Kontuzja wykluczyła go w istotnym momencie. "Poprzedni sezon odciąłem grubą kreską"
To na pewno ważny moment dla ciebie, czyli powrót po kontuzji, której doznałeś w trakcie zimowego obozu. Jak się czujesz? Jak oceniasz początek przygotowań w waszym wykonaniu?
Trenujemy ciężko. Sparing liczy się też jako jednostka treningowa, więc przed meczami nie jest lżej, mieliśmy też normalne treningi. Wyniki bardzo pozytywne. Jeżeli chodzi o moją osobę, to czułem się dobrze. Z Miedzią było trochę gorzej, bo to pierwszy mecz po dłuższej przerwie, ale w drugim już czułem się dużo, dużo lepiej, więc myślę, że wracam na dobre tory.
Będziesz w pełni gotowy na start nowego sezonu?
Myślę, że tak. Dlatego już trenuję od początku okresu przygotowawczego. Mam nadzieję być do dyspozycji trenera przez cały ten czas. Powinno się udać.
W Zagłębiu jeszcze nie miałeś takiej przerwy, jak ostatnio. Czy ten moment, w którym doznałeś urazu, był dla ciebie wyjątkowo dołujący?
Na początku byłem bardziej zły niż smutny, ale to dosyć szybko minęło. Nastawiłem się po prostu na pracę i prawidłową rekonwalescencję. To się udało, wróciłem, aczkolwiek przydarzyło się jeszcze coś, co mnie wykluczyło już do końca sezonu. Mam nadzieję, że teraz już wszystko pod kontrolą. To złośliwość rzeczy martwych i nie ma co się na to obrażać tylko trzeba po prostu reagować.
Wiosną faktycznie byłeś przez chwilę do dyspozycji trenera i to w momencie, gdy straciliście trochę punktów. Dlaczego wtedy nie udało się wrócić na boisko?
Wróciłem do treningów z zespołem, ale to też nie jest tak, że po takiej przerwie czujesz się świetnie. Nie było też sensu pewnie czegoś zmieniać. Nie wydaje mi się, żeby trener mógł powiedzieć: "dobra, na pewno jak wskoczysz, to przewyższysz innych poziomem". Gdy zespół złapie na przykład cięższy moment, to ciężko być taką wyróżniającą się postacią, która może odmienić losy meczu. Szczególnie, gdy jesteś środkowym obrońcą.
Jak oceniłbyś ze swojej perspektywy tę rundę i co twoim zdaniem nie zagrało w końcówce? W dziesięciu ostatnich spotkaniach odnieśliście tylko dwa zwycięstwa.
Nie ukrywam, że ten poprzedni sezon odciąłem grubą kreską. Na pewno mieliśmy też sporo szczęścia wcześniej, a ten procent szczęścia musi być na równi. Jak da ci teraz, to kiedyś ci to zabierze. Pamiętam mecz z Koroną Kielce, który wygraliśmy po dwóch golach w końcówce. Jeden z autu na pewno. No tam było dużo szczęścia, więc potem też dopadł nas pech.
Narastające oczekiwania mogły mieć na to wpływ? Byliście jednak przez moment liderem, którego nikt się nie spodziewał.
Nam to tylko pomagało. Jak walczysz o mistrza z pozycji underdoga, zawsze jest trochę łatwiej. W teorii nie masz takiej dużej presji, jak na przykład Lech, który od początku okresu przygotowawczego zakłada sobie, że jest mistrz albo nic. Są momenty, gdy wpadasz w jakiś dołek i ważne jest, jak szybko się wygrzebiesz. Nam nie udało się na tyle wygrzebać, żebyśmy po prostu zagrali w pucharach. Żałuję, bo bardzo długo tutaj tego nie było. Kibice już dosyć długo na to czekają.
Ty z pewnością też na to czekasz. W Warcie byliście o włos od gry w Europie.
Tak, to prawda. Aczkolwiek w Warcie miałem większą kontrolę nad tym, bo tam grałem cały czas.
fot. Tomasz Folta
Ekstraklasa już nie odstaje na rynku. "Nie pluję sobię w brodę, że nie wyjechałem"
Czujesz się jednym z lepszych na swojej pozycji?
Staram się nie porównywać i skupiać na tym, co jest tu i teraz. Chociaż mam w pamięci jednak taki sezon, gdzie strzeliłem cztery bramki, a w zasadzie sześć, ale dwie miałem anulowane. To było chyba dwa albo trzy lata temu. Czuję się bardziej pewny siebie. Dorosłem, tu pracuję z psychologiem, bardziej wiem, jak dbać o siebie, znam lepiej swój organizm. Mam wrażenie, że to może iść tylko w lepszą stronę.
W pewnym momencie mogłeś wyjechać za granicę, a jednak się nie udało. Z perspektywy czasu żałujesz?
Miałem okazję, aczkolwiek jak sam widzisz, polska liga staje się coraz lepsza. Ten poziom jest naprawdę wysoki. Przychodzą coraz lepsi piłkarze, którzy zarabiają coraz więcej pieniędzy. Nagle się okazuje, że do Widzewa przychodzi pan Dobrzycki, Korona ma bogatego właściciela. Więcej zespołów zaczyna sprowadzać coraz lepszych piłkarzy i dzieje się już tak, że to piłkarze zza granicy chcą przyjeżdżać tutaj. Wiadomo, że przygoda za granicą mogłaby być bardzo fajna, ale nie pluję sobie w brodę przez to, że nie wyjechałem.
Zagłębie wydaje się być klubem, do którego chętnie trafiają też młodzi zawodnicy. Trener Ojrzyński nie boi się postawić na młodzieżowców.
Nie boi się, ale przede wszystkim oni coś dają, coś wnoszą do tego zespołu. Stawiać na młodych to nie jest problem. Tutaj w Zagłębiu naprawdę młodzi zawodnicy odwdzięczają się grą i to jest super. Świetnie się patrzy, jak oni na przykład z roku na rok się budują. Super patrzyło się na Filipa Kocabę. Masz takie porównanie - tego, co było na początku, potem poszedł na wypożyczenie, wraca po roku i ty widzisz, że to jest totalnie inny zawodnik.
Na pewno jednym z największych talentów w zespole jest Marcel Reguła. Jakbyś scharakteryzował tego piłkarza?
Porównałbym go w kontekście warunków fizycznych do Mateusza Żukowskiego. To po prostu taki potwór wydolnościowy. On będzie pracował cały mecz, taki pitbull (śmiech), a to jest super. W dodatku jest dobry technicznie, szybki. Potencjał ma niesamowity, a co z nim zrobi, to już jego sprawa.
Będąc w Warcie powiedziałeś kiedyś, że cieszysz się z tego, że nie jesteś właśnie taką perełką...
Wtedy powiedzieć, że byłem słaby, to nic nie powiedzieć. To było bardziej w tę stronę (śmiech).
Zgodzisz się z tym, że to bezpieczne dla młodego piłkarza, gdy wokół niego nie ma tak dużego szumu?
To zależy, bo możesz mieć ciężej, by coś osiągnąć. Patrząc ze swojej perspektywy, rozdzielam te ścieżki rozwoju u młodych zawodników. W Zagłębiu jest akademia, w której czasami jesteś w stanie dosyć szybko przejść do seniorów. Najpierw do rezerw, a tam gdy strzelisz np. dziesięć bramek, to już przychodzisz na jeden, drugi trening z seniorami i dotykasz tej Ekstraklasy. Ogólnie z perspektywy drugiego zespołu widzisz za moment Ekstraklasę. Ja trenując w juniorach widziałem trzecią ligę. Chłopacy tutaj mają bursę, świetne posiłki, trenerów na każdej pozycji, treningi taktyczne. Mogą już ukierunkować swoją karierę, a ja nie miałem jak do tego podejść w ten sposób. W ich wieku chciałem tak naprawdę skończyć szkołę i zobaczyć, co będzie dalej. Kocham piłkę, ale nie było to wtedy oczywiste, że będę w nią grał. Jak byłem w ostatnim roczniku juniorskim, to rozmawialiśmy o przyszłości z chłopakami. Wiesz, jeden chciał do wojska, drugi planował, że zacznie robić coś swojego. Ja mówiłem, że jak będę grał w trzeciej lidze, to będzie dla mnie top.
A gdyby nie udało się grać w piłkę, kim byś dzisiaj był?
Nie mam pojęcia.
fot. Tomasz Folta
Świadomie odszedł z Warty Poznań. "Czułem się po prostu zbyt komfortowo"
Jesteśmy w momencie, gdy to się jednak spełniło. Ale nie od razu dostałeś swoją szansę w Warcie.
Po zakończeniu liceum, w trójkę zostaliśmy zaproszeni na trening z pierwszym zespołem Warty, za trenera Nemca w pierwszej lidze i cały okres przygotowawczy przetrenowałem w tej pierwszej lidze. Tylko oni zaczęli grać - jeden mecz, zaraz drugi. A ja to mogłem sobie trenować bez żadnej umowy i to wyglądało średnio. Udało się ogarnąć rezerwy Miedzi. Po sezonie spędzonym w Legnicy miałem opcję, by zostać tam i trenować z pierwszym zespołem, też w pierwszej lidze, albo wrócić do Warty z czystą kartą, u nowego trenera, z nowym dyrektorem sportowym. Wybór był dla mnie bardzo prosty.
Wybrałeś powrót do Poznania.
Miałem na pewno dużo większe szanse na grę. Oczywiście, większe aspiracje były w Legnicy, bo Miedź zakładała, że walczy o Ekstraklasę, a Warta niekoniecznie. Tak się jednak złożyło, że tu przyszedł Łukasz Trałka, zaczęliśmy wygrywać mecze i śmialiśmy się w pewnym momencie, że trzeba zacząć rozmawiać o tym, co by było w kontekście awansu. To były takie żarty, a my potem zamieniliśmy ten żart w sukces.
Jak wspominasz ten pamiętny sezon? Poza boiskiem nic nie sprzyjało temu, by odnieść taki sukces.
Tak. Przebieraliśmy się w tym starym budynku, gdzie tak naprawdę pod koniec września, musiałeś od razu zakładać dres i ortalion, bo było tak zimno w środku. Jeszcze na hali z takimi starymi materacami... śmiesznie było.
To cię dużo nauczyło jako piłkarza? Wielu młodych chłopaków ma dzisiaj zdecydowanie inne warunki.
Jak nie masz dużo, to nie wiesz co tracisz, bo to dla ciebie normalność. Tam byli przede wszystkim ludzie, którzy byli bardzo dobrzy. Nie było wielkich gwiazd. Nie było osób, które się wywyższały. Wszyscy ludzie byli tak zżyci, że to wyglądało jak jedna wielka rodzina. Jeszcze biorąc pod uwagę, że oni awansowali wcześniej z trzeciej ligi do drugiej, a z drugiej do pierwszej i ten trzon był cały czas taki sam, to też dużo świadczy o tym, prawda? Mając wokół siebie takich ludzi, po prostu ciężko wyrosnąć na jakiegoś dzbana.
Masz do dzisiaj kontakt z trenerem Piotrem Tworkiem?
Kontaktu nie mamy, ale bardzo dobrze go wspominam. Wiem, że jakbym zadzwonił, to by ode mnie odebrał.
Wymieniłbyś go w czołówce trenerów, z którymi pracowałeś?
Nie chciałbym klasyfikować trenerów, ale zaznaczyć po prostu, że trener Tworek dał mi szansę, którą wydaje mi się, że wykorzystałem i za to jestem mu wdzięczny. Miał odwagę, żeby wrzucić do składu chłopaka, który sezon wcześniej ledwo się utrzymał w trzeciej lidze. Nie podejmował decyzji z przesunięciem szóstki na środek obrony, gdzie takie sytuacje się zdarzają. Zaryzykował, a też myślę, że mu się to zwróciło.
O swoim odejściu z Warty powiedziałeś, że czułeś się po prostu zbyt komfortowo. Dlaczego?
Obrońców w pierwszej lidze było trzech. Bartek Kieliba, Tomek Boczek i ja. Przed sezonem odszedł akurat Mateusz Bodzioch. Wtedy też istniał ten przepis o młodzieżowcu, a pamiętam, że właśnie pojawił się pomysł w Warcie na to, żeby młodzieżowcem był skrzydłowy. No więc byli jeszcze Kuba Apolinarski, Karol Gardzielewicz, był Wiktor Długosz. Zacząłem na tyle dobrze grać, że nagle to ja byłem naturalnym wyborem młodzieżowca. Czułem to zaufanie trenera Tworka. Jeszcze jako młody chłopak, który nie przechodził przez akademię, przez jakieś systemy szkolenia. Raczej taki, który może tam czegoś nie umiał, ale głowę wsadził, pobiegł za kogoś. Wiadomo, że u każdego przyjdzie gorszy moment. Zagrasz jeden, drugi, trzeci gorszy mecz i ja czułem po prostu, że jak zagram taką serię gorszych meczów, to trener Tworek nagle mnie nie wsadzi do szafy na rok, nie odsunie, tylko będę miał to zaufanie dalej. Potem po awansie przyszedł Robert Ivanov, ale Bartek Kieliba borykał się z kontuzjami.
Czyli nie miałeś konkurencji.
No właśnie o to chodzi. Pamiętam taką sytuację, że średnio się czułem. Nie byłem w formie, ale wiedziałem, że i tak będę grał. Potrzebowałem zmiany, a Zagłębie to był taki zespół, który zawsze walczył o wyższe cele niż Warta.
No jednak pierwszy sezon po twoim transferze zakończyliście nawet niżej w tabeli od Zielonych.
Tak, przyszedł wtedy trener Szulczek. W Warcie był powiew świeżości, spojrzenia typowo taktycznego. Na koniec jednak w Zagłębiu masz piłkarzy bardziej doświadczonych wokół siebie. Właśnie pod tym kątem mówiłem, że było mi za wygodnie, bo tu nagle ta rywalizacja była większa. Przychodząc do Zagłębia zagrałem dwa mecze, a potem na kolejne tygodnie ławka. Takie były początki. Zupełnie nowa sytuacja dla mnie, ale uważam, że była bardzo potrzebna.
Od kogo najwięcej czerpałeś w Warcie?
Miałem super przykład Bartka Kieliby na mojej pozycji. To nie tylko dobry piłkarz, ale przede wszystkim świetny człowiek, z którym mam kontakt do dzisiaj. Potem był Robert Ivanov - bardzo techniczny piłkarz, z którym też dobrze się trzymałem. To już są dwie różne strony tej pozycji. Charakterny, waleczny i też finezyjny.
Wiem, że lubisz taki nowoczesny styl gry u obrońców.
Tak, ale też uważam, że bardzo ważna jest ta sztuka bronienia. Czasami się o tym zapomina. Mamy obrońców, którzy są fajni w wyprowadzeniu piłki do przodu, ale nie wrócą. Obrońca musi lubić bronić i tak będzie zawsze.
Długo zajęło ci, by nauczyć się gry na tej pozycji? Pierwsze kroki stawiałeś jako napastnik.
Mówimy o takim wieku np. siedem lat. Wiadomo, to się później kształtuje. Na początku jej nienawidziłem, ale do tej pory już się przyzwyczaiłem.
fot. wartapoznan.pl
Śledziłeś z pewnością poczynania Warty, mogliśmy się nawet zobaczyć w tym sezonie w Ogródku. Trudno nie odnieść wrażenia, że w tym klubie sukces rodzi się w bólach. Sięgnęli po awans, gdy sytuacja była trudna i nikt się tego po nich nie spodziewał. Jakie są twoje spostrzeżenia, już w roli kibica?
Wyglądało to podobnie do naszego sezonu, kiedy awansowaliśmy. Tak jak powiedziałeś, ten sukces Warty rodzi się w bólach i myślę, że to takie warciańskie DNA. Nawet teraz awansowali, przebierając się w barakach. Złapali nawet takie hasło "chłopaki z baraków". To jest super, że oni mogą się chwycić takiej rzeczy, która ich utożsamia i scala. Z punktu kibicowskiego, bardzo się cieszę, że awansowali, a co będzie? Wszystko w ich nogach.
Żegnając się z Wartą wspomniałeś, że ten klub zawsze będzie częścią ciebie. Wyobrażasz sobie jeszcze wystąpić w zielonych barwach?
W idealnym świecie - mój przedostatni rok będzie w Warcie, a ostatni w Mosinie.
Z Wartą ponownie w Ekstraklasie?
Tak, a z KS Mosina w trzeciej lidze.
Wciąż jesteś młodym zawodnikiem. Można powiedzieć, że w tym "najlepszym wieku dla piłkarza". Myślisz jednak o tym, jak będzie wyglądała twoja przyszłość po zakończeniu kariery?
Na pewno nie przy piłce (śmiech). Nie w takim bezpośrednim znaczeniu. Kręci mnie np. bycie trenerem motorycznym. Już parę dobrych lat trenuję z Józefem Napierałą i to jaką pracę on wykonuje, to jest dla mnie po prostu top. To mi się bardzo podoba.
Komentarze (0)