W tym roku Warta Poznań jest niepokonana na drugoligowych boiskach. Nie oznacza to jednocześnie, że nieomylna. Zieloni zaliczyli pięć remisów w ośmiu wiosennych kolejkach, dlatego wciąż nie przeskoczyli w tabeli Olimpii Grudziądz i Unii Skierniewice. Kolejny ligowy rywal także ma chrapkę na awans, choć jedynie drogą przez play-offy. Przed drużyną trenera Macieja Tokarczyka ponownie trudne zadanie.
"Górale" mocni na wyjazdach. W tych meczach pada sporo bramek
Podbeskidzie Bielsko-Biała odwiedzi Wielkopolskę po raz pierwszy od pięciu lat. Ostatni raz "Górale" spotkali się z Wartą Poznań jeszcze na boiskach PKO Ekstraklasy, choć Zieloni grali wtedy na stadionie w Grodzisku. W rundzie wiosennej tego sezonu podopieczni trenera Marcina Włodarskiego zagrali na wyjeździe pięć razy i choć w dwóch meczach stracili punkty, to w pozostałych nie pozostawiali rywalom złudzeń. 4:1 z Unią Skierniewice, 4:1 z ŁKS II Łódź, 5:0 ze Śląskiem II Wrocław. Ten zespół gra niezwykle ofensywną piłkę, do czego przyzwyczaił już znany szkoleniowiec.
- Spodziewamy się przeciwnika, który będzie szukał bardzo wielu momentów do wypychania. Wysoko w obronie, jeden na jeden na całym boisku. Jeśli chodzi o atak, to przeciwnik nawet bardzo bezpośredni. Będą liczyć na swoich zawodników ustawionych wysoko. Musimy zwrócić uwagę na to, że będą chcieli szybkiego zebrania drugiej piłki, przejścia do ataku pozycyjnego i szybkiego grania za linię obrony. Będziemy musieli być na pewno czujni - przekazał przed tym meczem opiekun Warty, Maciej Tokarczyk.
Warta musi uważać przede wszystkim na napastnika, Lucjana Klisiewicza. 23-letni zawodnik wiosną zdobył już 6 bramek, a łącznie ma ich już w tym sezonie 11 na swoim koncie. W drużynie z Bielska-Białej występuje spora liczba zawodników z przeszłością na najwyższym szczeblu.
Warta nie nakłada na siebie presji. Walka portwa do ostatniego gwizdka sezonu
Maciej Tokarczyk przyznał, że jego drużynie nie towarzyszy dodatkowy stres związany z pogonią za rywalami. Podkreślił, że przychodząc do klubu latem, nie spodziewano się, że Warta tak szybko się podniesie i włączy do rywalizacji o powrót na ekstraklasowe zaplecze.
- Te mecze ważą, natomiast cały czas podchodzimy do tego w taki sam sposób, czyli skupiamy się na tym najbliższym celu. Nie chcemy kalkulować. To też powoduje, że ta presja jest mniejsza. Nie odczuwamy jej. Cieszymy się tym, w którym miejscu jesteśmy. Na koniec sezonu gramy o ten cel najwyższy. Mimo, że przed rozpoczęciem rozgrywek nie było wcale to takie oczywiste - powiedział trener.
Tydzień później Zieloni zagrają w bezpośrednim pojedynku z Olimpią Grudziądz. Ten mecz może okazać się decydujący w kontekście walki o pierwsze dwa miejsca w tabeli, ale zespół nie wybiega w przyszłość. Wynik z Olimpią nie będzie cieszył, jeśli Warta po drodze zgubi kolejne punkty. Trzeba ich zebrać jak najwięcej, bo nie wiadomo, jaka liczba może być tą wystarczającą.
- Chcemy wygrać z Podbeskidziem. Myślimy teraz tylko o niedzielnym meczu. Jeśli przeanalizujemy sobie terminarz, to tak naprawdę te mecze, które są przed nami, w każdej kolejnej kolejce mogą wszystko wywrócić. Te mecze drużyny z czołówki mają z rywalami, którzy są w stanie zabrać punkty. My też mamy bezpośredni mecz z Olimpią Grudziądz. Myślę, że do samego końca będziemy oczekiwać rozstrzygnięć. Ciężko powiedzieć, ile punktów da awans - przekonywał opiekun Warty.
Duże wyzwanie dla sztabu. Trener musi zastąpić lidera defensywy
Potwierdziły się najgorsze przypuszczenia związane ze zdrowiem Tomasza Wojcinowicza. Środkowy obrońca wypada z gry nawet na kilka miesięcy. Trener nie może być zadowolony z takiego obrotu spraw, ale zapewnił, że nie będzie miał bólu głowy z zastąpieniem zawodnika. To szansa dla zdolnych piłkarzy, których Warta ma w swojej kadrze.
- Tomek jest już po operacji. To złamanie kości piszczelowej i dosyć poważna sprawa. Nie zobaczymy go na pewno do końca sezonu. Myślę, że to może być problem, żeby nawet na początku przyszłego wystąpił. Czeka go dłuższa przerwa od piłki. Wierzę w to i jestem przekonany, że wróci do nas silniejszy. Mamy gotowych zawodników, którzy czekają na swoją szansę. Bardzo sumiennie i dobrze trenują. Szymek Michalski, który wszedł w poprzednim meczu ze Śląskiem Wrocław właśnie za Tomka pokazał, że był gotowy po długiej nieobecności. Dźwignął temat i można na niego liczyć. Decyzji kadrowych, takich ostatecznych jeszcze nie podjęliśmy - mówił szkoleniowiec.
Przedstawiono sytuację zdrowotną pozostałych kontuzjowanych. Trwają starania o powrót do gry dwóch ważnych zawodników. Ostateczne decyzje zapadną dzień przed meczem z Podbeskidziem.
- Czekamy i walczymy z czasem jeśli chodzi o Filipa Walusia. Nie jestem w stanie powiedzieć w tym momencie, czy zagra. Wiadomo, Szymek Zalewski niedostępny, Bartek Wiktoruk tak samo. To są takie najpoważniejsze urazy. Janek Niedzielski jest już bliski powrotu. Tutaj również walczymy z czasem i to wszystko będziemy wiedzieć dopiero jutro - zakomunikował Maciej Tokarczyk.
Pierwszy gwizdek sędziego wybrzmi w Ogródku w niedzielny wieczór o godz. 19:30. Kibice wciąż mogą wypełnić sektory na stadionie przy Drodze Dębińskiej. Dla tych, którzy nie będą mogli jednak pojawić się na trybunach, TVP3 przeprowadzi transmisję na żywo.
Komentarze (0)