Szalona radość Lecha po mistrzostwie Polski. To były najbardziej niesamowite momenty!

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Szalona radość Lecha po mistrzostwie Polski. To były najbardziej niesamowite momenty! - Zdjęcie główne
Autor: Radio Poznań/X, Luis Palma/Instagram, Lech Poznań/X | Opis: Lech Poznań zrobił show nie tylko w meczu z Radomiakiem, ale też i po nim.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaDrużyna Lecha Poznań świętowała wczorajsze mistrzostwo Polski tak jak grała przez cały sezon - na całego. Szalona radość w Radomiu była wręcz nie do opisania, a niezwykłych wydarzeń, jakie miały miejsce po zakończeniu spotkania trudno jest zliczyć. Zdecydowaliśmy się jednak na wyróżnienie kilku z nich, które stały się symbolami dziesiątego tytułu dla Kolejorza i jego pierwszej obrony w XXI wieku przez pierwszego zagranicznego trenera w historii.
reklama
reklama

Szalona radość trenera Lecha Poznań. Tradycji stało się zadość! 

Wielkie święto zespołu Lecha Poznań rozpoczęło się rzecz jasna w szatni w Radomiu. O ile hektolitry szampana, wspólne śpiewy i nagrania live można było uznać za coś normalnego w tej sytuacji, to z pewnością wszystkich kompletnie zaskoczył Andy Parslow. Anglik, inaczej niż Sindre Tjelmeland, w meczach Lecha Poznań nie jest pierwszoplanową postacią na ławce rezerwowych. Częściej siedzi skryty wśród członków zespołu i nie eksponuje swojej osoby przy linii bocznej, udzielając graczom częstych wskazówek. Jednak w sobotni wieczór po zdobytym mistrzostwie absolutnie skradł show w szatni Kolejorza swoim występem, który na przestrzeni lat stał się nieodłączną częścią jego wizerunku jeszcze za czasów pracy w Wielkiej Brytanii.

reklama
Rozwiń

Były trener między innymi Swansea City słynął po osiąganiu piłkarskich sukcesów słynął z nietypowego tańca, o którym zrobiło się wyjątkowo głośno w social-mediach, gdy ten szerzej nieznany szkoleniowiec przybywał do Poznania. Kibice w tamtym momencie z pewnością liczyli na to, że Anglik popisze się na koniec sezonu swoimi umiejętnościami i nie zawiedli się. Andy Parslow wykonał swój ikoniczny "taniec węża" i tak samo jak wcześniej wprawił szatnię w prawdziwą ekstazę. 

Rozwiń

Nie był to koniec ikonicznych akcji z udziałem angielskiego szkoleniowca, bowiem Internet podbiło też nagranie z autokaru, gdzie zawodnicy Kolejorza wraz z Andym Parslowem śpiewali ikoniczny utwór zespołu Oasis: "Wonderwall". Przypomnijmy, że brytyjska grupa muzyczna jest związana z Lechem Poznań w szczególności poprzez jej miłość do akcji "The Poznań", która często ma miejsce nawet na koncertach. Niedawno zresztą obaj bracia Gallagher, którzy powrócili do wspólnego grania otrzymali pamiątkowe koszulki od klubu.

reklama

Wracając jednak do tematu trenera Parslowa, oprócz śpiewania utworu "Wonderwall" na nagraniach widać było, że szkoleniowiec także dyrygował swoimi podopiecznymi przy okazji wykonywania innych piosenek.

Rozwiń

Radość miesza się ze smutkiem. Zdał sobie sprawę z tego, że to już jego koniec przy Bułgarskiej

Znacznie więcej powagi towarzyszyło natomiast wspomnianemu wcześniej Sindre Tjelmelandowi. Dla Norwega to mistrzostwo stało się zwieńczeniem całej jego przygody w Lechu Poznań, bowiem jak wiadomo szkoleniowiec po tym sezonie powróci do swojego kraju, by objąć stery w Molde. Wcieli się tam w rolę pierwszego trenera, o czym informowano już w połowie rozgrywek na krótko po tym, gdy szeregi mistrza Polski opuścił Markus Uglebjerg. 

reklama

Część fanów Lecha Poznań negatywnie zareagowała na przedwczesne ogłoszenie odejścia Tjelmelanda w połowie sezonu, gdzie drużyna wciąż walczyła na trzech frontach. Obawy sympatyków Kolejorza w kontekście koncentracji Norwega na pracy w Lechu tylko się zwiększyły wraz z jego prezentacją w bluzie Molde i jego aktywnościami w nowym klubie. Komentarze internautów były bezlitosne, a ich zdaniem myśli trenera miała już wtedy zajmować tylko ekipa z rodzimego kraju.

Obrazki z wczorajszej fety zadały jednak kłam tym opiniom ze względu na ogromne wzruszenie szkoleniowca na ławce rezerwowych, co dobitnie pokazało, ile dla niego znaczy bycie członkiem drużyny Lecha Poznań.

Rozwiń

Kibice Lecha nie zostawili piłkarzy nawet na trasie. Dzika impreza na jednym z MOP-ów! 

Impreza z szatni błyskawicznie przeniosła się do autokaru Lecha Poznań, gdzie zespół rozkręcił ją już na całego. To, co jednak najbardziej niespodziewane i jednocześnie kompletnie odjechane przydarzyło się na... jednej ze stacji blisko Miejsca Obsługi Podróżujących. Kibice Kolejorza trzymali się blisko swoich ulubieńców w drodze powrotnej do stolicy Wielkopolski i gdy autokar obrońców tytułu się zatrzymał, fani błyskawicznie otoczyli go z każdej strony odpalając race.

Rozwiń

Na Instagramowych relacjach wyglądało to tak jakby kibice chcieli wręcz wedrzeć się do środka, co w szczególności zaskoczyło Pablo Rodrigueza. Hiszpan nagrał relację z ich udziałem na swoim Instagramie i skwitował to pisząc: "Co za fani".

fot. Pablo Rodriguez/Instagram

Rzeczywiście, pomocnik miał prawo czuć zdziwienie, bowiem najzagorzalsi sympatycy Lecha wchodzili nawet na dachy aut byle tylko dostać się bliżej zawodników. 

Rozwiń

Zespół po prostu nie mógł pozostać obojętny i wyszedł do kibiców, napędzając doping poprzez... stanie na dachu pojazdu. Obrońcy tytułu chwycili za mikrofon i wspólnie z fanami urządzili sobie mini-fetę mistrzowską. Do grona osób, które zabrały głos i dziękowały za wsparcie dołączył sam Niels Frederiksen. Doping natomiast prowadził głównie Bartosz Mrozek, ale i sam Ali Gholizadeh nie przepuścił okazji, by wykrzyczeć słowa: "MISTRZ, MISTRZ, KOLEJORZ". Piłkarze przy tłumnej obecności kibiców inicjowali kolejne przyśpiewki.

Rozwiń

Nagrania z autokaru stały się absolutnym hitem, a niecodziennych momentów z niego było jeszcze więcej. W tym także chociażby przy wyjeździe ze stadionu w Radomiu, kiedy to za kierownicą zasiadł... Bartosz Mrozek! Kibiców z pewnością rozbawił także Luis Palma na swojej transmisji live na Instagramie, kiedy to "pochwalił się" znajomością pierwszych przekleństw w języku polskim. Zaskoczył także Pablo Rodriguez, który po wywalczeniu mistrzostwa zaopatrzył się w... czerwone wino.

Rozwiń

Pablo Rodriguez rewanżuje się ikonie Lecha. Zaskoczył ją od razu po mistrzostwie kraju! 

Hiszpański pomocnik to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych postaci w drużynie Lecha Poznań, która w tym sezonie słynęła nie tylko z oryginalnego stylu, ale także krewkiego charakteru. Objawił się on nawet przy okazji świętowania mistrzostwa, bowiem piłkarz wykorzystał swój moment, by powrócić do sprawy z meczu przeciwko Legii. Wtedy to doszło do scysji między nim, a legendą klubu - Piotrem Reissem. Superstrzelcowi Kolejorza nie spodobał się styl zawodnika, a w szczególności jego... getry. 

- Mnie osobiście nie przekonuje. Trudno mi go ocenić, ale nie lubię piłkarzy, grającymi z getrami prawie spuszczonymi do kostek, z ochraniaczami na wierzchu, którzy zachowują się jakby grali w piłkę chociażby tak jak Messi. Nie wiem, kto ściągnął go do Lecha, mi osobiście on się nie podoba, ale to tylko wyłącznie moje, subiektywne zdanie - ostro ocenił podopiecznego Nielsa Frederiksena Piotr Reiss.

Obecna gwiazda Lecha odpowiedziała wtedy Piotrowi Reissowi, by ten "żył i dał żyć innym", pisząc na swoim Instagramie także, by ten oceniał go za grę, a nie za to kim jest. Wydawało się, że tamta riposta domknie całą wymianę zdań między dwoma panami, lecz okazało się, że Pablo Rodriguez nie zapomniał legendzie Kolejorza tamtej sytuacji. Zdobyte mistrzostwo okazało się dla Hiszpana znakomitym momentem, by wykorzystać swoją chwilę tryumfu i wbić szpilkę ikonie Lecha na Instagramie. 

- Przepraszam za niskie getry - napisał pomocnik pod zdjęciem, na którym celebrował trafienie Palmy.

Rozwiń

Święto przy Bułgarskiej zaczęło się od razu po meczu. Kibice czekali na zespół z samego rana

Autokar Lecha Poznań dotarł na Bułgarską o wczesnych godzinach porannych po wielogodzinnej imprezie, która bynajmniej nie zakończyła się wraz z powrotem do domu. Obrońców tytułu powitało mnóstwo kibiców, którzy uświetnili ten mistrzowski poranek blaskiem rac i głośnymi przyśpiewkami. To właśnie ten akcent był ostatnim tak wyjątkowym, wręcz ikonicznym momentem na trasie pomiędzy Radomiem, a Poznaniem. Kropkę nad i w kontekście celebracji postawił nie kto inny jak sam Robert Gumny, który niejednokrotnie rozpoczynał świętowanie w szatni po wygranych spotkaniach. Teraz również zainicjował celebrację w swoim, niepodrabialnym stylu. 

Rozwiń

Kibice Kolejorza zdecydowanie stanęli na wysokości zadania, a świętowanie pod Enea Stadionem rozpoczęli od razu po zakończeniu spotkania. Nie mieli oni dużo środków na rozkręcenie dopingu, ale ostatecznie wyszło kapitalnie. Pomimo późnych godzin nocnych, na Bułgarską docierali kolejni ludzie gotowi wziąć udział w świętowaniu historycznego osiągnięcia swojego klubu. W efekcie tego udało się stworzyć znakomitą atmosferę. 

Rozwiń
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo