Ogromne zaangażowanie nie wystarczało do prowadzenia. Oba zespoły mocno podgrzały atmosferę przed przerwą
Chociaż Warcie Poznań do pełni szczęścia wystarczył zaledwie remis, podopieczni Macieja Tokarczyka od pierwszego gwizdka stawiali na intensywną, agresywną grę. Zespół w swoim stylu starał się długo utrzymywać przy piłce i szukać luki w nisko ustawionym bloku obronnym Resovii Rzeszów. Najgroźniejsze okazje dla gospodarzy przychodziły jednak dopiero po przechwytach piłki na własnej połowie. Zawodnicy Kamila Kuzery tracili ją na początku rywalizacji dość łatwo dzięki zdecydowanej postawie trójki stoperów przy odbiorach.
Zieloni mocno liczyli na błyskawiczne kontrataki z wykorzystaniem Mateusza Stanka, który raz za razem ostro rywalizował z obrońcami na plecach. Niestety częściej zamiast wygranywać pojedynki prokurował kolejne faule. Warciarze musieli być maksymalnie precyzyjni w szybkim rozegraniu, jeśli chcieli zaskoczyć przeciwników, ale to było wyjątkowo trudne. Resovia w niczym im nie odpuszczała, prezentując swoje atuty fizyczne w pressingu już przy wznawianiu gry przez Leo Przybylaka. Goście dobrze zarządzali przebiegiem spotkania, a ich rywale co rusz musieli sprawdzać się w nowych sytuacjach.
Sobotni pojedynek był bez wątpienia meczem walki, w którym żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać wyraźnej przewagi. Warta zaczęła mocniej naciskać dopiero pomiędzy 20., a 30. minutą spotkania, będąc już ewidentne zniecierpliwieną swoją sytuacją. Rywalizacja zdecydowanie się zaostrzyła na boisku głównie po stronie Zielonych, którzy często faulowali przeciwników. Nie było wątpliwości, że gospodarzom zależało na zwycięstwie, ale nie potrafili oni przekuć swojego zaangażowania na gole. Wydawać się mogło, że warciarzy przed wyjściem na prowadzenie powstrzymywała jedynie... niechęć do oddawania strzałów zza pola karnego.
Brak skuteczności Warty Poznań pokarał ich w 43. minucie spotkania, kiedy to goście po jednym z szybkich ataków niespodziewanie wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Dawida Bałdygi. Goście byli w ostatnich minutach pierwszej połowy o wiele konkretniejsi w polu karnym Leo Przybylaka nawet mimo tego, że nie brylowali w rozegraniu. Akcja bramkowa potwierdziła, że mecz wymykał się Zielonym spod kontroli, ale ostatecznie udało im się wrócić do rywalizacji w 45. minucie spotkania, kiedy to do siatki bezpośrednio po rzucie wolnym trafił Marcel Stefaniak. Tym samym uspokoił on nastroje kibiców przy Drodze Dębińskiej.
Nieprawdopodobne emocje przy Drodze Dębińskiej. Avdieiev bohaterem!
Resovia Rzeszów wyszła na drugą połowę z pianą na ustach i żądna przejęcia inicjatywy. Warta Poznań nie mogła złapać swojego rytmu, bowiem przyjezdni atakowali ich wyjątkowo ostro przy każdej okazji, gdy Zieloni dostawali piłkę. Rywale grali przy Drodze Dębińskiej bez żadnych kompleksów, zmuszając Zielonych do ustawienia się głębiej pod własnym polem karnym. W ten sposób podopieczni trenera Tokarczyka bazowali w swoich akcjach ofensywnych głównie na szybkich kontratakach po wyjściu spod pressingu. Długie podania na dobieg na niewiele się jednak zdawały.
Po godzinie gry gospdoarzom wreszcie na nowo udało się nawiązać równą walkę z Resovią. Kandydat do awansu zaczął wreszcie się odgryzać rywalom i pokazywać, że nie zamierza być workiem treningowym. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki gospodarzom piłka nagle zaczęła regularnie kleić się do nóg i dzięki temu stwarzali coraz większe zagrożenie pod bramką Mikołaja Kwiatka. Podopieczni trenera Tokarczyka wyglądali jakby zwyczajnie przeczekali kryzysowy moment, wybierając doskonały moment do ataku.
Niestety znów po obiecującym okresie gry Warty nadeszły problemy. W 70. minucie po stałym fragmencie gry swojemu zespołowi ponowne prowadzenie dał Patryk Romanowski. Zieloni znaleźli się w ekstremalnie trudnym położeniu tym bardziej, że Olimpia Grudziądz prowadziła w Szczecinie. Resovia Rzeszów walczyła o życie jak tylko mogła i widać to było w każdym elemencie gry. Goście kradli każdą możliwą sekundę, leżąc na boisku, ile tylko się dało i schodząc z boiska najdłużej jak mogli. Po ich stronie nie brakowało także brudnych zagrań, by maksymalnie utrudnić Zielonym powrót do rywalizacji.
Podopieczni trenera Tokarczyka walczyli jak tylko mogli o to, by uniknąć baraży. Ostatnie dziesięć minut przebiegało w pełni pod dyktando Warty Poznań, a w 89. minucie spotkania tylko ogromne szczęście uchroniło Rzeszowian przed stratą bramki. Gospodarze wyjątkowo mocno naciskali na rywali, którzy chcieli tylko dotrwać do końca za wszelką cenę. Zieloni próbowali w pojedynkę przesądzać o przebiegu spotkania, ale nie byli w stanie czegokolwiek wskórać. Rajdy Walusia czy Stefaniaka były szybko powstrzymywane, a Michał Smoczyński nie dawał rady wygrywać walki o pozycję.
Finalnie to dopiero Dmytro Avdieiev przesądził o zwycięskim remisie dla Zielonych wykorzystując dośrodkowanie w pole karne. Ukrainiec dokonał tego na 120 sekund przed końcem doliczonego czasu gry i sprawił, że Zieloni po dramatycznych chwilach awansowali do Betclic 1. ligi. Atmosfery na trybunach po golu stopera nie da się opisać słowami.
Warta Poznań - Resovia Rzeszów 2:2 (1:1)
Gole: Stefaniak 45., Avdieiev 95. - Warta - Bałdyga 43., Romanowski 70. - Resovia
Warta: Przybylak - Lepczyński, Michalski, Avdieiev - Rychert, Kumoch, Steblecki (Niedzielski 62.), Stefaniak - Kusztal, Waluś - Stanek (Smoczyński 43.)
Resovia: Kwiatek - Banach, Szymocha (Romanowski 51.), Małachowski, Bałdyga, Zimnicki, Grasza, Ciszewski, Rębisz, Geniec, Jaroch (Matusek 79.).
Kartki: Lepczyński 13., Stanek 25., Michalski 75. - Warta - Banach 43., Geniec 63., Grasza 73., Kwiatek 90.- Resovia
Sędziował: Łukasz Karski (Słupsk)
Komentarze (0)