- Nieoczywisty bohater Warty Poznań. "Mecz, w którym nie popełnię błędu w obronie jest poprawny"
- Zieloni wyzbyli się strachu po spadku. "Osobiście jestem zwolennikiem ryzykowania"
- Wojcinowicz w wielkim stylu odradza się w Warcie Poznań. "Zrobiłem dwa kroki w tył, ale mogę zrobić za chwilę trzy do przodu."
- Pomiędzy indywidualną jakością, a genialnym planem trenera. "Świetnie nam się współpracuje"
Nieoczywisty bohater Warty Poznań. "Mecz, w którym nie popełnię błędu w obronie jest poprawny"
Warta zagrała z Sandecją świetny mecz. Widziałem, że miał Pan okazję oglądać go niestety tylko z wysokości trybun. Głód gry w związku z tak dobrą dyspozycją zespołu tylko się wzmógł?
Głód gry troszeczkę jest, to prawda, ale moja kontuzja jest na tyle poważna, że jestem już pogodzony z tym, że nie będzie mnie te 2-3 miesiące. Siedziałem nawet wtedy z kolegą i mówił do mnie: "ale bym sobie pograł". Ja natomiast wiem, że na mnie jeszcze przyjdzie czas i jestem wyłączony z gry do końca sezonu. Mam tą świadomość, że muszę się wyleczyć. Głód gry jest, ale mniejszy niż przy krótszej kontuzji.
Potrzebował Pan trochę czasu na to, żeby zyskać taki punkt widzenia? Z Pana słów bije duża pokora, a z pewnością obecny czas nie jest łatwy szczególnie, gdy drużyna walczy o najwyższy cel i trzeba oglądać tę walkę spoza boiska nie mogąc nic na nim zrobić. A wcześniej odgrywało się bardzo ważną rolę.
Już w momencie, gdy widziałem, co mi się stało wiedziałem, że jest to coś poważniejszego. Tak naprawdę można powiedzieć, że widok był straszniejszy niż ból. Widok tak złamanej kończyny po prostu dziwnie wygląda. Jestem jednak już przygotowany, mam przed sobą całą rehabilitację i można powiedzieć, że taki jest ten sport. Zaakceptowałem to i teraz zaczynam walkę o jak najszybszy powrót. Mam już ułożony cały harmonogram, wszystko będzie przebiegać etapami. Staram się wszystko jak najbardziej przyspieszyć stosując różne suplementy, dostępne ultradźwięki i mam nadzieję, że zrost będzie szybszy niż u normalnego człowieka. Powiedziałem już lekarzowi, że pobiję rekord szybkości zrostu (śmiech).
Oby tak było, bo kibice widzą w Panu jednego z bohaterów tej drużyny. Zawodnika, który jest jedną z najbardziej wiodących postaci w ekipie Warty Poznań w tym sezonie. Zastanawiam się, czy to w jakimś stopniu dociera, gdy teraz jest więcej czasu na odpoczynek i wspomnianą rehabilitację? Czuje Pan duże zaskoczenie, że po tak trudnym poprzednim sezonie jest się szczególnie docenianym przez kibiców, dziennikarzy i ekspertów na taką skalę?
Takie jest życie piłkarza. W tamtym sezonie nie funkcjonowaliśmy jako zespół i nie dało się wyróżnić żadnego zawodnika. Nie da się wyróżnić obrońcy skoro mamy jedną z najsłabszych obron, tracimy mnóstwo bramek i nie kreujemy żadnych sytuacji. Ciężko tu o jakiekolwiek pochwały. Wtedy po prostu nie byłem w stanie pokazać swoich umiejętności. W tym sezonie natomiast gramy już troszkę inaczej i bardziej ofensywnie. Niekoniecznie można powiedzieć, że odżyłem, ale po prostu pokazuje, co tak naprawdę potrafię. Tamten sezon był jednym z moich gorszych w karierze szczególnie, że wcześniej byłem na takim dobrym, równym poziomie. Teraz pokazuję to, co robiłem wcześniej, a dodatkowo każdy w zespole jest w dobrej formie i w dobrym okresie swojej kariery. Zespół prezentuje właściwą dyspozycję i to też mnie buduje, bo jeśli ja jestem w dobrej dyspozycji to też potrzebuje takich ludzi, którzy nie boją się grać. Wszystko się zatem zazębia.
Czyli śmiało można powiedzieć, że ta ofensywna piłka Warty Poznań służy również obrońcom. To też dość zaskakujące, bo wydawać się może na pierwszy rzut oka, że to właśnie taki aktywny futbol, jaki preferuje trener Tokaczyk jest mniej bezpieczny dla obrony niż nisko ustawiony, kompaktowy blok trenera Tarasiewicza.
Ustawienie jest w miarę podobne do tego, które prezentowaliśmy wcześniej. Tylko, że teraz gramy bardziej ofensywną piłkę. To jednak nie oznacza tego, że nie pracujemy w obronie - czasami nawet wracamy do niskiej. Mieliśmy już takie mecze w tym sezonie, gdzie potrafiliśmy się bronić tuż pod bramką przez całą pierwszą połowę i to nam wychodziło dobrze. Umieliśmy też wychodzić i konstruować akcje w ataku. Nasz obecny styl jest teraz troszeczkę inny głównie dlatego, że wcześniej mało operowaliśmy piłką, mało byliśmy przy grze i mało dominowaliśmy. Obecnie staramy się kontrolować przebieg meczu. Dla każdego zawodnika jest to lepsze rozwiązanie. W tamtym momencie broniliśmy się przed spadkiem, każda drużyna spychała nas do niskiej obrony i traciliśmy przez to bramki. Do tego wszystkiego dochodzi też inna liga i tym samym inne poziomy.
Zastanawiam się czy biorąc pod uwagę wyróżnienia, które Pan otrzymuje do najlepszych jedenastek tygodnia czy nawet pierwszej rundy w tym sezonie, czuje Pan, że jest w swojej najlepszej życiowej formie? Postawiłby Pan przykładowo ten etap kariery wyżej niż chociażby sezon w Ekstraklasie?
Nie nazwałbym obecnego sezonu "primem". Tak jak wspominałem czuję się bardzo dobrze, ale tak naprawdę... zawsze czuję się dobrze. Te wszystkie lata, które byłem w Puszczy z wyjątkiem etapu, w którym towarzyszyły mi problemy ze zdrowiem, miałem się dobrze. Przychodząc do Warty będącej w słabszym okresie nie byłem w stanie pokazać swoich fizycznych walorów. Teraz jednak przyszedł kolejny sezon, w którym troszkę się odrodziłem i podchodzę do tego spokojnie. To jest coś, co robiłem już wcześniej i nie czuję z tego powodu dużego zaskoczenia. Dla mnie to normalne - gram tak jak zawsze grałem, a kibice z Poznania znają mnie tylko z tych ostatnich dwóch lat. Notuje teraz takie występy jak wcześniej w Puszczy.
Czy zatem dostrzega Pan w swojej grze jakiekolwiek miejsce do poprawy czy celem jest już teraz tylko podtrzymanie obecnego poziomu?
Czuję, że mogę jeszcze więcej. Dla mnie mecz, w którym nie popełnię błędu w obronie jest poprawny. Dążę do tego, by grać bardzo dobre spotkania i mieć sto procent skuteczności w defensywie oraz ofensywie. Nie stawiam sobie żadnego sufitu. Mam taką pozycję bym powiedział "dojrzewającą", więc z każdym rokiem powinno być lepiej. Musi być lepiej.
Zieloni wyzbyli się strachu po spadku. "Osobiście jestem zwolennikiem ryzykowania"
Wracając do tematów związanych z jakością pracy w defensywie ciekawi mnie, czy trener Tokarczyk przychodząc do Warty Poznań obrał sobie za główny cel rozpoczęcie prac od wzmocnienia fundamentów w pierwszej linii? Priorytetem stało się przede wszystkim nietracenie goli i dopiero później koncentracja na ataku?
W linii obrony bardziej funkcjonujemy jak za trenera Klepaczarka. Mamy podobne zasady tylko, że do tego dochodzi więcej rozwiązań ofensywnych. Wiadomo, że defensywa jest najważniejsza, ale myślę, że zespół był budowany kompleksowo. Trener szukał odpowiednich zawodników pod siebie, a sama linia obrony się po prostu wykrystalizowała w trakcie sezonu. Nawet teraz, gdy są w niej jakiekolwiek zmiany w składzie, dalej zachowujemy te same zasady, bo każdy jest nauczony funkcjonowania. Każdy zawodnik wie, jak zachować się w danej sytuacji. Gdy wchodzi kolejna osoba, dostosowuje się do ram, w których musi odpowiednio działać i reagować.
Na ile jest to dla Pana komfortowe stosować tak silny pressing wysoko w ataku zamiast przyjmować bierną postawę i grać mniej ryzykownie, a zarazem bardziej kompaktowo? Z tak ofensywną grą, jaką teraz prezentujecie, wiąże się ryzyko.
Wydaje mi się, że bardziej komfortowe jest operowanie piłką na połowie przeciwnika. Stoję wtedy na środku i teoretycznie nic nie muszę robić, ale w praktyce grając wysoko muszę się liczyć z tym, że często zostajemy z tyłu jeden na jeden i musimy być bardzo ostrożni. Generalnie nie boję się takich sytuacji. Z drugiej jednak strony, gdy bronię w niskim bloku to też czuję się pewnie. Wiem, że jak każdy będzie wykonywał wtedy swoją robotę, to jesteśmy trudni do skrzywdzenia. Wydaje się, że gdy jesteśmy w niskiej obronie, to niezwykle trudno jest nas zaskoczyć. Jak tak teraz myślę, to najwięcej bramek tracimy po stratach czy fazach przejściowych, kiedy nie jesteśmy zorganizowani. Z racji doświadczenia wiem, jak wygrywać pojedynki, jak się zachować z napastnikiem i nie mam z tym żadnego problemu, a tak naprawdę wolę grać ofensywnie na połowie przeciwnika.
Wracając do tematu budowy fundamentów w Warcie Poznań, ta rewolucja kadrowa, której doświadczyliście latem była zwiastunem takiej gruntownej, wieloletniej przebudowy czy od razu wzięliście na tapet kwestię awansu? Od początku nałożyliście na siebie presję, że musicie natychmiast wrócić?
Nie nakładano na nas presji na początku. Nie rozmawialiśmy o niej. Po prostu graliśmy z tygodnia na tydzień. Co do graczy, którzy przyszli, to na pewno była w nich taka chęć gry, pokazania się i brak strachu. Dużo ludzi chciało się rozwijać i grać. Wydaje mi się, że teraz ci najmłodsi zawodnicy dostosowali się i dźwignęli tę presję.
Specyfika drużyny Warty Poznań jest z pewnością mocno odczuwana przez Pana jako jednego z najstarszych graczy w tej drużynie. Zastanawiam się, czy taka młodzieńcza odwaga i energia w jakimś stopniu na Pana odziaływuje. Czuje się taką różnicę względem poprzedniego sezonu, gdzie drużynę Warty w dużej mierze tworzyli doświadczeni ligowcy?
W tygodniu czasami gramy w "dziadka" tzw. "rondo". W poprzednim sezonie w mojej grupie byłem jednym z młodszych zawodników i wchodziłem do środka. Teraz jestem drugi najstarszy na boisku. Mówiąc o tych najmłodszych piłkarzach wiadomym jest, że czasami nie podejmują oni właściwych decyzji, ale dobre jest to, że oni ryzykują i się nie boją. To jest klucz - lepiej zaryzykować i stracić niż nie zaryzykować i nie stracić. Oczywiście są momenty w meczu, gdzie trzeba odpowiednio tym zarządzać, ale osobiście jestem zwolennikiem ryzykowania i wolę, gdy najmłodsi zawodnicy to robią szczególnie w formacjach ofensywnych. To pomaga im się rozwijać, a na dodatek, gdy będą więcej ryzykować, to więcej będzie im wychodzić.
Wojcinowicz w wielkim stylu odradza się w Warcie Poznań. "Zrobiłem dwa kroki w tył, ale mogę zrobić za chwilę trzy do przodu."
Biorąc pod uwagę stawkę, o jaką gracie to jest to godna podziwu wyrozumiałość. Taka dojrzałość piłkarska i filozofia gry towarzyszyła Panu od zawsze, czy dopiero przyszły właśnie z tym sezonem, gdzie gra Pan w jednej z najbardziej specyficznych drużyn 2. ligi?
Staram się być wyrozumiały dla tych zawodników, ale też przekazuję im, że nie lubię, gdy popełniają błędy w nieodpowiednich miejscach. Ci, którzy powinni wykazywać się większą odpowiedzialnością, niech to robią, a ci którzy mogą sobie pozwolić na więcej polotu i finezji niech sobie na to pozwolą. Wiadomo jednak, że w obronie też musimy stawiać na to ryzyko, bo jeśli chcemy wyprowadzać piłkę, to też powinniśmy dobrze wiedzieć, kiedy możemy ryzykować, a kiedy nie. Czasami niektórzy zawodnicy przesadzają, ale to jest im jasno zakomunikowane, żeby następnym razem tak nie robili.
Tym bardziej, gdy teraz Pana słucham utwierdzam się w przekonaniu, że ma Pan duszę lidera i dobrego ducha drużyny. Ciekawi mnie zatem, jak to się stało, że to właśnie Kamil Kumoch został kapitanem tego zespołu? Mimo, że to Pan ma właściwe cechy osobowościowe, jak również jedno z największych doświadczeń w zespole Warty Poznań. Nie żebym dążył tym pytaniem do poróżnienia was.
Moje początki tego sezonu w Warcie Poznań wyglądały tak, że ja nie do końca wiedziałem, jak się potoczą moje sprawy kontraktowe w Warcie Poznań. Drużyna się dopiero krystalizowała i trener zdecydował, że to Kamil zostanie kapitanem. Uważam, że jest to bardzo dobra decyzja, ponieważ jest on świetnym kapitanem. Lepiej pełni tę funkcję niż ja bym to robił. Ta rola wicekapitana jest lepsza z mojego punktu widzenia i mi to pasuje. Na pewno Kamil jest o wiele lepszy ode mnie w sprawach organizacyjnych w kontekście drużyny. Ma w tym zakresie lepsze predyspozycje, mówiąc o działaniu i podejmowaniu inicjatyw.
Trener Tokarczyk, biorąc pod uwagę wygląd tej kadry i młody wiek zdecydowanej większości zawodników zadbał o to, by to właśnie na waszych barkach - tych najstarszych zawodników - spoczywał ciężar odpowiedzialności za asymilację nowych piłkarzy? Wyraźnie podkreślił, że ma wobec was szczególne oczekiwania, co do opiekowania się szatnią? A może jednak to po prostu samo się wykrystalizowało w kontekście przewodzenia drużynie?
Wiadomo, że jestem jednym z graczy z dłuższym stażem. Takie rzeczy jak zarządzanie szatnią przychodzą naturalnie. Nie ma takiej sytuacji, w której do zespołu przychodzą trener czy dyrektor i mówi: "od dzisiaj ty jesteś liderem", "ty masz ciągnąć ten zespół". Takie role zawsze się krystalizują, czasem ewentualnie sytuacja wygląda inaczej w przypadku wyboru kapitana. Na przykład widzimy to w kwestii Kamila Kumocha i trener zrobił to idealnie - znał go już wcześniej, wiedział, jakie ma predyspozycje i charakter. Moim zdaniem to był strzał w dziesiątkę, a reszta już się wykrystalizowała sama w trakcie sezonu.
Nawiązując do tych kwestii kontraktowych, które zostały tu przytoczone, chciałbym zapytać, co przekonało Pana do tego, by ostatecznie pozostać w Warcie Poznań na dłużej po tak traumatycznym sezonie? Ta przyszłość najwyraźniej nie była pewna mimo długości kontraktu, który obowiązuje w zasadzie do końca tego sezonu. Szanse na wiarę w ten projekt mogło już w ogóle zamknąć odejście tak ikonicznego piłkarza dla klubu, jak Jakub Kiełb. W przypadku Pańskiego pozostania kluczowa okazała się chęć odbicia się i udowodnienia własnej wartości na zasadzie: "nie chcę być tak zapamiętany", "nie chcę się tak żegnać"?
W przypadku moich zawiłości kontraktowych musieliśmy się jakoś dogadać w kontekście kwestii finansowych. W Poznaniu dobrze mi się mieszka i dobrze mi się żyje. Nie chciałem odchodzić z Warty, więc doszliśmy z prezesem do porozumienia, uznaliśmy, że chcemy kontynuować naszą współpracę i na pewno wyszło to na plus dla nas obu.
Czy w związku z chęcią pozostania w Poznaniu i dobrą sytuacją Warty w kontekście wyników sportowych coś już zaczęło się dziać odnośnie przedłużenia pobytu w klubie?
Jeśli chodzi o moją umowę to mam automatyczny zapis w przypadku awansu, a jeśli chodzi o moją dłuższą przyszłość w Poznaniu to już się nauczyłem, że w piłce pół roku lub rok może zmienić wszystko. Czuję się tu dobrze i chciałbym być tu jak najdłużej, ale to też nie tylko ode mnie zależy. Trudno mi złożyć jakąś deklarację w kontekście dalekiej przyszłości. W kolejnym sezonie być może faktycznie ułoży się samo, ale co do następnych to już ciężko mi stwierdzić. Nie można w tym zawodzie za bardzo wybiegać do przodu.
Czuje Pan jednak, że mimo upływu lat ta Ekstraklasa, biorąc pod uwagę obecny poziom piłkarski, jest nadal w zasięgu? Ma Pan podobne ambicje?
Oczywiście, chciałbym jeszcze zagrać w Ekstraklasie i czuję, że jestem w stanie to zrobić... może nawet z Wartą. Wiem jednak, że Ekstraklasa się zmieniła i na pewno podwyższa się poziom między innymi przez wielkie transfery z bardzo dobrych lig zagranicznych. Polska staje się dla cudzoziemców dobrym miejscem do gry, ale myślę, że jest jeszcze szansa, żebym tam pograł przez ten jeden lub dwa sezony. Jeśli jednak do tego nie dojdzie to też się nic nie stanie.
Pytam o to również ze względu na przeszłość i to, że w zasadzie od 2015 roku do 2021 roku oscylował Pan pomiędzy trzecią, a czwartą ligą. Tymczasem kilka lat temu była Ekstraklasa z Puszczą, a także 1. liga z Wartą. Po latach, a szczególnie teraz, gdy ma Pan więcej czasu w związku z kontuzją, nachodzą takie refleksje, że można było tę karierę lepiej poprowadzić? Mam na myśli to, czy czasem nie za późno nadszedł ten czas, kiedy gra Pan na tych wysokich poziomach w Polsce. Na podstawie tego, jak jest Pan teraz doceniany panuje takie poczucie, że wcześniej można było wycisnąć więcej z tej kariery?
Droga każdego piłkarza jest inna - niektórzy zawodnicy w wieku 20-21 lat mają szansę zagrać wyżej, jest im łatwiej się przebić i zaistnieć. Miałem taki moment, gdy w wieku 19 lat grałem w Arce Gdynia w 1. lidze, ale nie dostałem żadnych minut i odszedłem do trzeciej ligi. Zacząłem wtedy dryfować między tą trzecią i drugą ligą - tak po prostu moja kariera się ułożyła i musiałem to wszystko przejść, by wejść wyżej. Nie każdy piłkarz ma taką drogę, że jest pięknie i kolorowo, jesteś w akademii Lecha, Legii, Wisły czy Zagłębia, przechodzisz szczeble i trafiasz do pierwszego zespołu mając 19-20 lat. Niektórzy w szatni muszą przejść to wszystko inaczej. Nawet teraz w drużynie mamy takich zawodników, którzy mało grali albo prawie w ogóle nie grali w 1. lidze, a mają ponad 20 lat. Szanse dostają później i musieli na nie inaczej zapracować. Nie mogę powiedzieć, że moja kariera mogła się inaczej potoczyć, bo musiałbym dostać taką szansę w wieku 20 lat, a kto mi ją da, jeśli nie mam doświadczenia, a trener nie chce ryzykować 19-latkiem na środku obrony grając o awans? Rozumiem to, bo kto by nagle ryzykował nastolatkiem walcząc o najwyższe cele szczególnie, że rozegrał on kilka meczów w trzeciej lidze. To jest dla mnie logiczne i normalne. Musiałem obrać inny kurs: pokazać się w drugiej i trzeciej lidze, a potem w pierwszej lidze, by dojść do Ekstraklasy. Do tego wszystkiego dochodzi też fakt, że jestem środkowym obrońcą. To nie jest tak, że strzelę 20 goli w drugiej lidze i pójdę do Ekstraklasy. W moim przypadku musiałem udowadniać w każdej lidze i przeskakiwać szczeble krok po kroku. Teraz zrobiłem dwa kroki w tył, ale mogę zrobić za chwilę trzy do przodu.
W tej drużynie widać dużo takiego naturalnego spokoju i cierpliwości. Nie zdarzają się momenty, w których środowisko widzi jakiekolwiek rozedrganie emocjonalne w Warcie Poznań. Sądzi Pan, że kluczem do tej wyważonej gry jest obecność graczy z niższych szczebli rozgrywkowych, dla których gra tutaj nie jest związana z nadmierną presją? Mam na myśli to, że rok temu u was w zespole było wielu zawodników z wyższej półki, co mogło nakładać dodatkowe, nieporównywalnie większe oczekiwania, gdy gra się drogą w utrzymaniu kadrą i to w dodatku z nazwiskami mającymi w CV uznane marki.
W tym sezonie mamy troszeczkę doświadczenia i mamy troszeczkę takiej stabilizacji. Mamy też nieco polotu i fantazji. Jeśli chodzi o tamten sezon to trudno jest mi go porównać, bo próbowaliśmy się utrzymać, ale to było niemożliwe grając tak fatalną piłkę. Ciężko mi jednak jednoznacznie stwierdzić, co wtedy nie zagrało. Mam wrażenie, że nikt wtedy nie miał formy, a nawet jak ktoś ją miał przed przyjściem do nas, to po transferze dopasowywał się do poziomu. Na pewno było wiele rzeczy do poprawy, ale to jest przeszłość, a ja wolę skupiać się na przyszłości. Tamte rozgrywki odpuszczam.
Pomiędzy indywidualną jakością, a genialnym planem trenera. "Świetnie nam się współpracuje"
Zastanawiam się zatem, na ile ta dobra forma Warty Poznań wynika z waszej indywidualnej jakości, a na ile z inteligencji taktycznej trenera Tokarczyka, który w genialny sposób wpasował zawodników do planu?
Myślę, że te transfery pod jego styl gry były kluczowe, bo znał tę ligę. Ściągnął wielu zawodników, których po prostu znał. Wiedział, czego oczekuje, co chce grać i czego potrzebuje do wdrożenia swojego planu w życie. Dodatkowo, ci wszyscy zawodnicy, którzy przyszli, to nie byli najlepsi zawodnicy z drugiej ligi. Nie chcę tu nikogo urazić, ale każdy czuł, że dostaje tutaj kredyt zaufania po tym spadku. Podejmował ryzyko, ale wiedział, że tu może się mocno rozwinąć, spokojniej grać i wykonywać zadania. Ci zawodnicy dostosowali się do tego w takim stopniu, że nawet, gdy im się coś powiedziało, to oni zaczynali to robić aż za bardzo. Każdy zrozumiał, że nie musi się bać i zawodnicy przesiąkli chęcią do gry.
Co Pan rozumie przez to, że zawodnicy robili "coś" za bardzo, gdy im się to powiedziało?
Czasami, gdy powiedziało się w tygodniu, że mamy jakiś plan to przykładowo w meczu cały czas to robiliśmy zapominając, że mamy też inne narzędzia do dyspozycji.
Mówiąc o tym, że trener Tokarczyk potrafi rzeźbić piłkarzy, na myśl przychodzi mi Pana partner w defensywie czyli Dmytro Avdeev. Zawodnik, o którym szerzej nie było słychać przed przyjściem do Warty, nie wyróżniał się, a tymczasem obok Pana stał się wiodącą postacią w pierwszej linii. Co stoi za tym, że wasza wspólna praca wygląda tak dobrze? Macie tak dobre relacje czy po prostu jesteście sami w sobie jakościowymi graczami i wykonujecie swoje obowiązki?
Na to oczywiście wszystko się składa. W naszej drużynie nie ma żadnej złej krwi i wszyscy się trzymamy. Tutaj pokazuje się to, o czym mówiłem wcześniej: jesteśmy z Dmytro w dobrej formie i dobrze wiemy, co mamy robić i jak się zachowywać w danej sytuacji. Jeśli on wyjdzie wyżej to wiem, gdzie muszę go zaasekurować. To też działa w drugą stronę. Wiemy, że Dmytro jest też graczem, który w swoich sytuacjach idzie "na maksa", co szanuję. Dobrze się czuje z piłką, ale my jako zespół po prostu wiemy jak się poruszać jako kolektyw. Dlatego to tak dobrze wygląda.
Takim testem w meczu na to wspólne poruszanie się i wzajemne zrozumienie są te przejścia z obrony niższej do wyższej? Dla was jako dla drużyny jest to najtrudniejsze w kontekście gry w defensywie? Pytam na gorąco po meczu z Sandecją, bo tam widać było, że w pierwszych minutach rywale potrafili was przycisnąć do muru, mimo tego, że na początku staraliście się przejąć inicjatywę.
Najtrudniejsze jest wyczucie momentu wypchnięcia przeciwnika. To musi być zsynchronizowane i cały zespół prawie równocześnie musi zacząć reagować w odpowiedniej chwili, żeby to wszystko miało sens. Jeśli nie zrobimy tego w równym tempie, jeden się zagapi czy spóźni, no to cały nas wysiłek idzie na marne. Wtedy rywale są w stanie to wykorzystać - nie wszyscy, ale część z nich. Mogą to obrócić przeciwko nam, gdy jesteśmy nieprzygotowani i rozproszeni. Staramy się jednak doprowadzić do najwłaściwszego momentu.
To wtedy wy jako obrońcy jesteście kluczowi dla tego wypchnięcia zespołu wyżej, czy to może zawodnicy ustawieni najwyżej wyciągają was do ataku?
Często jest tak, że jeśli widzimy, że nasi ofensywni zawodnicy robią sprint, to wtedy automatycznie ruszamy za nimi. Czasami to linia obrony daje sygnał do wyjścia, a czasami środkowi pomocnicy. To nie zawsze jest tak, że jedna osoba jest za to odpowiedzialna. Wszystko zależy od sytuacji.
Na sam koniec naszej rozmowy chciałbym zapytać, czy biorąc pod uwagę tą fatalną kontuzję, która jest trochę pokłosiem tej właśnie agresywnej gry w defensywie, o której mówimy, czuje Pan obawy, że po powrocie nie uda się odzyskać tej najwyższej dyspozycji z dotychczasowego sezonu?
Jestem o to spokojny. Trenuję już ponad 20 lat i trzy miesiące kontuzji to dla mnie ułamek procentowy tego, co do tej pory rozegrałem. Mam pewność, że ta kontuzja nie wpłynie na moją dyspozycję, a w zasadzie to czuję, że mogę wyglądać jeszcze lepiej niż przedtem. Wszystko to, dlatego, że spożytkuję ten czas na wzmocnienie innych elementów.
Biorąc pod uwagę to, jakie możliwości gry dał Panu trener Tokarczyk i jak wpłynął na tą olimpijską formę, uzależnia Pan swoją przyszłość w Warcie Poznań właśnie od pozostania w zespole tego szkoleniowca na dłużej?
Oczywiście chciałbym, żeby trener Tokarczyk został. Świetnie nam się współpracuje i jeśli zrobi ten awans to jestem zdania, że na pewno nie odejdzie. Bez sensu, żeby odchodził.
Zapytałem, dlatego, że gdy ktoś wykonuje znakomitą robotę to nie trudno o zainteresowanie i docenienie ze strony kolejnych marek. To pewnie będzie dotyczyć także Pana. Może klub nie będzie chciał rozstać się z trenerem, ale oferty ze strony innych organizacji okażą się ciekawsze?
Z tego, co wiem to trener musi jeszcze zrobić licencję UEFA Pro, więc nie może prowadzić innych zespołów w wyższej lidze. W każdym razie, jeśli Warta awansuje, to w moim przypadku w grę wchodzi automatyczne przedłużenie kontraktu, a jeśli nie to usiądziemy do rozmów i zobaczymy, jak to będzie wyglądało.
Komentarze (0)