Mecz z Radomiakiem przy wyjątkowo niskiej frekwencji
Portal "Lech Poznań Licznik Biletów" na platformie X, który bazuje na dostępnych informacjach, podał wczoraj w godzinach popołudniowych, że frekwencja na mecz z Radomiakiem Radom zapowiada się na poziomie zaledwie 21.974 tysięcy. To zaskakujący wynik jak na mistrzów trybun. Szczególnie, że rok temu 23 listopada przy Bułgarskiej starcie z tą drużyną oglądało blisko 34 tysiące osób.
Ostatni raz, kiedy Kolejorz zagrał na swoim terenie przeciwko Radomiakowi Radom przy liczbie niższej niż 30 tysięcy fanów miał miejsce jeszcze w 2023 roku. Wtedy to 30 lipca w drugiej kolejce na mecz przyszło nieco ponad 23 tysiące osób.
Frekwencja przy okazji meczów z Radomiakiem Radom w ostatnich latach zdecydowanie dopisywała. Wyjątkiem pozostawały wyniki z początku dekady kiedy to 23 lipca 2021 roku w pierwszej kolejce przy Bułgarskiej pojawiło się ledwie 10 tysięcy osób. Od tamtej pory jednak liczby szły tylko w górę i wydawało się, że mistrzowie trybun nawiążą dziś do jednego z najlepszych wyników w zeszłym sezonie, lecz wszystko wskazuje na to, że będzie wręcz przeciwnie.
Gorsze wyniki frekwencyjne niż ten obecny na mecz z Radomiakiem Radom kibice Lecha Poznań osiągali w zeszłym sezonie albo w okresie wyjątkowo mroźnej zimy, albo w starciach ze słabiutko notowanymi rywalami w Lidze Konferencji lub Ekstraklasie. Wszystko wskazuje na to, że większość kibiców Kolejorza nie spodziewa się porywającego widowiska przy Bułgarskiej choć trzeba przyznać, że ostatnie starcia z rywalem z Radomia miały bardzo pozytywny wydźwięk.
Mecze z Radomiakiem to gwarancja licznych goli. Wcześniej tak nie było
Przypomnijmy, że Lech Poznań ostatnio bez żadnych większych problemów ograł Radomiak Radom w decydującym o mistrzostwie meczu w sezonie 2025/26. Co prawda Jan Grzesik w ósmej minucie napsuł krwi przeciwnikom zdobywając gola na 1:0, ale potem spotkanie potoczyło się już w pełni pod dyktando Kolejorza, o czym świadczyły gole Ishaka, Palmy i Walemarka. Lech Poznań zasłużenie zatryumfował i zgarnął tytuł mistrzowski w świetnym stylu.
Jeszcze lepsze spotkanie miało miejsce przy Bułgarskiej już nie za kadencji Bruno Baltazara, a Goncalo Feio. Wtedy to byliśmy świadkami meczu w rewelacyjnej atmosferze wspomnianych blisko 34 tysięcy kibiców, a Kolejorz przejechał się po rywalach wynikiem aż 4:1. Do siatki tego dnia dwukrotnie trafiał znów niezastąpiony Mikael Ishak, ale też swoje cegiełki do sukcesu dołożyli Pablo Rodriguez i Yannick Agnero.
Łącznie, gdy spojrzymy na bilanse meczów Lecha Poznań z Radomiakiem Radom w ostatnich jedenastu starciach tej dekady, to dostrzeżemy tylko jedno zwycięstwo rywali Kolejorza w bezpośrednim pojedynku. Miało ono miejsce 11 grudnia 2021 roku jeszcze za kadencji trenera Macieja Skorży. Wtedy to katami przyszłego mistrza Polski okazali się Karol Angielski i Maurides, sprawiając, że Radomiak Radom wygrał mecz 2:1.
Należy jednak wspomnieć, że poza tym jednym meczem Lech Poznań odnotował też cztery remisy na sześć zwycięstw, co może zwiastować wyrównane widowisko. Ostatnie wyniki z zeszłego sezonu nie wskazują jednak na to, aby Niels Frederiksen miał jakiekolwiek problemy z rozczytaniem zamiarów swoich rywali i wykorzystaniem ich słabych stron.
Radomiak przyjeżdża na Bułgarską osłabiony. Będzie łatwym celem dla mistrza?
Tym bardziej, że drużyna z Radomia niedawno straciła trenera. Tomasz Kaczmarek został wykupiony przez Raków Częstochowa, a klub nie stał mu na przeszkodzie przy przeprowadzce. Bilans szkoleniowca nie był zachwycający, a sprowadzały się na niego trzy porażki z rzędu, remis oraz dwa zwycięstwa w pięciu meczach ligowych. Radomiak Radom zajął z nim za sterami 12 miejsce w PKO BP Ekstraklasie, a zastąpił go dotychczasowy asystent Rafał Grzyb.
Efekt "nowej miotły" nie pomógł, bowiem jego zespół w ostatnim starciu odniósł porażkę 0:2. Morale nie zapowiadają się na wysokie szczególnie, że drużyna Radomiaka Radom zmierzy się w starciu z mistrzem kraju, który dopiero 12 września przegrał swój pierwszy mecz w Ekstraklasie od... 7 marca 2026 roku!
Sytuacji Radomiaka nie poprawia także fakt, iż w kadrze rywali Lecha Poznań będzie brakować kilku istotnych postaci: Elvesa Balde, Conrado i Anastasiosa Donisa. W przypadku lidera Radomiaka - Rafała Wolskiego - szanse są 50 na 50, bowiem gracz ten również niedawno w meczu z Piastem Gliwice doznał urazu. Gdyby faktycznie zabrakłoby dziś lidera, szanse rywali Lecha na zwycięstwo znacznie się zmniejszą. To w końcu on dał Radomiakowi Radom zwycięstwo z Cracovią dzięki swojemu strzeleckiemu dubletowi.
Lech Poznań wciąż jednak musi się liczyć z niebezpieczeństwem, jakie niesie za sobą Jan Grzesik czyli inna, bardzo ważna postać w ekipie Rafała Grzyba. Na Michale Gurgulu będzie spoczywać bardzo duża odpowiedzialność aby maksymalnie unieszkodliwić gracza, którego atuty w ofensywie nie raz wyciągały zespół Radomiaka Radom na powierzchnię w meczach zwłaszcza w zeszłym sezonie.
- To ostatni mecz przed przerwą na kadrę i każdy zespół zrobi wszystko, żeby wygrać. Szczególnie u siebie. Nie patrzyłbym na Lecha pod kątem wyniku z Crystal Palace. My chcemy wygrać, oni też. My jesteśmy po porażce, oni też. Patrzę jednak przede wszystkim na nasz zespół i na to, jak będziemy chcieli zagrać. Nie przejmowałbym się zmęczeniem przeciwnika, bo Lech jest przyzwyczajony do gry co trzy, więc niedzielny mecz nie będzie dla nich problemem. Dodatkowo mają szeroką kadrę, więc w przypadku rotacji nie będzie spadku intensywności czy aktywności taktycznej. Nie szukam słabszych punktów u Lecha, chcę wzmocnić, to co u nas szwankowało - informował przed spotkaniem trener Radomiaka, Rafał Grzyb.
Komentarze (0)