Enea Basket Poznań wykorzystała słabości Polonii. Gospodarze zdołali jednak wyczuć moment
Enea Basket Poznań i Polonia Leszno ewidentnie pokazywały kibicom, że o zwycięstwie w dzisiejszym meczu będą decydować udane akcje pod koszem po obu stronach parkietu. Jedni i drudzy starali się budować przewagę w oparciu o szalone, bardzo odważne akcje po layupach, ale to rzuty trzypunktowe zaczęły robić różnicę w początkowej fazie meczu. O ile przez pierwsze cztery minuty rywalizacja była bardzo wyrównana, o tyle, gdy rozrzucali się Blanton, Stankowski, a nawet Rompa, ekipa trenera Edmundsa Valeiki wreszcie odjechała gospodarzom wynikiem 9:15.
Przyjezdni dyktowali rywalom naprawdę trudne warunki pod koszem. Fofana i Mitchell nie mieli wcale łatwo w pojedynkach przeciwko obrońcom Enei Basket Poznań, którzy nie dawali się nabierać na ich crossovery czy zwody ciałem. Największą różnicę w ataku robił zdecydowanie Adrian Bogucki, który ratował drużynie wynik poprzez swoje zbiórki, dobitki czy rzuty osobiste. Na dwie minuty przed końcem pierwszej kwarty Polonia Leszno zdołała jednak wyjść 29:27 na prowadzenie, ale tylko dzięki ewidentnym błędom indywidualnym Poznaniaków.
Po powrocie na parkiet gospodarze zaczęli agresywniej atakować obręcz i wymuszać błędy na koszykarzach Enei Basket Poznań. Do gry wkroczyli inni gracze niż tylko Bogucki, a Polonia zaczęła się rozrkęcać. Pokazywała też więcej determinacji przy pojedynkach w obronie i dopadać do przeciwników najwyżej jak się tylko da. Koszykarze ze stolicy Wielkopolski dawali sobie jednak radę dzięki znakomitym rzutom trzypunktowym albo z półdystansu.
Oni również nie odpuszczali w defensywie przy pojedynkach, ale Polonia Leszno miała bardzo widoczną przewagę jakościową za sprawą Wendella Mitchella i Adriana Boguckiego. Nawet jeśli akurat nie brylowali oni przy rzutach, to samym swoim poruszaniem się oraz rozgrywaniem robili ogromną różnicę. Enea Basket Poznań gubiła się w momencie, gdy dostawali piłki i zaczęli maleć w oczach na tle rywali. Coraz częściej pojawiały się proste błędy w rozegraniu, nietrafione rzuty, które wcześniej wpadały, a także brak pewności siebie. Enea Basket Poznań przegrywała jednak do przerwy tylko 51:53
Liderzy Polonii byli nie do zatrzymania. To był zupełnie inny poziom
Polonia Leszno po przerwie tylko nabierała rozpędu. Bogucki i Mitchell wykazywali się kunsztem godnym ekstraklasowiczów, którzy nie mylili się w dogodnych sytuacjach. Gospodarze pędzili przed siebie w ofensywie, punktując raz za razem, a Enea Basket Poznań starał się gonić wszelkimi możliwami sposobami. Lider 1. ligi robił co chciał na swoim terenie, podczas gdy koszykarze Edmundsa Valeiki męczyli się pod koszem w ataku. Adrian Bogucki rozgrywał niesamowite zawody w defensywie, stanowiąc zaporę nie do przejścia. Jego umiejętności w połączeniu z niesamowitymi, ofensywnymi akcjami Wendella Mitchella robiły niesamowite wrażenie.
W połowie trzeciej kwarty było co prawda tylko 68:64 dla Polonii, ale gołym okiem widać było, że gra w przypadku gospodarzy sobie płynęła. U Enei Basket Poznań wszystko bazowało na intensywnym kombinowaniu, jak zaszkodzić przeciwnikom inaczej niż po agresywnych wjazdach pod kosz. Sytuacja była trudna - rzuty trzypunktowe przestały wpadać, a te z wyskoku już ze zmiennym szczęściem. Właśnie dlatego różnica w wyniku przed ostatnią kwartą była tak duża. Polonia Leszno grała jak w transie za sprawą swoich liderów.
Drużyna gospodarzy wyglądała jak z zupełnie innej ligi, a forma ich zawodników robiła ogromne wrażenie. Rzadko oglądaliśmy w tym sezonie tak bezradną Eneę Basket Poznań pod koszem rywali. Polonia Leszno zmuszała przeciwników do szalonych, wręcz niemożliwych rzutów i całkowicie eliminowała zagrożenie w strefie podkoszowej.Wszystko na co było stać podopiecznych Edmundsa Valeiki w pierwszych sześciu minutach czwartej kwarty to jedna imponująca trójka Pawła Kikowskiego.
Obrona strefowa Polonii Leszno zdawała się praktycznie nie do przejścia przez gości. Adrian Bogucki był absolutnym dominatorem w powietrzu przy zbiórkach i całkowicie zamykał dostęp do obręczy. Stankowski starał się jak mógł, aby jakkolwiek napędzać ataki Enei Basket Poznań na obręcz, ale odbijał się od rywali jak od ściany, licząc tylko na rzuty osobiste. Poza tym podopieczni Edmundsa Valeiki mogli liczyć praktycznie tylko na rzuty dystansowe, które nie wystarczyły do zwycięstwa. Nie można było mieć jednak żadnych pretensji do gości - Polonia Leszno w drugiej połowie zaprezentowała zupełnie inny poziom i wygrała mecz 100:89.
Zdrovo Polonia 1912 Leszno - Enea Basket Poznań 100:89 (29:27, 24:24, 31:22, 16:16)
Polonia: Fofana (8 punktów, 5 zbiórek, 5 asyst), Mitchell (30 punktów, 3 zbiórki, 4 asysty), Dzierżak (7 punktów, 2 zbiórki, 7 asyst), Ryżek (2 punkty, 4 asysty), Bogucki (24 punkty, 12 zbiórek, 3 asysty), Najder (4 punkty, 1 zbiórka), Sitnik (7 punkty, 5 zbiórek), Kankowski (7 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty), Łałak (11 punktów, 2 zbiórki, 3 asysty).
Enea: Nowicki (12 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty), Blanton (18 punktów, 8 zbiórek, 5 asyst), Stankowski (12 punktów, 4 asysty), Rompa (5 punktów, 5 zbiórek, 1 asysta), Adamczyk (14 punktów, 1 zbiórka, 1 asysta), Samsonowicz (4 punkty, 1 zbiórka, 1 asysta), Kikowski (12 punktów, 5 zbiórek, 1 asysta), Dimanochie (4 punkty, 4 zbiórki), Siewruk (8 punktów, 4 zbiórki)
Komentarze (0)