Trenera Rakowa nie krył irytacji po meczu z Lechem Poznań. "Ciężko się gra przeciwko trzynastu"

Opublikowano:
Autor:

Trenera Rakowa nie krył irytacji po meczu z Lechem Poznań. "Ciężko się gra przeciwko trzynastu" - Zdjęcie główne
Autor: Lech Poznań/YouTube | Opis: Trener Rakowa Częstochowa ma zastrzeżenia po meczu z Lechem. Jego zdaniem rywale grali w przewadze.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaSzczęście jednych często wiąże się ze złością i frustracją drugich, co dobitnie pokazała niedzielna konferencja prasowa po meczu Lecha Poznań z Rakowem Częstochowa. Trener drużyny gości - Łukasz Tomczyk - odniósł wczoraj swoją pierwszą porażkę, jako trener "Medalików" w rywalizacji z mistrzem Polski. Szkoleniowiec zwrócił uwagę na to, że o finalnym wyniku zadecydowała nie tylko jakość po stronie Lecha Poznań, ale i pomoc innych.
reklama

Trener Rakowa krytycznie o pracy sędziów. Niels Frederiksen odpowiada

reklama

Jednym z powodów dla których Lech Poznań miał wygrać sobotnie spotkanie przeciwko Rakowowi Częstochowa była zdaniem trenera Tomczyka wydatna pomoc arbitrów. Wywołany do tablicy szkoleniowiec wskazał na sytuacje, w których zespół sędziowski miał rzekomo bardziej sprzyjać mistrzom Polski. Przypomnijmy, że to właśnie były opiekun Polonii Bytom został między innymi ukarany w trakcie meczu żółtą kartką.

- Było dużo dziwnych momentów: kartka po gwizdku, potem po gwizdku nie ma kartki. Uważam, że w może jednej sytuacji można porozmawiać o kartce innego koloru. Rzut karny poddamy dokładnej ocenie, bo na ławce w emocjach są różne momenty. Moim zdaniem ciężko się gra przeciwko trzynastu - podsumował pracę sędziów Łukasz Tomczyk, trener Rakowa Częstochowa.  

reklama

Co ciekawe do całej sytuacji związanej z prowadzeniem niedzielnego spotkania odniósł się również Niels Frederiksen, który chociażby w końcówce spotkania nie krył swojej frustracji w związku z niektórymi decyzjami głównego arbitra. W szczególności widać było jak nerwowo reaguje na kolejne, upływające minuty po doliczonym czasie gry. Chodził wtedy nerwowo przy linii bocznej dyskutując z sędzią technicznym i wykonywał gesty wskazujące na zegarek. Po meczu nie miał on jednak szczególnych zastrzeżeń, co do pracy zespołu sędziowskiego.

- Szczerze mówiąc my, jako trenerzy, nigdy nie będziemy w pełni usatysfakcjonowani pracą sędziów. Zawsze będziemy szukać aspektów, które w ich poczynaniach można zrobić lepiej. Sądzę, że sędziowanie było w porządku. Oczywiście były w trakcie meczu momenty, kiedy myślałem, że są nieco przeciwko nam, ale to dość naturalne. Ostatecznie nie widziałem w tym większych problemów - stwierdził Niels Frederiksen.

reklama

W sporze dotyczącym poziomu sędziowania warto wspomnieć o tym, że w trakcie spotkania Bartosz Frankowski ukarał graczy Lecha Poznań czterema żółtymi kartkami. Dwie z nich przyczyniły się do tego, że w meczu z Widzewem nie obejrzymy Antoniego Kozubala i Antonio Milicia, a zatem dwóch kluczowych graczy. Więcej na ten temat pisaliśmy TUTAJ. Z kolei kara indywidualna przyznana Robertowi Gumnemu w pierwszym kwadransie meczu poskutkowało de facto wymuszoną zmianą w przerwie przez Nielsa Frederiksena w celu zminimalizowania ryzyka gry w osłabieniu przez resztę spotkania. 

reklama

Tymczasem po stronie Rakowa Częstochowa spośród zawodników żółty kartonik obejrzał jedynie Brunes. Należy też wspomnieć, że to "Medalikom" przyznano więcej rzutów wolnych - otrzymali ich łącznie 18 na 12 dla Kolejorza. Te jak i szczególnie wcześniejsze statystyki wskazują na to, że sędziowie surowiej karali drużynę Nielsa Frederiksena.

Nie tylko sędziowie. Trener Rakowa mówi o porażce na własne życzenie

Mimo licznych kar w trakcie meczu Lecha Poznań z Rakowem Częstochowa, należy przypomnieć, że historycznie sędzia Bartosz Frankowski powoli staje się w pewnym sensie talizmanem zespołu Kolejorza.Wspomniany sędzia już raz prowadził mecz z udziałem Lecha Poznań, gdy ten dokonał niezwykłego comebacku. Miało to miejsce w lipcowym starciu z Lechią Gdańsk poprzedniego roku, kiedy to mistrzowie Polski z wyniku 0:2 finalnie wyszli na 4:3, kończąc wyjazdowy mecz z trzema punktami.

Szkoleniowiec Rakowa Częstochowa nie obwiniał jednak w pełni zespołu sędziów za ostateczne, niekorzystne dla niego rozstrzygnięcie hitu 23. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Wskazał również na to, że jego zawodnicy momentami wykazali się niefrasobliwością, która przechyliła szalę na korzyść mistrza Polski. 

- Mieliśmy dużo dobrych momentów. Powinniśmy moim zdaniem wywieźć stąd co najmniej punkt. Mieliśmy bardzo dobry moment w tym spotkaniu przy wyniku 3:3, ale z niego nie skorzystaliśmy. Pod względem wykorzystania sytuacji mieliśmy trochę szczęścia, ale później straciliśmy bramkę na własne życzenie. Musimy być bardziej odpowiedzialni. Pracowaliśmy nad tym przez cały mikrocykl, żeby w tych momentach na połowie przeciwnika nie mieć nonszalacji czy straty. Nie możemy ich ponawiać, bo przeciwnik, w tym przypadku Lech, dobrze dusi w pierwsze tempo i wszelkie ponowienia i odbiory powodują, że potem jesteś zamknięty na własnej połowie - tłumaczył szkoleniowiec Rakowa Częstochowa.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo