Lech Poznań przystępował do meczu z mocno przebudowanym składem. W pierwszym zespole brakowało Antonio Milicia i Antoniego Kozubala, którzy pauzowali ze względu na kartki. W kadrze meczowej nie znalazł się też Filip Jagiełło, który w trakcie ostatniego tygodnia pracował nad swoim powrotem do gry po kontuzji.
Trener dał też odpocząć innym kluczowym piłkarzom, bowiem w wyjściowej jedenastce nie znaleźli się Pablo Rodriguez czy Ali Gholizadeh. Nieobecny był również sam kapitan - Mikael Ishak! Trener z pewnością liczył na to, że zastrzyk świeżych sił pozwoli Kolejorzowi udowodnić swoją jakość po bolesnej porażce w Pucharze Polski z Górnikiem Zabrze.
Piłkarze Lecha i Widzewa poszli na wymianę ciosów
Lech Poznań od początku spotkania bezpiecznie podchodził do rywali, którzy swoich najgroźniejszych okazji strzeleckich szukali głównie za sprawą kontrataków i wysokich przechwytów w środku pola. Podopieczni trenera Vukovicia byli zdeterminowani, by pozostawić dziś na swoim terenie komplet punktów, a Kolejorz nie zamierzał się w związku z tym odsłaniać. Przyjezdni stawiali na zespołową, głębszą defensywę minimalizując ryzyko kontrataktów przy agresywnym, wysokim pressingu.
Piłkarze Nielsa Frederiksena również jednak nie mieli prostego zadania w ofensywie, bowiem przeciwnicy zmuszali ich do gry po obwodzie pod polem karnym Ilicia. Posiadanie piłki lechitów było wręcz przytłaczające, ale bez dobrych okazji strzeleckich i konkretnych akcji na nic się ono zdawało. Mistrzowie Polski musieli wykazać się cierpliwością oraz szybkością w małych grach, aby przeniknąć między zwartymi szeregami obrońców rywali. Dla Kolejorza był to z pewnością test na to, czy wyciągnął wnioski po pucharowym starciu z Górnikiem Zabrze, który również prezentował pragmatyczny styl gry.
Najgroźniejsze akcje Lecha Poznań nadchodziły po podaniach progresywnych ze strony stoperów, którzy jednym zagraniem potrafili przyspieszyć grę i rozbić szeregi defensorów Widzewa Łódź. Niestety brak jakości pod bramką Veljko Ilicia uniemożliwiał wyjście na prowadzenie w pierwszych 20 minutach. Nie było jednak wątpliwości, co do tego, że to przyjezdni kontrolują przebieg spotkania w pierwszej połowie, a gospodarze skupiają się bardziej na destrukcji.
Częste próby zagrywania długich piłek penetrujących linie poszczególnych formacji Widzewa Łódź w końcu dały mistrzom Polski satysfakcjonujące efekty w 28. minucie. Timothy Ouma popisał się kapitalnym podaniem prostopadłym, które następnie w polu karnym Ilicia przechwycił Gisli Thordarson. Islandczyk z bliskiej odległości huknął pod poprzeczkę z ostrego kąta i pokonał bezradnego golkipera, dając Kolejorzowi zasłużone prowadzenie.
Lechici nie nacieszyli się jednak długo swoim prowadzeniem, bowiem Widzew odpowiedział ledwie sześć minut później. Gola przyjezdni stracili na własne życzenie, kiedy to Fran Alvarez zaskoczył Bartosza Mrozka, wykorzystując nieuwagę obrońców Kolejorza w polu karnym. Tym samym do przerwy obie drużyny musiały się zadowolić remisem, ale wydarzenia boiskowe pokazywały, że droga do zwycięstwa nie jest zamknęta dla Lecha Poznań. Kolejorz musiał wyjść na drugą połowę z odpowiednio wyregulowanymi celownikami i przede wszystkim bardzo wysoką jakością piłkarską w rozegraniu przy ograniczonych ruchach pod bramką przeciwników. "Koncentracja" była słowem - kluczem.
Miażdżące posiadanie piłki Lecha nic nie dało. Punkty w futbolu gwarantuje skuteczność strzałów
Gracze Lecha Poznań dalej starali się przyspieszać swoją grę dłuższymi podaniami, ale Widzew Łódź boleśnie uświadomił gościom, że do wyjścia na prowadzenie wystarczają proste środki. Po sprawnie przeprowadzonym kontrataku gospodarze wykorzystali niefortunne wybicie Mateusza Skrzypczaka. Emil Korving zdobył pięknego gola posyłając potężnego woleja. Piłkarz zaskoczył Bartosza Mrozka zza pola karnego i niespodziewanie to Widzew Łódź znalazł sie w komfortowej sytuacji na początku drugiej połowy.
Gospodarze nie byli stroną wiodącą w sobotnim meczu, ale ich skuteczność podobnie jak w meczu z Górnikiem Zabrze znów boleśnie uświadomiała Kolejorzowi, że punktów za styl się nie przyznaje. Z biegiem czasu Łodzianie łapali wiatr w żagle i coraz pewniej radzili sobie zarówno w głębszej defensywie, jak i przy wyprowadzaniu kontataków. Piłkarze Lecha Poznań nieustannie pojedynkowali się z graczmi Widzewa, ale to właśnie gospodarze wychodzili z tych starć obronną ręką dzięki dobrym odbiorom i lepszej fizyczności.
Od momentu straty drugiego gola widać było, że zawodnicy Lecha Poznań mocno główkowali nad tym, jak skruszyć zwarte zasieki defensywne przeciwników tak, by jednocześnie nie narazić się na zabójczy kontratak. Kolejorz nie znajdował jednak sposobu na to, żeby zmusić Ilicia do jakiejkolwiek trudniejszej parady. Doskonale zorganizowany blok defensywny Widzewa nie dopuszczał podopiecznych Nielsa Frederiksena do tego, by ci choćby weszli w pole karne. Przyjezdnym w trzeciej tercji brakowało strzałów i przede wszystkim... konkretów.
Głęboka i zdyscyplinowana taktycznie defensywa rywali znów okazała się ponad siły mistrza Polski, który poległ w Łodzi wynikiem 1:2. Kolejorz miał szansę uratować jeszcze w 93. minucie jeden punkt, ale Ilić rewelacyjnie obronił strzał głową autorstwa Mateusza Skrzypczaka. Jedna bramka nic nie dała Kolejorzowi, który na domiar złego nie wykorzystał potknięcia Jagiellonii Białystok. Piłkarze Nielsa Frederiksena muszą liczyć na to, że Górnik Zabrze nie wykorzysta swojej szansy w najbliższym czasie i nie doskoczy do mistrzów Polski w tabeli PKO BP Ekstraklasy.
Widzew Łódź - Lech Poznań 2:1 (1:1)
Bramki: Thordarson 28. - Lech - Alvarez 34., Kornvig 53. - Widzew
Widzew: Ilic - Żyro, Wiśniewski, Kapuadi, Krajewski (Selalhi 81.), Lerager, Shehu, Cheng - Kornvig (Baena 72.), Bergier (Fornalczyk 61.), Alvarez (Zeqiri 61.).
Lech: Mrozek - Gumny (Pereira 79.), Mońka, Skrzypczak, Gurgul - Ouma, Thordarson (Thordarson 57.), Palma - Ismaheel (Gholizadeh 57.), Agnero (Ishak 57.), Bengtsson (Walemark 70.)
Kartki: Żyro 53., Kornvig 69., Zeqiri 76. - Widzew - Rodriguez 85., Gholizadeh 87. - Lech
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Komentarze (0)