Lech Poznań uwierzył w korzystny wynik. Mistrzowie Polski wracają z Lizbony bez punktów

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Lech Poznań uwierzył w korzystny wynik. Mistrzowie Polski wracają z Lizbony bez punktów - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaMimo trudnego początku zawodnicy trenera Nielsa Frederiksena potrafili wrócić do gry. Gol Leo Bengtssona dał nadzieję na niespodziewany wynik, ale w samej końcówce gospodarze przypieczętowali zwycięstwo. Lech Poznań przegrał w Lizbonie 1:3, choć zapisał na swoim koncie historyczne trafienie na portugalskiej ziemi.
reklama

Wyjazd do Lizbony nie zapowiadał się na łatwą przeprawę dla Lecha Poznań, ale tłumnie zgromadzeni kibice na Estadio da Luz liczyli, że ich zespół będzie w stanie postawić się faworytowi i sprawić pozytywną niespodziankę. Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena potrzebowali dobrego występu, a może nawet punktu, który w obecnej sytuacji byłby na wagę złota.

Benfica szybko wykorzystała błędy Lecha

Wszystko zaczęło się całkiem obiecująco, ale wystarczyło pięć minut, by Benfica sprowadziła Lecha na ziemię. Strata piłki przez Yannicka Agnero, wykorzystanie przestrzeni za plecami Joela Pereiry i absolutne kuriozum przy bramce. Andreas Schjelderup zagrał piłkę, którą w polu karnym powinien złapać Mateusz Lis. Bramkarz odbił dośrodkowanie przed siebie, a zimną krew zachował Rafa Silva, który wcisnął piłkę do siatki. Gospodarze nie potrzebowali wiele, by wykorzystać pierwszy poważny błąd Kolejorza i objąć prowadzenie.

reklama
Rozwiń

"Orły" miały apetyt na więcej, a konkretniej Claudio Echeverri, który dość samolubnie szukał szczęścia pod bramką Lecha. Dwukrotnie próbował zaskoczyć Lisa, ale jego uderzenia zmierzały ponad poprzeczką. Nawet jeśli Argentyńczykowi brakowało skuteczności, trudno nie docenić tego, jak Benfica konstruowała swoje akcje. Dwa podania wystarczały do znalezienia wolnej przestrzeni i stworzenia zagrożenia.

Poznaniacy mieli ogromne problemy z przejściem z obrony do ataku. Benfica skutecznie odcinała im możliwość szybkiego przeniesienia gry pod swoją bramkę. A kiedy już oddawała piłkę, Lech musiał cierpliwie budować atak pozycyjny.

Na pierwsze celne uderzenie w wykonaniu niebiesko-białych czekaliśmy aż do 26. minuty. Pablo Rodriguez spróbował zza pola karnego, ale trudno było tym strzałem kogokolwiek zaskoczyć. Piłka potoczyła się po ziemi prosto w ręce bramkarza Benfiki. Bardziej podanie niż próba zagrożenia bramce.

reklama

Co gorsza, nawet kiedy pojawiała się szansa na kontratak, Lech nie potrafił jej wykorzystać. Zazwyczaj brakowało jednego dokładnego zagrania do przodu, które pozwoliłoby nabrać akcji rozpędu. Był pomysł na wyjście, ale brakowało jakości w jego realizacji.

A Benfica? Nie zamierzała poprzestawać na jednym trafieniu. Tuż przed przerwą gospodarze mogli zadać kolejny cios. Schjelderup po dynamicznej akcji na skraju pola karnego, urwał się Pereirze i stanął oko w oko z bramkarzem Lecha. Miał mnóstwo miejsca, zdecydował się na podcinkę, a w ostatniej chwili interweniował jeszcze Terry Yegbe. Ghańczyk podbił piłkę tak, że odbiła się od poprzeczki i ostatecznie wylądowała w rękach Lisa. Lech mógł mówić o sporym szczęściu w tej sytuacji!

Lech złapał kontakt! Benfica zamknęła mecz w samej końcówce

reklama

Jednobramkowa strata dawała Lechowi powody, by wierzyć, że po przerwie losy spotkania mogą jeszcze potoczyć się inaczej. Benfica nie była przecież poza zasięgiem Poznaniaków. Zanim jednak do ataku ruszyli goście, czujność musiał zachować Mateusz Lis. Na bramkę uderzał Daniel Banjaqui, ale golkiper uchronił zespół przed stratą gola, odbijając piłkę przed siebie.

W 63. minucie Kolejorz przeprowadził jedną z najładniejszych akcji tego spotkania. Luis Palma mocno nacisnął rywala i odebrał mu piłkę w bocznym sektorze. Następnie zagrał do Pablo Rodrigueza, a ten posłał futbolówkę w pole karne. Tam efektownym szczupakiem popisał się Patrik Walemark. Anatolij Trubin musiał wykazać się refleksem i świetnie interweniował przy słupku. Zabrakło naprawdę niewiele.

reklama

Mecz wyraźnie nabierał rumieńców. Lech coraz odważniej szukał swoich okazji, m.in. po strzale Pablo Rodrigueza. Niestety, to portugalski zespół zadał kolejny cios. W 67. minucie na listę strzelców wpisał się Gianluca Prestianni - jeden z najlepszych zawodników Benfiki w tym sezonie. Argentyńczyk bez większych problemów ograł Joela Pereirę, niemal jak dziecko, a następnie z ostrego kąta posłał piłkę między nogami Mateusza Lisa. Jakość w każdym calu. Trudno było zrobić przy tej akcji więcej, a Benfica odskoczyła na dwa gole.

Lech nie zamierzał jednak składać broni. W 73. minucie gospodarze popełnili wręcz szkolny błąd przy wyprowadzaniu piłki, z którego bezlitośnie skorzystał Leo Bengtsson. Szwed nie zastanawiał się ani chwili i huknął pod poprzeczkę, zmniejszając straty do jednej bramki. Okazał się prawdziwym jokerem w talii trenera Frederiksena, gdyż pojawił się na murawie zaledwie kilka chwil wcześniej. Dla 28-latka było to już drugie trafienie w tej edycji Ligi Europy.

Rozwiń

Co więcej, była to bramka historyczna – pierwsza w wykonaniu Lecha Poznań na portugalskiej ziemi. Nagle końcówka spotkania zapowiadała się naprawdę emocjonująco. Kolejorz znów złapał kontakt i miał jeszcze czas, by powalczyć o coś więcej.

Niestety, mimo kilku ciekawych prób zaskoczenia defensywy gospodarzy, gracze "Orłów" przypieczętowali zwycięstwo w 90. minucie meczu. Do siatki trafił Georgij Sudakow i tym samym zamknął Lechowi drogę do upragnionego punktu. Na murawie nie pojawił się jednak wychowanek Lecha Poznań, Jakub Kamiński. 

SL Benfica - Lech Poznań 3:1 (1:0)

 

Bramki: 1:0 Rafa Silva 6', 2:0 Gianluca Prestianni 67', 2:1 Leo Bengtsson 73', 3:1 Georgij Sudakow 90'

Składy:

Benfica: Anatolij Trubin - Daniel Banjaqui, Tomas Araujo (69. Joao Palhinha), Alessandro Circati, Souffian El Karouani - Manu (62. Enzo Barrenechea), Gieorgij Sudakow - Rafa Silva (62. Gianluca Prestianni), Claudio Echeverri (62. Fredrik Aursnes), Andreas Schjelderup (82. Dodi Lukebakio) - Jhon Duran

Lech: Mateusz Lis - Joel Pereira (79. Robert Gumny), Mateusz Skrzypczak, Terry Yegbe, Michał Gurgul - Radosław Murawski, Antoni Kozubal (71. Gustav Berggren), Pablo Rodriguez (71. Filip Jagiełło) - Patrik Walemark (71. Leo Bengtsson), Yannick Agnero, Daniel Hakans (62. Luis Palma)

Żółte kartki: Banjaqui, Manu (Benfica) - Agnero (Lech)

Sędziował: Martin Matosa (Słowenia)

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo