Mistrzowie Polski nie osiągnęli swojego optymalnego poziomu. "Powinniśmy oczekiwać lepszego występu"
Lech Poznań mimo optycznej przewagi i większej liczby wykreowanych sytuacji nie potrafił znaleźć sposobu na szczelną defensywę Cracovii. Można odnieść wrażenie, że Kolejorz tego dnia był w stanie zrealizować jedynie plan minimum, gdyż sporo ofensywnych atutów zostało skutecznie zablokowanych przez rywali. Po końcowym gwizdku trener Niels Frederiksen podkreślił, że występ jego piłkarzy nie był katastrofą, ale to nie była drużyna na poziomie, do którego przyzwyczaiła kibiców.
- Można powiedzieć, że ten mecz nie był zły w naszym wykonaniu, ale nie był też idealny. Pewne rzeczy moglibyśmy zrobić lepiej. Powinniśmy sobie radzić lepiej z piłką przy nodze. Na co dzień ten lepszy poziom prezentujemy, dzięki czemu stwarzamy sobie po prostu więcej szans pod bramką przeciwnika. Tym razem tego zabrakło. Jeżeli chodzi o grę bez piłki, myślę, że uniknęliśmy wielu groźnych sytuacji ze strony przeciwnika. Nie pozwoliliśmy mu na zbyt wiele. Oczywiście ciężko uniknąć jakichkolwiek okazji ze strony rywala. Aczkolwiek podsumowując to spotkanie, myślę, że powinniśmy oczekiwać po prostu lepszego występu - powiedział po meczu duński szkoleniowiec.
Podobne zdanie do trenera miał także Leo Bengtsson, dla którego był to pierwszy mecz w tym sezonie w wyjściowej jedenastce. Skrzydłowy zaznaczył, że to spotkanie nie należało do najgorszych w wykonaniu drużyny, ale przy tak wysokich oczekiwaniach, czasem potrafią przeszkodzić nawet najmniejsze szczegóły, a wszystko musi być zatem dopracowane w stu procentach.
- Trudno wyciągnąć odpowiednie wnioski zaraz po meczu. Czuję, że zagraliśmy dobre spotkanie. Czułem, że rywale bronili nisko, a wtedy zawsze jest trudno stworzyć szanse. My stworzyliśmy takie, żeby wygrać, oni też wykreowali dla siebie kilka. Może nie mieliśmy tej jakości, by zamknąć ten mecz i choć myślę, że to było dobre spotkanie w naszym wykonaniu, to u siebie musimy wygrywać. Musimy się przygotować na taki styl gry rywali, ale kiedy wszystko jest idealnie, to niszczymy takie drużyny. Dziś zabrakło szczęścia przy ostatnich podaniach między liniami. Takie małe detale decydują w meczu, ale musimy po prostu nadal wierzyć w to, co robimy - powiedział pomocnik Lecha Poznań.
Inny mecz niż z Aarhus GF. Cracovia oddała piłkę i czekała na swoje okazje
Poznaniacy spodziewali się na pewno innego przebiegu meczu. Cracovia zagrała jednak zdecydowanie inaczej, niż przeciwnicy, z którymi Lech mierzył się w ostatnich dniach. Większością zawodników ustawiali się na własnej połowie, wyczekując okazji do wyprowadzenia kontrataku.
- Myśleliśmy chyba, że bardziej otwarty futbol będzie grany, a jednak Cracovia oddała nam tę piłkę, broniła się i kontrowała, i to im bardzo dobrze wychodziło. Plan na mecz mieli bardzo dobry i chcieli nas z tym skarcić, nie udało się. Dobra defensywa, dobrze zorganizowani, tak naprawdę bronili w dziewięciu, czasami we własnym polu karnym. Tak to czasami jest, że bijesz głową w mur i gdzieś tam nie możesz się przebić. Trzeba te bramki zacząć strzelać, bo do tego przyzwyczailiśmy na pewno kibiców i mamy nadzieję, że to się zmieni w następnym meczu. Ciężko mi powiedzieć, czy zabrakło dokładniejszej, czy szybszej gry przed polem karnym, czy jakiegoś uderzenia z dystansu. Jedna bramka zmieniłaby kompletnie to spotkanie. Nie padła, więc mogę tylko gdybać - mówił po spotkaniu Robert Gumny.
Wspomniał także o tym trener Niels Frederiksen, a już w poprzednim sezonie doskonale było widać, że Lechowi nie jest łatwo grać z drużynami, które całym zespołem bronią dostępu do własnego pola karnego. Górnik Zabrze w Superpucharze Polski chciał iść na wymianę ciosów z Kolejorzem, tym bardziej Aarhus GF grające przed własną publicznością. Podopieczni trenera Bartosza Grzelaka mieli za to inny pomysł.
- Spotkaliśmy się z drużyną bardzo mocną w kontekście fizycznym. Bardzo dobrze broniącą. Przyczyną było to, że nie znaleźliśmy odpowiedniej jakości w naszych poczynaniach. Chociażby na tym poziomie, na którym stała ona w meczu przeciwko Górnikowi. Oczywiście jako porównanie również możemy wziąć mecz z Aarhus, w którym strzeliliśmy cztery gole. Aczkolwiek tam też nie mierzyliśmy się naturalnie z drużyną, która stała nisko, wręcz przeciwnie. Aarhus chciało grać wysoko. Mieliśmy dzięki temu przestrzeń, więc to był zupełnie inny mecz. Te wszystkie mecze są po prostu od siebie różne - dodał Duńczyk.
Rotacje nie przeszkodziły. "Są bardzo potrzebne, żeby zawodnika budować"
Robert Gumny w tym sezonie także miał okazję zagrać po raz pierwszy w wyjściowej jedenastce. Po meczu nie ukrywał zadowolenia z otrzymanej szansy.
- Na pewno to fajne uczucie, bo w poprzednich meczach nie było tych minut. To jest zawsze coś innego, jeśli zaczynasz w pierwszej jedenastce. Bardzo potrzebne, żeby zawodnika budować i cieszę się, że ta rotacja nastąpiła, bo jeśli trener chce mieć do dyspozycji wszystkich w optymalnej formie, to musi dawać szanse gry też od pierwszej minuty - przyznał 28-letni obrońca.
Niels Frederiksen nie zdradził natomiast swoich planów względem kolejnego meczum, choć należy spodziewać się kilku odwrotnych roszad - może tego samego składu, który wybiegł w Danii. Szkoleniowiec zaznaczył jedynie, że potencjalne zmiany z pewnością nie będą rewolucyjne.
- Nie zdecydowałem jeszcze o składzie. Musimy oczywiście zobaczyć na naszą sytuację zdrowotną. Po tym spotkaniu na ten moment nie mam żadnych wieści o jakichkolwiek kontuzjach. Spotkamy się na dniach i wtedy będziemy mądrzejsi, jak to się nam klaruje. Mogę zapowiedzieć tylko, że to nie będzie jedenaście zmian w składzie - zakończył Frederiksen.
Komentarze (0)