Wśród spadkowiczów można znaleźć prawdziwe perełki
Iwan Żelizko ma za sobą słodko-gorzki sezon w barwach Lechii Gdańsk. Fatalna końcówka podopiecznych Johna Carvera sprawiła, że klub błyskawicznie znalazł się pod kreską i w kluczowym momencie już się stamtąd nie wyczołgał. Ukraiński pomocnik może jednak mówić o swoim najlepszym indywidualnie sezonie w karierze. 25-latek to absolutnie czołowa postać zespołu, czego dowodzą liczby - 30 spotkań, 7 goli oraz 6 asyst. Warto dodać, że mowa tu o zawodniku, który częściej odpowiadał za działania defensywne, a jednak był też niezwykle ważnym punktem ofensywnie grającej Lechii.
Żelizko w swojej grze łączył to, na co szczególnie zwraca uwagę Lech Poznań. Mistrzowie Polski liczą się z odejściem Antoniego Kozubala i poszukują zawodnika, który będzie miał w sobie więcej jakości w defensywie - będzie nominalną "szóstką", która odpowiada za rozegranie od tyłu. Ukrainiec sprawdzał się w tej roli doskonale, dlatego po spadku Lechii z Ekstraklasy nie dziwią przymiarki do czołowych drużyn w kraju.
Wokół Lecha pojawiło się całkiem sporo nazwisk w ostatnich tygodniach, chociażby Tamar Svetlin z Korony Kielce, czy Niklas Dorsch z 1.FC Heidenheim. To dość solidna konkurencja, ale Żelizko wcale nie wypada blado na ich tle. Mało tego, zawodnikiem interesują się bardzo poważne kluby z Serie A, a także Szachtar Donieck. 25-letni pomocnik Lechii Gdańsk wyceniany jest obecnie na 4 mln euro. Dlaczego jednak przy takiej cenie (a Lechia nie będzie chciała zarobić mało na jego odejściu) i takim zainteresowaniu na rynku, wymienia się go w kontekście Kolejorza?
Środkowy pomocnik znakomicie odnalazłby się w Lechu Poznań. Tak uważa jego były trener
Radosław Bella, były asystent pierwszego trenera był gościem na kanale "Meczyki.pl". Szkoleniowiec bardzo komplementował swojego byłego podopiecznego i wskazał, że to właśnie mistrz Polski byłby świetnym miejscem dla defensywnego pomocnika.
- Żelizko jest potencjalnie bardzo dobrym piłkarzem. Jeśli mówimy o nim w kontekście Lecha, to on pasowałby tam idealnie. To zawodnik, który robi przewagę za pomocą strzału, stałego fragmentu gry, za pomocą gry do przodu. Gdyby on był w zespole, który częściej posiada piłkę, to wskoczyłby na jeszcze wyższy poziom - zaznaczył Bella.
Ukrainiec faktycznie przeważa pod kątem strzałów na bramkę. Jak wskazał portal statystyczny FotMob, w minionym sezonie oddał ich łącznie 57. Dla porównania Antoni Kozubal w rozgrywkach ligowych ma w swoim dorobku 36 prób, zaś jeszcze bardziej ofensywnie usposobieni pomocnicy, jak Filip Jagiełło oraz Pablo Rodriguez oddali ich kolejno 39 i 41.
Żelizko zachwycał w wielu statystykach w minionym sezonie:
- wysoka skuteczność odbiorów - 97,7 proc. (!)
- 63 wybicia
- najwięcej podjętych działań defensywnych w zespole
- trzynaście piłek przejętych w strefie obronnej rywala
- wysoki współczynnik wygranych pojedynków - 86 proc.
- ponad 2 tys. kontaktów z piłką
To nie jest tani piłkarz. Mistrzowie Polski musieliby wyłożyć mnóstwo pieniędzy
Gdyby w Lechu z zainteresowaniem spojrzeli na środkowego pomocnika Lechii, otrzymaliby piłkarza, który mógłby jeszcze bardziej podnieść jakość w środkowej strefie boiska. Problemem jest jednak kwota odstępnego. Kontrakt Ukraińca obowiązuje do końca czerwca 2028 roku. Ostatni raz przedłużano go po awansie Gdańszczan do Ekstraklasy, lecz na ten moment nie wiadomo, czy została zawarta w nim klauzula umożliwiająca odejście po ponownym spadku.
Gdy zainteresowanie piłkarzem po raz pierwszy wykazywał Szachtar Donieck, Lechia Gdańsk była skłonna rozważyć propozycję zaczynającą się od sześciu milionów euro. Takich pieniędzy Lech z pewnością by nie wydał, a trudno powiedzieć, czy aż tak głęboko chciałby sięgnąć do kieszeni też właściciel Widzewa Łódź, Robert Dobrzycki. Możliwe, że taki gracz jak Żelizko w ogóle nie zostanie w naszej lidze, a na pewno szkoda.
Komentarze (0)