyny grały w takich samych, ale sprawiały, że wymagania postawione przed nami były jeszcze trudniejsze. Niewiarygodne, jak gorąco było. Pociłem się, stojąc przy linii, dlatego wyobrażam sobie, co czuli zawodnicy. Ciężko mi przypomnieć sobie taki mecz. Praktycznie wszyscy piłkarze upadli na murawę i leżeli na trawie po końcowym gwizdku sędziego. To było ekstremalne wyzwanie - powiedział duński trener.

Rozwiń

Upał był wyzwaniem, ale nie wymówką

Sami zawodnicy po meczu nie ukrywali swojego zmęczenia, ale w żaden sposób nie traktowali tego jako wytłumaczenie. Wojciech Mońka zaznaczył, że takie sytuacje też są elementem pracy zawodników. Jego słowa są tym bardziej wymowne, że sam należy do najbardziej eksploatowanych zawodników drużyny. Na początku tego sezonu nie opuścił ani jednej minuty.

reklama

- Podchodziliśmy do tego meczu bardzo zmęczeni, po 120 minutach gry z Aarhus i dwóch dniach przerwy. [...] Pogoda rzeczywiście nie pomagała, bardzo ciężko się oddychało. Nie możemy jednak narzekać, bo musimy wykonywać swoją pracę. Zmęczenie na pewno dało się we znaki, ale nie możemy szukać żadnych wymówek. Jesteśmy profesjonalistami i musimy być gotowi na takie wyzwania - podkreślił po meczu Wojciech Mońka

Mistrzowie Polski już w czwartek zagrają kolejne spotkanie w europejskich pucharach, a ich rywalem będzie KI Klaksvik. O katastrofie w el. Ligi Mistrzów nie da się łatwo zapomnieć, ale drużyna ma przed sobą nowy cel i kluczem będzie podejść do tego spotkania z odświeżoną głową. Wygrana w Krakowie pozwoli w jakimś stopniu odbudować się mentalnie po wydarzeniach z tego tygodnia. 

reklama

- Taka jest piłka, stało się, nie usuniemy tego. Nie ma też co zapominać, tylko wyciągać wnioski. No ale wyglądało to dobrze. Nie było łatwo grać, bo mega ciepło. Trzeba ładować teraz płyny, węgle, bo już niedługo kolejny mecz, ale to dalej trzy dni, także więcej czasu niż teraz było - mówił z delikatnym uśmiechem Antoni Kozubal.

Rozwiń

 

 

 

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo