Warta i Stal nie potrafiły się wzajemnie zaskoczyć. Niezwykle wyrównane starcie w Stalowej Woli
Mecz Warty Poznań i Stali Stalowa Wola w pierwszej połowie naznaczyła zacięta walka o posiadanie piłki w środku pola. Oba zespoły nakładały na siebie wzajemnie ostry pressing, który skutkował wyjątkowo trudnymi warunkami do zawiązywania akcji w ofensywie. Jedni i drudzy prezentowali bardzo ciasne, zwarte ustawienia grając bez piłki, co uniemożliwiało rywalom szybkie ataki. To jednak goście prezentowali zdecydowanie odważniejszy styl w ofensywie, próbując przedostać się pod pole karne rywali za pomocą kilku podań, ale piłkarze "Stalówki" skutecznie pracowali przy odbiorach.
Przyjezdni narzucali wysokie tempo i wyglądali tak jakby chcieli zmęczyć swoich przeciwników, spychając ich do głębszej defensywy. Kacper Szymanek i Filip Waluś robili wszystko, co w ich mocy, by sforsować żelazny, nisko ustawiony blok defensywny rywali po licznych pojedynkach, ale gospodarze byli bardzo zdyscyplinowani. Stal jednak mocno się męczyła w tym, aby powstrzymywać szczególnie tych dwóch zawodników, którzy wypracowywali groźne okazje strzeleckie. Gospodarze mimo wszystko umieli stworzyć sobie sytuacje bramkowe po szybkim rozegraniu w ataku pozycyjnym i stałych fragmentach gry.
Oba zespoły aż do przerwy nieustannie wymieniały się ciosami jednak żadna z ekip nie potrafiła na dłużej zaznaczyć swojej przewagi. Stal i Warta decydowały się na jak najprostsze rozwiązania, gdzie kluczowe role w konstruowaniu akcji odgrywały szybkość oraz siła fizyczna. Każda z drużyn dość wyraźnie prezentowała swoje pomysły na kreowanie akcji w ofensywie, ale brak odpowiedniej jakości w trzeciej tercji boiska sprawiał, że wysiłki piłkarzy spełzały na niczym. Dodatkowo po obu stronach boiska świetnie spisywali się obrońcy, którzy bardzo dobrze radzili sobie w pojedynkach.
Młoda gwiazda Warty uratowała wynik drużynie. Zieloni pokazali dyscyplinę w obronie
Przebieg pierwszej połowy jasno wskazywał na to, że o trzech punktach dla Warty czy Stali może zdecydować zaledwie jeden błąd. Na początku drugiej części spotkania to gospodarze byli optycznie bliżsi wyjścia na prowadzenie. W 50. minucie tylko znakomity refleks Leo Przybylaka nie pozwolił Maksymilianowi Heblowi na zdobycie cudownej bramki z dystansu. Stal Stalowa Wola mocno naciskała na warciarzy przez co jej zawodnikom brakowało płynności w grze. Konstruowanie ataków nie wyglądało najlepiej po ich stronie i przyjezdni nie potrafili na dlużej utrzymywać się przy piłce.
Zieloni konsekwentnie liczyli na to, że długie piłki zagrywane na Szymanka i Walusia, a także strzały z dystansu Igora Kornobisa w końcu przyniosą rozstrzygnięcie. To jednak z początku nie miało miejsca, a zamiast tego goście z biegiem czasu tracili kontrolę nad meczem, pozwalając Stali na częstsze, niebezpieczne ataki po dośrodkowaniach i strzałach z dystansu. Okres pomiędzy 45., a 55. minutą był zdecydowanie najtrudniejszym momentem meczu dla Zielonych, kiedy to warciarze zostali zmuszeni do gry w niskim bloku obronnym i kumulowali mnóstwo strat przy wyprowadzaniu piłki.
W końcu jednak w 58. minucie pomysły Warty Poznań na grę w ataku przyniosły satysfakcjonujące efekty. Prosta strata piłki Żemły na własnej połowie była prezentem dla Filipa Walusia, który pognał z futbolówką na bramkę Smyłka i pewnie wykończył swoją akcję. Młoda gwiazda Warty bezsprzecznie zasłużyła na to trafienie po pierwszej połowie, a Stal mogła sobie tylko pluć w brodę, że dała się zaskoczyć w momencie, gdy łapała wiatr w żagle i budowała przewagę nad ekipą Warty Poznań.
Gospodarze nie mieli już czego bronić w ostatnich 20 minutach i rzucili wszystkie siły do ataku. Zieloni przeszli do niższej obrony, a Stal Stalowa Wola próbowała powrócić do tego, co grała na początku drugiej połowy. Piłkarze "Stalówki" intensywni pracowli w ataku pozycyjnym, ale defensorzy Warty Poznań nie dawali się zaskakiwać prezentując znakomitą dyspozycję w trakcie pojedynków w obronie. Każdy gracz ekipy przyjezdnych dawał z siebie wszystko, chroniąc z poświęceniem bramki strzeżonej przez Leo Przybylaka.
Warcie Poznań finalnie udało się wywieźć ze Stalowej Woli pozytywny rezultat, ale w samej końcówce niewiele brakowało, by gospodarze doprowadzili do remisu. Swoimi strzałami raz za razem warciarzom zagrażał Maksymilian Hebel, a i dośrodkowania "Stalówki" powodowały ogromne problemy w polu karnym. Zieloni jednak znakomicie zarządzali meczem w ostatnich minutach. To właśnie ich doświadczenie oraz dyscyplina sprawiły, że finalnie mogli się cieszyć z korzystnego rezultatu.
Stal Stalowa Wola - Warta Poznań 0:1 (0:0)
Bramki: Waluś 58. - Warta
Stal: Smyłek - Jaroszewski, Żemło, Oko, Getinger - Radecki (Niedbała 77.), Morawiec (Kendzia 70.), Tomalski (Wolny 69.), Surzyn (Hebel 46.), Zaucha (Sobeczko 76.) - Śpiewak
Warta: Przybylak - Wojcinowicz, Avdieiev, Kwiatkowski - Kornobis, Kumoch, Steblecki (Dziedzic 57.), Stefaniak - Szymanek (Zylla 65.), Waluś (Tonder 89.) - Kusztal (Smoczyński 58.).
Kartki: Śpiewak 16., Sobeczko 83. - Stal
Sędzia: Leszek Lewandowski (Zabrze)
Komentarze (0)