Warta nie dała Lechii najmniejszych szans. Gdańszczanie zostali w porcie
Choć Lechia Gdańsk pozornie mogła uchodzić za faworyta w starciu z beniaminkiem Betclic 1. ligi, to ostatecznie Warta Poznań od początku przejęła pełną kontrolę nad sytuacją na boisku. Już w 5. minucie goście mieli pierwszą rewelacyjną okazję do wyjścia na prowadzenie, ale Jakub Kendzia zaliczył nieprawdopodobne pudło z kilku metrów, stojąc przodem do pustej bramki. Pressing podopiecznych Macieja Tokarczyka zdawał egzamin i to Lechia w pierwszych minutach wyglądała jakby przed chwilą weszła na zaplecze Ekstraklasy z 2. ligi.
Dyspozycja Zielonych zdecydowanie mogła się podobać kibicom z Poznania. Warciarze nie dość, że skrajnie ograniczali rozegranie swoim oponentom, to na dodatek szybko i bardzo inteligentnie operowali piłką. Lechia musiała bronić się w niskim bloku, przyjmując raz za razem kolejne ciosy ze strony gości. Piłkarze z Gdańska nie byli w stanie ominąć agresywnego, bardzo wysokiego pressingu rywali. Nieuniknione odwlekali tylko do 13. minuty. Wtedy to do siatki wreszcie trafił Mateusz Stanek, notując drugiego gola w drugim meczu z rzędu.
Warta Poznań objęła zasłużone prowadzenie, a bramka na wagę prowadzenia tylko dodała piłkarzom animuszu. Przyjezdni zamykali przestrzenie na boiskuna tyle dobrze, że gospodarze nie umieli wyprowadzić żadnego ataku, który nie wymagałby dalekiego przerzutu do przodu. Zazwyczaj piłka padała wtedy łatwym łupem warciarzy. Lechia była kompletnie odcięta i bezradna, a zespół trenera Vladyslava Lupashki wpadł w jeszcze większe tarapaty w 22. minucie po faulu Madeja na Stanku w polu karnym. Do piłki podszedł Marcel Stefaniak i nie dał szans Szymonowi Weirauchowi.
Po zdobyciu drugiej bramki Warta Poznań zdjęła stopę z gazu w ofensywie, skupiając się głównie na przeszkadzaniu rywalom. Nawet, gdy była mniej konkretna w kontekście strzałów czy budowaniu akcji w ataku i tak skrzywdziła przeciwników. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w pole karne Szymon Weirauch niefortunnie wypuścił piłkę z rąk, a Arkadiusz Najemski popisał się instynktem rasowego napastnika. Środkowy obrońca przelobował zarówno golkipera jak i Wojciecha Madeja, doprowadzając do wyniku 3:0, który w pełni odzwierciedlał niemoc Lechii w pierwszej połowie.
Warta zdała testy gry w defensywie. Wysiłki Maeny na nic się zdały
Warta mogła zacząć drugą połowę z hukiem, ale Jakub Kendzia znów pomylił się w kuriozalny sposób w bardzo dogodnej sytuacji. Okręt przyjezdnych dostawał dużego wiatru w żagle natomiast Lechia nabierała coraz więcej wody. Zieloni pokazywali, że dzięki znakomitemu przygotowaniu fizycznemu i dyscyplinie taktycznej mogą bez większych problemów trzymać rękę na pulsie. Kibice mogli narzekać w zasadzie tylko na brak konkretów w kontekście strzałów na bramkę.
Jakub Kendzia i Jakub Apolinarski najbardziej zwiększali szanse swojej drużyny na wyższe prowadzenie. Niestety, w przypadku pierwszego zawodziła finalizacja, a u drugiego koledzy po prostu nie potrafili zrobić użytku z jego świetnych dograń. Nie miało to jednak większego znaczenia, biorąc pod uwagę skalę prowadzenia Zielonych. Podopieczni Macieja Tokarczyka swoich okazji szukali najbardziej po inteligentnych podaniach, wypuszczających najszybszych graczy między liniami formacji Gdańszczan.
Lechia natomiast rozochociła się w ataku pozycyjnym, korzystając na głębszym ustawieniu Warty Poznań w niskim bloku obronnym. Camilo Maena i Tomasz Neugebaur próbowali wskrzeszać nadzieje swoich kibiców na powrót do rywalizacji, ale utalentowane jednostki nie wystarczały, by rozbijać zgraną defensywę Zielonych. Lechia, owszem, potrafiła przyszpilić rywali, ale wzajemne zrozumienie Poznaniaków na boisku oraz ofiarne interwencje minimalizowały szanse choćby na gola honorowego.
O ile pierwsza połowa przebiegała pod znakiem świetnie dysponowanego ataku Warty, tak ostatnie 30 minut meczu przyniosło test szczelności defensywy gości. Podopieczni Macieja Tokarczyka zdali go na wysoką notę, pokazując, że w sprzyjających warunkach meczowych potrafią prezentować się tam bez zarzutu na pełnym spokoju. Statkiem Zielonych nieco bujało, ale koniec końców bez większych perturbacji zawinął do doków wyławiając w Gdańsku pewne trzy punkty. Trener ma prawo być dumny ze swoich podopiecznych: pokazali oni, co to znaczy "dobry zespół".
Lechia Gdańsk - Warta Poznań 0:3 (0:3)
Gole: Stanek 13., Stefaniak 22., Najemski 36. - Warta
Lechia: Weirauch - Wójtowicz, Madej, Ziółkowski, Rogoz (Kapić 46.)- Bambecki, Neugebauer, Górski (Mena, Zhelizko - Adkonis (Krawcewicz 88.), Szczerbiński (Danielewski 78.).
Warta: Przybylak - Avdieiev, Azatskyi, Najemski (Lepczyński 69.) - Apolinarski, Niedzielski, Łysiak (Steblecki 76.), Stefaniak - Wołczek (Kusztal 46.), Kendzia (Młynarczyk 69.) - Stanek (Smoczyński 69.)
Kartki: Madej 21. - Lechia - Wołczek 15., Najemski 50. - Warta
Sędziował: Damian Krumplewski (Mrągowo)
Komentarze (0)