Enea AZS zaczęła finały bardzo obiecująco. UMCS szybko jednak ostudził zapędy rywalek
Koszykarki AZS-u UMCS-u już na początku spotkania uświadomiły Poznaniankom, że ich wysokie koszykarki nie będą miały łatwego zadania w ataku. Obrończynie gospodyń skutecznie wypychały najsilniejsze zawodniczki spod własnej obręczy i zmuszały je do częstszej gry w okolicach obwodu. Zawodniczki Enei AZS Politechniki dobrze sobie jednak radziły nawet w tych warunkach, punktując z półdystansu za sprawą znakomitych akcji Brittany Brown. Świetnie dysponowaną Amerykankę wspierała też wydatnie Aleksandra Pszczolarska, której rzuty były nieodzowne w trudnych momentach.
To jednak Lublinianki prowadziły przez większość pierwszej kwarty. Siła fizyczna Gatling, Borkowskiej czy Stanković pozwalała UMCS-owi na względnie łatwe rzuty z okolic "trumny". Początkowe dziesięć minut było w istocie zderzeniem dwóch różnych stylów gry, a skuteczność obu zespołów sprawiała, że finalistki nie odstępowały siebie na krok. To jednak zespół trenera Szawarskiego musiał uznać nieznaczną wyższość przeciwniczek przy wyniku 25:26. Gdyby jednak Enei AZS nie zdarzył się jeden niefortunny faul w ostatnich sekundach rywalizacji, oba kluby odnotowałyby remis.
Pierwsze minuty drugiej kwarty zaczęły się problematycznie dla gościń. Rzuty z półdystansu przestały wpadać tak często, a na domiar złego Carter i Hank nie dawały rady się przebić pod obręcz koszykarek UMCS-u. Obecność dwóch wież w postaci Borkowskiej i Stanković gasiły zapędy wysokich zawodniczek Enei AZS Politechniki choć te potrafiły sobie dobrze radzić w defensywie przy zbiórkach. Wojciech Szawarski musiał na bieżąco, intensywnie szukać rozwiązań szczególnie, że rywalki nie próżnowały także w ofensywie.
Borkowska i Stanković poważnie dawały się we znaki pod obręczą Poznanianek. W dodatku gospodynie mogły liczyć nie tylko na dynamiczne wejścia Robbi Ryan, ale także na trójki Brooque Williams, które w pewnym momencie zwiększyły przewagę do dziesięciu oczek. Przyjezdne musiały być praktycznie nieomylne w swoich sytuacjach choć i tak było ich niewiele. Lublinianki miały patent na każde zagranie koszykarek Enei AZS Politechniki, którym punkty mogła zagwarantować nieomylność w niezwykle wymagających akcjach. Poznanianki z biegiem czasu słabły jednak w oczach mimo pojedynczych zrywów Carter, Hank i Pszczolarskiej, a wynik 51:36 do przerwy dobitnie to pokazywał.
Poznanianki tanio skóry nie sprzedały. Znakomita końcówka przyjezdnych
Po powrocie na parkiet Enea AZS Politechnika zapętlała się w błędach. Koszykarki biły głową w mur nie mogąc się przedrzeć przez znakomitą obronę AZS UMCS-u Lublin, a przerzucanie niemal pełnej odpowiedzialności za ataki na Brittany Brown nie pomagało. Poznanianki przez osiem minut nie zdobyły choćby punktu, a jakby tego było mało gubiły się także w defensywie. Gospodynie zbyt łatwo dochodziły do klarownych sytuacji rzutowych pod koszem za pomocą zaledwie kilku podań. Comeback podopiecznych trenera Szawarskiego utrudniały także kolejne faule.
W połowie trzeciej kwarty Enea AZS przegrywała aż 20 punktami różnicy i praktycznie nie potrafiła zaskoczyć przeciwniczek w ataku. Przyjezdne pudłowały zarówno rzuty z półdystansu jak również lay-upy. Momentami wyglądało to tak jakby akademiczki obawiały się silnych fizycznie przeciwniczek, nie mogąc znaleźć luki w ich systemie. Przebudzenie nadeszło jednak na szczęście w ostatnich minutach kwarty za sprawą kapitalnych trójek Popović i Pszczolarskiej, które w mgnieniu oka zbiły ogromną przewagę przeciwniczek. Do spółki doprowadziły one do wyniku 47:62.
Na początku ostatniej fazy meczu tryby machiny trenera Karola Kowalewskiego zaczęły się zacierać w ofensywie. Obręcz przestała słuchać gospodyń przy ich rzutach z półdystansu, ale mimo to Enea AZS Politechniki nie była w stanie tego wykorzystać. Poznaniankom nie można było odmówić zaangażowania, woli walki i intensywności, ale przewaga wypracowana przez rywalki z drugiej kwarty wystarczyła do zachowania kontroli nad spotkaniem. Obie ekipy punktowo szły na równi i znów powróciły do systemu, w którym Poznanianki na agresywne, podkoszowe akcje Lublinianek, odpowiadały swoimi rzutami z wysokoku.
Enea AZS Politechnika przegrała pierwszy mecz finałów, ale mimo to młode koszykarki miały powody do dumy. Fenomenalnie dysponowana w końcówce była nie tylko Aleksandra Pszczolarska, lecz również Dominika Puzio i Natalia Rutkowska, które dokładały od siebie dużo intensywności oraz co ważne punkty. Akademiczki niespodziewanie w ostatnich minutach wgniotły pedał gazu w ziemię i zbiły różnicę punktów na minutę przed końcem nawet do... dziesięciu oczek! Na strachu UMCS-u się jednak tylko skończyło, a Enea zakończyła pierwsze starcie z wynikiem 76:68.
Lotto AZS UMCS Lublin - Enea AZS Politechnika Poznań 76:68 (26:25, 25:11, 11:11, 14:19)
UMCS: Williams (13 punktów, 4 asysty), Morawiec (1 asysta), Wojtala (4 punkty, 1 zbiórka, 2 asysty), Stanković (8 punktów, 5 zbiórek, 5 asyst), Borkowska (19 punktów, 11 zbiórek, 4 asysty), Ryan (15 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty), Gatling (8 punkty, 3 zbiórki), Ullmann (1 punkt, 2 zbiórki), Wnorowska (8 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty)
Enea: Popović (15 punktów, 1 zbiórka, 1 asysta), Brown (13 punktów, 5 zbiórek, 9 asyst), Piasecka (3 punkty, 4 zbiórki), Carter (7 punktów, 4 zbiórki), Hank (2 punkty, 5 zbiórek), Pszczolarska (20 punktów, 2 zbiórki), Haegenbarth (2 punkty, 3 zbiórki, 3 asysty), Kośla (3 zbiórki, 1 asysta), Puzio (3 punkty), Rutkowska (6 punktów, 6 zbiórek, 1 asysta).
Komentarze (0)