W niedzielę, 20 września, Lech Poznań stanął przed szansą na przełamanie się po dwóch kolejnych porażkach. Na stadion przy ulicy Bułgarskiej zawitał Radomiak, który w dotychczasowych ośmiu ligowych meczach odniósł zaledwie dwa zwycięstwa.
Trener Niels Frederiksen zdecydował się na dokonanie zaledwie dwóch zmian w wyjściowej jedenastce względem przegranego trzy dni wcześniej w Londynie spotkania z Crystal Palace. Terry'ego Yegbe w linii obrony zastąpił Mateusz Skrzypczak, a miejsce Luisa Palmy zajął Filip Jagiełło, co poskutkowało przesunięciem na lewe skrzydło Allahyara Sayyadmanesha. W kadrze meczowej ponownie zabrakło zmagających się z urazami Gustava Berggrena i Antoniego Kozubala. Na ławce rezerwowych zasiedli natomiast młodzi wychowankowie - Karol Delikat i Wojciech Szymczak.
Trzęsienie ziemi przy Bułgarskiej
Niedzielny mecz rozpoczął się dla Lecha w najgorszy możliwy sposób. Przyjezdni błyskawicznie zaskoczyli Kolejorza, zakładając wysoki pressing, co efekt przyniosło już po... 16 sekundach gry. Tyle wystarczyło bowiem zawodnikom Radomiaka, by przejąć piłkę pod polem karnym gospodarzy i otworzyć wynik meczu. Sztuki tej dokonał napastnik Zielonych, Guilherme Luiz, który wykorzystał podanie Romario Baro. Fatalny, wręcz juniorski błąd popełnił natomiast Radosław Murawski, a więc gracz, którego pomyłka kosztowała Lecha utratę gola również w czwartkowej rywalizacji z Crystal Palace.
Odpowiedź Lecha przyszła jednak natychmiastowo. No dobrze, niech będzie - nie natychmiastowo, bo kibice zgromadzeni na stadionie przy Bułgarskiej na trafienie wyrównujące musieli poczekać aż do 3. minuty. Wówczas to błysnął Pablo Rodriguez, który świetnie obrócił się z dwoma rywalami na plecach, a następnie oddał z pozoru niegroźny strzał z linii pola karnego. Bramkarz zespołu z Radomia, Filip Majchrowicz, nie zdołał jednak zatrzymać uderzenia zmierzającego w środek bramki.
Kilkadziesiąt sekund później lechici mogli - a nawet powinni - objąć prowadzenie. W pole karne gości z impetem wpadł Filip Jagiełło, który przytomnie wyłożył piłkę Ishakowi. Uderzenie kapitana zostało jednak zablokowane przez jednego z defensorów Radomiaka. W 7. minucie doświadczony szwedzki napastnik zmarnował natomiast drugą stuprocentową sytuację, przegrywając pojedynek "oko w oko" z Majchrowiczem.
Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Dwie minuty później ponownie błysnął Jagiełło, który pomimo asysty kilku rywali zdołał oddać groźny, niesygnalizowany strzał z pola karnego. Choć z jego próbą poradził sobie golkiper przyjezdnych, jego interwencja okazała się dość niefortunna - piłka trafiła bowiem prosto na głowę Patrika Walemarka, który bez większego problemu skierował ją do pustej bramki. Od 9. minuty podopieczni Nielsa Frederiksena prowadzili więc 2:1.
W 20. minucie Kolejorz stanął natomiast przed doskonałą szansą na podwyższenie prowadzenia. Kapitalnym podaniem z głębi pola przez jednego z kolegów z drużyny obsłużony został Walemark, który, znalazłszy się w sytuacji sam na sam z Majchrowiczem, spróbował go przelobować. Miękko podcięta piłka minęła bramkarza, ale ofiarnym wślizgiem z linii bramkowej wybił ją Kryspin Szcześniak, ratując swój zespół przed utratą trzeciej bramki.
Kolejne fragmenty pierwszej części spotkania nie były już tak emocjonujące, jak pierwsze dziewięć minut. Lech zdawał się kontrolować przebieg meczu, długo utrzymując się z piłką na połowie przeciwnika. Przyjezdni starali się natomiast szukać swoich szans po szybkich kontratakach. Najgroźniej pod bramką strzeżoną przez Mateusza Lisa zrobiło się w 31. minucie, kiedy to reprezentant Surinamu, Che Nunnely, z impetem wpadł w pole karne, a chwilę później oddał celny strzał. Z jego próbą poradził sobie jednak golkiper Kolejorza, odbijając piłkę na rzut rożny.
Cztery minuty przed przerwą podopiecznym Nielsa Frederiksena udało się jednak zaskoczyć zespół z Radomia z wykorzystaniem fazy przejściowej. Murawski przechwycił piłkę w centralnej części boiska, zagrywając do Walemarka, a ten wypuścił "w uliczkę" Mikaela Ishaka. Kapitan mistrzów Polski wpadł z futbolówką w pole karne i przytomnie wyłożył ją do Sayyadmanesha, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko umieścić ją w pustej bramce.
Doświadczony napastnik nie zamierzał zadowalać się wyłącznie asystą - już kilkadziesiąt sekund później kapitalnie urwał się spod opieki obrońców, a doskonałym podaniem wypatrzył go Joel Pereira. Atomowe uderzenie 33-latka z pierwszej piłki zatrzymało się jednak na słupku.
Lechitom udało się podnieść po fatalnym początku i jeszcze przed przerwą odwrócić losy meczu. Co najważniejsze, podopieczni Nielsa Frederiksena wyraźnie ustabilizowali sytuację w środku pola, co znacząco wpłynęło na liczbę szybkich ataków drużyny z Radomia. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał więc rezultat 3:1, który dawał gospodarzom poczucie kontroli i względnego spokoju.
Koncert Walemarka i profesura Rodrigueza
Trener Radomiaka, Rafał Grzyb, próbując nieco wstrząsnąć swoim zespołem, zdecydował się dokonanie dwóch zmian w przerwie meczu. Luquinhasa, który cudem nie wyleciał z boiska z czerwoną kartką, zastąpił Rafał Wolski. Miejsce Romario Baro zajął natomiast rosły defensywny pomocnik, Ibrahima Camara.
Roszady te nie przyniosły jednak zamierzonego efektu - już sześć minut po zmianie stron Filip Majchrowicz zmuszony był bowiem wyciągać piłkę z bramki po raz czwarty. Na listę strzelców po raz drugi tego wieczoru wpisał się Patrik Walemark, który otrzymał podanie na wysokości koła środkowego, a po pokonaniu kilkudziesięciu metrów zameldował się w polu karnym. Choć jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę, dobitki nie był w stanie powstrzymać już nikt - od 51. minuty Kolejorz prowadził więc trzema bramkami.
Choć przyjezdnym udało się w drugiej połowie przeprowadzić kilka naprawdę obiecujących akcji ofensywnych, niesamowicie kulała u nich decyzyjność. Pod bramką strzeżoną przez Lisa kilkukrotnie robiło się naprawdę gorąco, ale lechici za każdym razem wychodzili z opresji obronną ręką. W 63. minucie golkiper Kolejorza popisał się fenomenalną interwencją po strzale Donisa, ratując swój zespół przed utratą drugiej bramki.
Podopieczni Nielsa Frederiksena takich problemów już nie mieli. W 67. minucie w polu karnym Radomiaka jak rasowy profesor zachował się Pablo Rodriguez. Hiszpan otrzymał podanie od Patrika Walemarka, zabawił się z Kryspinem Szcześniakiem, a następnie spokojnie umieścił piłkę w siatce, kompletując dublet.
Po zdobyciu piątej bramki lechici wyraźnie spuścili z tonu. Choć wciąż kontrolowali przebieg meczu i kreowali sobie kolejne sytuacje, w ich poczynaniach nie było widać tej samej energii. Oczekiwanego impulsu nie wnieśli również zmiennicy, jak Luis Palma czy Yannick Agnero. Wynik nie uległ już zmianie - podopieczni Nielsa Frederiksena w znakomitym stylu przełamali się po dwóch kolejnych porażkach, dopisali cenne ligowe trzy punkty, a co najważniejsze - wygrali ostatni mecz przed wyjątkowo długą przerwą reprezentacyjną, co z pewnością pozytywnie odbije się na nastrojach w zespole.
Lech Poznań - Radomiak Radom 5:1 (3:1)
Bramki: 1' Guilherme Luiz 0:1, 3' Pablo Rodriguez 1:1, 9' Patrik Walemark 2:1, 41' Allahyar Sayyadmanesh 3:1, 51' Patrik Walemark 4:1, 67' Pablo Rodriguez 5:1
Lech Poznań: Lis - Pereira (81. Gumny), Skrzypczak, Mońka, Gurgul - Murawski, Rodriguez - Walemark (70. Bengtsson), Jagiełło (62. Palma), Sayyadmanesh (70. Hakans) - Ishak (62. Agnero)
Radomiak Radom: Majchrowicz - Ouattara, Szcześniak, Koperski, Grzesik - Donis (73. Alves), Baro (46. Camara), Luquinhas (46. Wolski) - Nunnely (69. Manu), Guilherme Luiz (73. Goure), Lumungo
Kartki: Pereira (Lech Poznań) - Nunnely, Luquinhas (Radomiak Radom)
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork)
Komentarze (0)