Niels Frederiksen pochwalił pracę sędziów. "Jestem bardzo zadowolony, że zmienili pierwotną decyzję"
Czwartkowe spotkanie z Jagiellonią było - zdaniem Nielsa Frederiksena - naprawdę bardzo wyrównane, szczególnie w pierwszej połowie. Duński szkoleniowiec nie ukrywał jednak ogromnego zadowolenia z faktu, że jego drużynie udało się ostatecznie sięgnąć po niezwykle cenny komplet punktów. Frederiksen pogratulował również sędziom za jego zdaniem właściwe wykorzystanie systemu VAR w końcówce spotkania. W 90. minucie Robert Gumny umieścił piłkę w siatce po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, jednak początkowo Szymon Marciniak gola nie uznał - swoją decyzję zmienił dopiero po wideoweryfikacji.
- Zazwyczaj, kiedy wygrywamy, a na szczęście robimy to w tej chwili dość często, mówię, że jestem bardzo zadowolony ze zwycięstwa. I dzisiaj również jesteśmy bardzo zadowoleni z wygranej. Graliśmy przeciwko bardzo dobremu zespołowi, bez dwóch zdań. Myślę, że mecz był wyrównany, szczególnie w pierwszej połowie. Myślę, że w drugiej połowie byliśmy lepsi, ale w pierwszej mieliśmy trochę problemów, powiedziałbym, ze strukturą gry z piłką, ale również bez piłki. Udało nam się zmienić kilka rzeczy w przerwie i myślę, że trochę nam to pomogło w drugiej połowie. Chciałbym również powiedzieć, że jestem bardzo wdzięczny, a właściwie zadowolony, że sędziowie zmienili pierwszą decyzję podjętą na boisku. Nie mam problemu z tym, że podjęli tę pierwszą decyzję, ponieważ tak to jest w piłce. Ale to, że wykorzystali zespół VAR znajdujący się poza boiskiem, żeby skorygować tę decyzję, moim zdaniem było bardzo dobrą rzeczą. Podoba mi się to. Tak właśnie powinniśmy korzystać z systemu VAR - krótko skomentował wydarzenia boiskowe trener Niels Frederiksen.
Choć Lech Poznań ostatecznie zdołał sięgnąć po komplet punktów, początek spotkania nie był dla podopiecznych Nielsa Frederiksena łatwy. Kolejorz miał ogromne problemy z wykreowaniem sobie sytuacji bramkowych - dość powiedzieć, że pierwszy strzał na bramkę oddał dopiero w 33. minucie.
Jak przyznał duński szkoleniowiec, Jagiellonia była bardzo dobrze przygotowana do gry przeciwko Lechowi, a jej niezwykle zdyscyplinowana struktura defensywna skutecznie ograniczała przestrzeń, z której Poznaniacy mogli korzystać. Aby wykorzystać pojawiające się luki, piłkarze Kolejorza musieli prezentować naprawdę wysoką jakość w grze z piłką, a w pierwszej połowie nie zawsze byli w stanie wejść na odpowiedni poziom.
- Właściwie przypominam sobie, że na konferencji prasowej przed meczem zostałem zapytany, czy spodziewam się taktycznego spotkania, i odpowiedziałem, że nie. Ale to była zła odpowiedź. W pierwszej połowie mecz był bardzo taktyczny i oba zespoły były bardzo, bardzo zdyscyplinowane, powiedziałbym, w swojej strukturze defensywnej. Jagiellonia spisała się bardzo dobrze. Była dobrze przygotowana na nasz sposób gry i mieliśmy trochę problemów. Myślę, że mimo wszystko były przestrzenie, których spodziewaliśmy się na boisku, ale musieliśmy prezentować naprawdę wysoką jakość z piłką, żeby móc grać w tych przestrzeniach, a nie osiągnęliśmy najwyższego poziomu w grze z piłką, więc zrobiło się to dla nas trudne. Ale myślę, że trochę podobnie było również z nimi. Oba zespoły były naprawdę bardzo zdyscyplinowane w swojej strukturze defensywnej i dlatego przynajmniej przez pierwsze pół godziny pierwszej połowy nie było zbyt wielu sytuacji bramkowych. Później mecz trochę bardziej się otworzył. W drugiej połowie tempo meczu bardzo wzrosło i mieliśmy swoje sytuacje - stwierdził duński szkoleniowiec.
Kolejorz rozpoczął czwartkowy mecz z Jagiellonią z dość defensywnie zestawionym środkiem pola. Od pierwszej minuty zagrali bowiem Radosław Murawski i Gustav Berggren, czyli dwaj nominalni defensywni pomocnicy. Początkowo ich współpraca nie wyglądała najlepiej. Po przerwie obraz ten uległ jednak wyraźnej zmianie, ponieważ sztab Lecha zdecydował się na drobną korektę ustawienia obu zawodników.
Jak tłumaczył Niels Frederiksen, problem nie tkwił w indywidualnej postawie żadnego z nich, lecz przede wszystkim w strukturze zespołu - po rozdzieleniu Murawskiego i Berggrena oraz ustawieniu Szweda nieco wyżej gra Kolejorza zaczęła wyglądać zdecydowanie lepiej.
- Tak, mieliśmy z tym trochę problemów. Nie sądzę, żeby chodziło o grę poszczególnych zawodników. Bardziej chodziło właściwie o strukturę, ponieważ nasi rywale niemal kryli nas indywidualnie. W drugiej połowie było znacznie lepiej, kiedy bardziej rozdzieliliśmy Murawskiego i Berggrena. Zamiast budować grę w ustawieniu trzy plus dwa, z trójką obrońców z tyłu, a następnie Radkiem i Gustavem ustawionymi w jednej linii, rozdzieliliśmy ich. Ustawiliśmy Berggrena trochę wyżej i graliśmy tylko z Murawskim za pierwszą linią pressingu. Myślę, że bardzo nam to pomogło. Uważam też, że w drugiej połowie jeszcze bardziej niż w pierwszej zobaczyliśmy jakość Gustava. Oczywiście wiemy również, że jest on nowym zawodnikiem i musi jeszcze trochę nauczyć się tego, jak gramy. Od tego momentu będzie się jednak tylko poprawiał. Jestem tego w stu procentach pewien - przekonywał Frederiksen.
Trener Lecha Poznań wskazał bohatera meczu z Jagiellonią. "Pamiętajcie, żeby założyć okulary"
Komentując przebieg czwartkowego spotkania, Niels Frederiksen zdobył się na wyjątkowe słowa względem jednego ze swoich zawodników. Duński szkoleniowiec zazwyczaj nie wyróżnia indywidualnie piłkarzy po poszczególnych meczach, tym razem zrobił jednak wyjątek i nominował Joela Pereirę do nagrody dla zawodnika meczu.
Portugalczyk w ostatnim czasie był dość mocno krytykowany za swoją postawę w defensywie - trener mistrzów Polski zasugerował, by osoby, które nie rozumieją, dlaczego Pereira był najlepszym zawodnikiem na boisku, po prostu obejrzały mecz raz jeszcze.
- Mam jeszcze jedną, specjalną wiadomość. Chciałbym nominować naszego prawego obrońcę, Joela, na zawodnika meczu. I mam wiadomość do wszystkich hejterów Joela w mediach społecznościowych oraz wśród ekspertów: jeśli nie rozumiecie, dlaczego nominuję go na zawodnika meczu, to radziłbym wam obejrzeć ten mecz jeszcze raz i po prostu pamiętać, żeby założyć okulary, żebyście mogli go wyraźnie zobaczyć - wyróżnił swojego zawodnika duński szkoleniowiec.
Frederiksen docenił również drugiego z prawych obrońców Kolejorza, Roberta Gumnego, który znajduje się obecnie w znakomitej formie strzeleckiej - w trzech ostatnich spotkaniach wpisywał się na listę strzelców, a przeciwko Jagiellonii zdobył bramkę na wagę niezwykle ważnego kompletu punktów.
Jak przyznał Duńczyk, swego czasu rozważał on nawet wystawienie Gumnego na pozycji numer "dziewięć", gdy z powodu problemów kadrowych nie mógł skorzystać z nominalnych napastników, Mikaela Ishaka i Yannicka Agnero.
- Gumny również jest bardzo dobrym zawodnikiem. I wiecie, wcześniej chwaliłem Joela, ale musimy też powiedzieć, że Gumny jest bardzo dobrym zawodnikiem. Joel i Gumny to dwaj różni zawodnicy. Ale właściwie dość często wykorzystywaliśmy Gumnego na skrzydle. Wiemy, że ma dużo siły. Potrafi wejść za linię obrony i jest wtedy bardzo mocny. Widzieliśmy to również dzisiaj przy stałych fragmentach gry, zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Nie wiem, jaki jest sekret tego, że nagle zaczął strzelać gole, ale naprawdę mnie to cieszy. W tym momencie jest bardzo ważnym zawodnikiem dla zespołu. Wykorzystujemy go na różnych pozycjach. Muszę powiedzieć, że właściwie rozważałem wystawienie go na pozycji numer "dziewięć", kiedy Ishak był kontuzjowany. A Yannick Agnero podróżował po Afryce w oczekiwaniu na wizę. Ostatecznie wystawiłem tam Allahyara Sayyadmanesha i myślę, że to również była całkiem dobra decyzja - zdradził trener Niels Frederiksen.
Duński szkoleniowiec wytłumaczył się ze swojej decyzji. "Wszystko było częścią naszego planu"
Jagiellonię Białystok stać było w czwartkowy wieczór przy Bułgarskiej na zdobycie tylko jednej bramki, ale było to zdecydowanie trafienie wyjątkowej urody. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy stoper gości, Yuki Kobayashi, popisał się kapitalnym uderzeniem zza pola karnego - piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do bramki, nie dając Mateuszowi Lisowi najmniejszych szans na skuteczną interwencję.
Gol Japończyka mógł przypominać trafienie Terry'ego Yegbe z wygranego przez Lecha 4:1 wyjazdowego spotkania z Aarhus. Frederiksen przyznał, że jego zespół mógł zachować się w tej sytuacji lepiej i wcześniej wywrzeć presję na rywalu, ale jednocześnie nie zamierzał odbierać Kobayashiemu zasług - podkreślił, że aby zdobyć bramkę z takiej odległości, trzeba oddać naprawdę znakomity strzał.
- Mam trochę mieszane odczucia co do tej bramki, bo czasami trzeba też po prostu powiedzieć, że to był naprawdę bardzo dobry gol. I ten zeczywiście taki był. Oczywiście można powiedzieć, że powinniśmy byli wywrzeć na zawodniku trochę większą presję. On nie był bezpośrednio w okolicach pola karnego - był może dwa, trzy albo cztery metry przed nim. Żeby zdobyć bramkę z takiej odległości, naprawdę trzeba oddać bardzo dobre uderzenie. A on właśnie takie uderzenie oddał. Oczywiście, jeśli chcemy zrobić wszystko idealnie, to powinniśmy byli wywrzeć na nim większą presję. I zgadzam się - zareagowaliśmy trochę za późno. Powinniśmy byli wcześniej podejść do niego i bardziej go nacisnąć. Ale czasami trzeba też po prostu przyznać - tak jak pewnie większość z was pamięta bramkę, którą Terry Yegbe zdobył w meczu z Aarhus - że rywal strzelił naprawdę świetnego gola.
Niels Frederiksen wyjaśnił również swoją decyzję dotyczącą zmian w ataku. Wielu mogło zastanawiać się, dlaczego w pierwszej kolejności na boisku pojawił się Yannick Agnero, a dopiero później Mikael Ishak, który wrócił do gry po trzytygodniowej przerwie. Jak przyznał duński szkoleniowiec, kluczowe były tutaj zalecenia sztabu medycznego i zespołu przygotowania fizycznego, według których Szwed nie powinien w czwartek spędzić na boisku więcej niż 20 minut. Wszystko było więc wcześniej częścią przygotowanego wcześniej planu.
- Powodem było to, że przy podejmowaniu decyzji biorę też pod uwagę zalecenia działu przygotowania fizycznego i sztabu medycznego. Ishak był poza grą przez trzy tygodnie, więc zalecenie z ich strony było takie, żeby nie grał dłużej niż 20 minut. Ja z kolei miałem poczucie, że pierwszej zmiany będziemy potrzebować już po około 60 minutach. Dlatego dla Ishaka było po prostu za wcześnie, żeby wtedy wejść na boisko.Ale powiedziałbym, że plan był dość jasny. Wiedzieliśmy, że Allahyar nie będzie w stanie zagrać całego meczu. Dzisiaj trochę się źle czuł, miał przeziębienie, więc wiedzieliśmy, że prawdopodobnie nie będzie mógł grać dłużej niż 60 minut. Wiedzieliśmy też wcześniej, że w tamtym momencie nie będzie jeszcze możliwości wprowadzenia Ishaka. Plan był więc taki, żeby wcześniej wprowadzić Yannicka, a następnie wpuścić Ishaka na ostatnie 20 minut, kiedy Pablo Rodriguez zacznie już tracić siły. Wszystko to było więc częścią naszego planu - zakończył Niels Frederiksen.
Komentarze (0)