Żmudna rehabilitacja codziennością zawodnika. Miał być gotowy już kilkukrotnie
Radosława Murawskiego zabrakło w końcówce poprzedniego sezonu, gdy Lech wjeżdżał na drogę do mistrzowskiego tytułu. 27 kwietnia 2025 roku w wyjazdowym meczu z Radomiakiem Radom doznał kontuzji, która boleśnie odbiła się na jego dalszej karierze. O tym, że wypadnie na dłuższy czas było wiadomo od razu, ale nie zakładano scenariusza, w którym tak kluczowego zawodnika dla Kolejorza nie będzie przez cały następny rok.
Pomocnik przeszedł operację mięśnia przywodziciela i na początku miał zameldować się z powrotem do gry w nowym sezonie. Okres powrotu do zdrowia wykazał, że konieczny będzie jeszcze jeden zabieg i w październiku ubiegłego roku udało się go zrealizować.
Powrót do drużyny niepokojąco się wydłużał. Murawski miał za sobą setki godzin przepracowanych z fizjoterapeutami. Aby być chociaż mentalnie z zespołem, udał się nawet na zimowe zgrupowanie do Abu Zabi. Tam trenował indywidualnie.
W lutym wchodził nawet do treningów z resztą drużyny. Determinacja piłkarza zaprowadziła go do momentu, w którym był już naprawdę blisko. Niestety, powrót trzeba było przełożyć. Zamiast włączenia go do kadry meczowej, były dodatkowe badania i konsultacje w Barcelonie. Głośne zapowiedzi trenera o tym, że zaraz wpuści go na boisko, znów ucichły.
Wzruszający moment dla zawodnika. Wrócił w meczu z odwiecznym rywalem i przy pełnych trybunach
Piłkarz sumiennie pracował w tej ciszy. Zaskoczył kibiców w niedzielne popołudnie. Najpierw obecnością na ławce w spotkaniu z Legią Warszawa, a następnie chwilą, gdy ubierał koszulkę przed ponownym wejściem na plac gry.
Otrzymał szansę w ostatnim kwadransie meczu, gdy Lech wręcz dusił swoich przeciwników. Niebiesko-białe trybuny podziwiały spektakl mistrza Polski i cztery gole zdobyte już do przerwy.
- To jest piękny moment i piękny dzień na to, by w takim stylu wrócić do grania. (…) Mam nadzieję, że najtrudniejszy krok zrobiłem i teraz będę już tylko coraz częściej na boisku - mówił po końcowym gwizdku Radosław Murawski w rozmowie z Canal+ Sport.
Jego historia została spięta pewną klamrą. W poprzednim sezonie żałował, że nie mógł pomóc Lechowi na finiszu rozgrywek. Nawet z kontuzją usiadł na ławce w ostatnim meczu z Piastem Gliwice. Wrócił, gdy Lech nadal znajduje się na tronie i jest na najlepszej drodze, by zdobyć drugi tytuł z rzędu. W zdobyciu tego trofeum, defensywny pomocnik będzie mógł już mieć swój udział na murawie.
Komentarze (0)