Lech chce szybko odkuć się po bolesnej porażce. "Jesteśmy gotowi bardziej niż kiedykolwiek"
Kompromitująca porażka z Aarhus, która przesądziła o odpadnięciu Lecha Poznań z eliminacji Ligi Mistrzów już w II rundzie, jest jednym z najtrudniejszych momentów Kolejorza w ostatnich latach. Po zwycięstwie 4:1 w pierwszym spotkaniu w Danii niewielu zakładało scenariusz, który wydarzył się w rewanżu przy Bułgarskiej. Niels Frederiksen przyznał, że rozczarowanie w zespole było ogromne. Trener Lecha podkreślił jednak, że drużyna nie może zatrzymać się na rozpamiętywaniu bolesnej porażki, ponieważ sezon trwa dalej, a zespół musi skupić się na realizowaniu kolejnych celów.
- Ja również nie spałem. To była bardzo ciężka noc i bardzo trudny wczorajszy dzień. Oczywiście wszyscy byli rozczarowani, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. To było straszne doświadczenie. Wiemy, że dla każdego było ono bardzo bolesne. Ale musimy iść dalej. Już jutro gramy kolejny mecz i musimy się po nim podnieść. Musimy skupić się na następnych celach, które wyznaczyliśmy sobie na ten sezon. Jeśli pozostaniemy pogrążeni w żalu i rozczarowaniu, to stracimy z oczu kolejne cele. Wczoraj piłkarze nadal byli bardzo zawiedzeni i uważam, że to było całkowicie naturalne. Tak właśnie powinno być. Uzgodniliśmy jednak, że od dziś patrzymy już tylko w przyszłość i zaczynamy ponownie ciężko pracować - przekonywał trener Niels Frederiksen.
Po europejskim niepowodzeniu Lech nie ma czasu na długie rozpamiętywanie. Kolejnym zadaniem zespołu jest ligowe spotkanie z Wieczystą Kraków. Dla poznaniaków będzie to również okazja do odniesienia pierwszego zwycięstwa w nowym sezonie Ekstraklasy - w pierwszej kolejce Kolejorz zremisował bowiem u siebie z Cracovią 0:0. Frederiksen podkreślił, że właśnie takie momenty pokazują charakter drużyny. Jego zdaniem najważniejsze będzie odpowiednie nastawienie i reakcja po bolesnym niepowodzeniu.
- Oczywiście. Powiedziałbym nawet, że jesteśmy gotowi bardziej niż kiedykolwiek, aby wygrać następny mecz - stwierdził duński szkoleniowiec.
Choć Wieczysta Kraków jest beniaminkiem Ekstraklasy, trudno postrzegać ją jako typowego nowicjusza na najwyższym poziomie. Klub w ostatnich latach przeszedł bardzo szybką drogę przez kolejne szczeble rozgrywkowe, a przed debiutem w elicie znacząco wzmocnił kadrę zawodnikami mającymi doświadczenie z gry w Ekstraklasie. Niels Frederiksen zwrócił uwagę, że Lech zmierzy się z zespołem, który ma określony styl, chce dominować z piłką i nie zamierza ograniczać się wyłącznie do defensywy. Zdaniem szkoleniowca Kolejorza podopieczni Kazimierza Moskala dysponują wieloma jakościowymi zawodnikami, dlatego należy spodziewać się wymagającego spotkania.
- To beniaminek ligi. W ostatnich latach wielokrotnie awansowali i teraz również weszli na wyższy poziom rozgrywek. Mają wielu nowych zawodników. Sprowadzili piłkarzy z dużym doświadczeniem w Ekstraklasie, wielu graczy występowało wcześniej w innych klubach tej ligi. Mają również Antonio Milicia. To bardzo doświadczony zespół. Widzę ich jako drużynę, która chce grać w piłkę. Tradycyjnie ustawiają się w systemie 4-3-3. Mają dobrych piłkarzy, dlatego spodziewamy się zespołu nastawionego na odważną, ofensywną grę - scharakteryzował swojego najbliższego rywala Niels Frederiksen.
Atmosfera przy Bułgarskiej plącze nogi piłkarzom Kolejorza? "Gdybyśmy używali tego jako wymówki, bylibyśmy po prostu głupi"
Jednym z najważniejszych tematów piątkowego briefingu była oczywiście analiza tego, co wydarzyło się w dwumeczu z Aarhus. Wynik rewanżu pozostawił po sobie ogromny niedosyt, ale Frederiksen nie chciał sprowadzać całej porażki do błędów taktycznych. Zdaniem szkoleniowca Lecha przebieg obu spotkań był bardziej wyrównany, niż wskazywałby na to końcowy rezultat, a o awansie zdecydowała przede wszystkim skuteczność.
- Szczerze mówiąc, mało prawdopodobnym jest, żebyśmy ponownie zagrali z Aarhus. Choć teoretycznie taki scenariusz jeszcze istnieje. Całą swoją energię poświęciłem jednak odbudowie zespołu, przywróceniu odpowiedniej koncentracji i mentalności, przepracowaniu rozczarowania oraz analizie naszego kolejnego rywala. Na tym się skupiam. Muszę też powiedzieć, że nie czuję jakiegoś wielkiego żalu. Nie mam poczucia, że powinniśmy byli diametralnie zmienić sposób gry. Najbardziej niezwykłe jest to, że oba mecze z Aarhus były bardzo wyrównane - zarówno na wyjeździe, jak i u siebie. Jeśli spojrzeć na statystyki, były to bardzo podobne spotkania. A mimo to jedno wygraliśmy 4:1, a drugie przegraliśmy 1:4. To właśnie jest futbol. W bardziej normalnych okolicznościach oba mecze mogły zakończyć się remisami 1:1 i wtedy o awansie decydowałyby rzuty karne. Wówczas nikt nie mówiłby o wielkiej katastrofie. Oczywiście rozumiem, że nasza perspektywa jest inna, bo jechaliśmy do rewanżu z przewagą 4:1, ale mimo wszystko nie dokonałbym wielu dużych zmian. Można wskazać kilka drobnych elementów, które dałoby się poprawić - zgadzam się z tym. Natomiast ogólnie zagraliśmy zgodnie z planem i nie jestem z tego planu niezadowolony. Zabrakło nam skuteczności, podczas gdy rywale wykorzystali swoje okazje niemal perfekcyjnie. Nie stworzyli jednak więcej sytuacji od nas - przekonywał szkoleniowiec aktualnych mistrzów Polski.
Trener Lecha został również poproszony o ocenę tego, jak zespół powinien odbudować się po tak trudnym doświadczeniu. Frederiksen zwrócił uwagę, że futbol przynosi zarówno wielkie sukcesy, jak i bardzo bolesne porażki. Jego zdaniem najważniejsza jest umiejętność odpowiedniego reagowania.
- Pracuję w piłce nożnej od wielu lat i wielokrotnie przeżywałem podobne sytuacje. Taki po prostu jest futbol. Pamiętamy przecież, jak świętowaliśmy dwa ostatnie mistrzostwa Polski. To był absolutny szczyt. A potem przychodzi taki dzień jak w środę - kompletne rozczarowanie. To oczywiście znacznie trudniejsza sytuacja, ale również jest częścią futbolu. Nie można pracować w piłce nożnej, jeśli nie potrafi się radzić z takimi momentami. Trzeba patrzeć do przodu i koncentrować się na kolejnych celach. Rozmawiamy o tym z zawodnikami, oni również muszą to wszystko przemyśleć. Ale jeszcze raz podkreślę: musimy ruszyć dalej, podniesiemy się i wrócimy silniejsi. To jest dziś najważniejszy przekaz. Na ten moment nie chodzi przede wszystkim o taktykę. Najważniejsze są nastawienie, mentalność i odpowiednia postawa, bo na to zawsze mamy wpływ - mówił trener Lecha Poznań.
Stadion przy ulicy Bułgarskiej był dla Lecha Poznań w ostatnich miesiącach miejscem wielkich europejskich emocji, ale również kilku bardzo bolesnych rozczarowań. W poprzednich rozgrywkach Kolejorz poniósł na własnym terenie bolesne porażki z Crveną zvezdą oraz KRC Genk, a w obecnej kampanii do tej listy dopisać można również przegrany rewanż z Aarhus, który zakończył marzenia o dalszej walce o fazę ligową Ligi Mistrzów.
W związku z tym trener Lecha Poznań został więc zapytany, czy ogromne oczekiwania kibiców i wyjątkowa atmosfera panująca przy Bułgarskiej nie stają się dla zawodników dodatkową presją, z którą trudno sobie poradzić. Niels Frederiksen zdecydowanie odrzucił jednak taką możliwość, podkreślając, że wsparcie kibiców jest dla zespołu siłą, a nie problemem.
- Nie. Gdybyśmy zaczęli używać tego jako wymówki, bylibyśmy po prostu głupi. Gra przed naszymi kibicami to najlepsze, co może nas spotkać. W środę stworzyli fantastyczną atmosferę i wspierali zespół przez cały mecz. Nie możemy tego traktować jako usprawiedliwienia. Wręcz przeciwnie - to jeden z naszych największych atutów. Przyznaję jednak, że kilka trudnych domowych meczów w europejskich pucharach zakończyło się bardzo złymi wynikami. Nie zawsze oznaczało to słabą grę, ale wyniki rzeczywiście były złe. Nie uważam jednak, że można to porównywać. Patrząc z perspektywy czasu, uważam, że w ubiegłym sezonie przeciwko Crvenej Zvezdzie i Genkowi zagraliśmy zbyt naiwnie. Mówiłem o tym już wcześniej. Natomiast nie sądzę, żebyśmy w jakikolwiek sposób naiwnie podeszli do meczu z Aarhus. Tak czy inaczej, bardzo żałuję, że przeciwko Crvenej zvezdzie i Genkowi graliśmy tak otwarcie. Tych sytuacji nie można ze sobą zestawiać. My uwielbiamy tutaj występować i rozegraliśmy tutaj również bardzo wiele naprawdę dobrych spotkań - odparł Niels Frederiksen.
Komentarze (0)