Warta podarowała prezenty rywalom pod własną bramką
Początek spotkania przebiegał raczej ze wskazaniem na drużynę prowadzoną przez trenera Macieja Tokarczyka. Odra Opole postawiła na grę w średnim pressingu i kompaktowe ustawienie w defensywie, zmuszając Wartę Poznań do przejęcia inicjatywy w sobotnim meczu. W pierwszych minutach Zieloni szukali swoich szans po atakach między liniami, szybkim rozegraniu na małej przestrzeni i indywidualnych wejściach w pole karne. W 11. minucie mieli nawet doskonałą szansę na wyjście na prowadzenie, ale w sytuacji sam na sam znakomicie zachował się bramkarz Opola.
Niewykorzystane okazje lubią się mścić i to powiedzenie znalazło swoje potwierdzenie ledwie 120 sekund później. Gospodarze wyprowadzili jedną z pierwszych, groźnych akcji lewym skrzydłem, a po dośrodkowaniu Filipa Kupczyka Arkadiusz Najemski niefortunnie wpakował piłkę do własnej siatki, chcąc zażegnać niebezpieczeństwo. Po tamtej sytuacji zespół Odry Opole poczuł krew, starając się podejść wyżej w pressingu i śmielej atakować bramkę rywali.
Zieloni natomiast kontynuowali swój plan na mecz. W 18. minucie znów w sytuacji prawieże sam na sam pomylił się natomiast Mateusz Stanek. Warciarze sprawiali gospodarzom ogromne problemy po małych grach na boku boiska lub długich podaniach na dobieg między liniami, które penetrowały pole karne Odry Opole. Efektów jednak nie było ze względu na to, że nie domagała albo faza finalizacji albo ostatnie dotknięcie w rozegraniu w trzeciej tercji. Warta przeważała w posiadaniu, ale niewiele z tego wynikało.
Drużyna trenera Łukasza Tomczyka również tworzyła sobie groźne okazje głównie po dośrodkowaniach oraz stałych fragmentach gry. To właśnie w taki sposób zdobyła gola na 2:0, kiedy to w trakcie pojedynku z Michałem Feliksem zawiódł Kacper Lepczyński. Stoper w 40. minucie nie przypilnował swojego rywala w polu karnym, a ten bez problemu pokonał Leo Przybylaka.
Odra Opole zapewniła sobie maksymalnie komfortowe warunki w meczu, a szanse Warty Poznań na powrót do gry stały się bardzo niewielkie. Zieloni delikatnie rzecz ujmując nie zachwycali skutecznością pod bramką Halucha, a bez tego nie było co marzyć choćby o jednym punkcie. Szczególnie, że gospodarze potrafili dodatkowo zdobywać gole praktycznie z niczego.
Wejście smoka nic nie dało. Odra obróciła atut Warty w słabość
Po wznowieniu gry Warta Poznań miała problem z uzyskaniem wyraźnej kontroli nad spotkaniem. Odra Opole zaczęła grać nieco odważniej w pressingu, co mogło zaskakiwać biorąc pod uwagę dobry wynik gospodarzy. Zielonym towarzyszyło dużo trudności nie tylko przy wypracowywaniu akcji, ale też przy samym szukaniu przestrzeni do uspokojenia gry. Beniaminek zaskakująco szybko tracił posiadanie po niecelnych dalekich podaniach czy wybiciach od bramkarza.
Warta Poznań, tak samo jak Odra w pierwszej połowie, skorzystała na niesprzyjających dla siebie okolicznościach. Trener Maciej Tokarczyk popisał się kapitalnym nosem do zmian, bowiem wprowadzony przez niego Patryk Kusztal, niczym Karol Delikat przeciwko Klaksvik, zdobył swojego pierwszego gola w tym meczu kilkadziesiąt sekund po tym, gdy wszedł na boisko. Młody piłkarz zaprezentował fantastyczne wykończenie już przy swoim pierwszym kontakcie z futbolówką.
Podrażniona Odra Opola odpowiedziała jednak błyskawicznie na stratę gola, bo w 63. minucie spotkania Leo Przybylaka pokonał po raz trzeci tym razem Piroch. Gospodarze jakżeby inaczej stracili gola po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry. Ewidentnie centry w pole karne i pojedynki pod bramką stanowiły dziś piętę achillesową obrońców przyjezdnych. Zieloni natomiast znajdowali się na przeciwnym biegunie, jeśli chodzi o skuteczność. Wartę momentami przyjemnie się oglądało w rozegraniu, ale przy wyniku 1:3 był to w istocie plaster na ropiejącą ranę.
W ostatnim kwadransie mecz zrobił się przewidywalny: Warta Poznań próbowała szarpać w ofensywie, ale żelazna kotara Odry Opole zawsze opadała Zielonym tuż przed nosem. Na domiar złego od 78. do 83. minuty przyjezdni musieli grać w dziesiątkę, bo z powodu chwilowych problemów zdrowotnych zszedł Dmytro Avdeev, a trener Tokarczyk wykorzystał wcześniej limit zmian.
Był to dowód na to, że w dzisiejszym spotkaniu wszystko było przeciwko Warcie Poznań. Zieloni po prostu nie potrafili przezwyciężyć swoich słabości, które były widoczne gołym okiem. Plusem w zaistniałej sytuacji było jednak to, że goście nawet na sekundę nie zwiesili głów aż do ostatniego gwizdka.
Odra Opole - Warta Poznań 3:1 (2:0)
Gole: Najemski (sam.) 13., Feliks 40., Piroch 63. - Odra - Kusztal 56. - Warta
Warta: Przybylak - Lepczyński, Najemski (Azatskyi 71.), Avdieiev - Apolinarski, Łysiak, Niedzielski, Stefaniak - Kendzia (Młynarczyk 60.), Wołczek - Stanek (Smoczyński 60.).
Odra: Haluch - Pingot, Piroch (Cassio 67.), Mijosković - Kupczyk (Spychała 67.), Scalet, Liber (Perez 61.), Biedrzycki - Szysz (Staś 61.), Gajda - Feliks (Spacil 75.).
Żółte kartki: Piroch 1., Mijusković 31., Scalet 61., Perez 83. - Odra - Apolinarski 23., Stanek 30. - Warta
Sędziował: Albert Różycki (Łódź)
Komentarze (0)