Rywale znów karcili Eneę Basket po rzutach wolnych. Skuteczność zawodziła Poznaniaków
Enea Basket zaczęła mecz jak na faworytów przystało - koszykarze starali się od pierwszych minut kontrolować spotkanie na zbiórkach i tym samym przejęli inicjatywę. Podopieczni trenera Edmundsa Valeiki głównie stawiali na rzuty z dystansu i tak też zaskakiwali Białostoczan. Żubry miały niewiele do powiedzenia pod koszem przeciwników, ale potrafiły wykorzystywać swoje nieliczne okazje w ataku. Zmorą gospodarzy ponownie były rzuty wolne, które na trzy minuty przed końcem pierwszej kwarty przyczyniły się do pierwszego prowadzenia Białostoczan w meczu.
Enea Basket przez większość czasu trzymała dyscyplinę w fazie obronnej, ale nie była w stanie odskoczyć rywalom w związku z nadmiarem niewykorzystnych sytuacji rzutowych pod koszem przyjezdnych. Piłki zbyt często odbijały się od obręczy i brakowało postaci, która ewidentnie byłaby on fire w szeregach Poznaniaków. Pierwsza kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem beniaminka 16:15, a gospodarze potrzebowali zdecydowanie wyższej skuteczności w ofensywie.
Wejście na parkiet Patryka Stankowskiego ożywiło nieco grę Enei Basket w ataku na początku drugiej kwarty. Rozgrywający wziął na siebie większy ciężar gry pod koszem przeciwników i próbował zagrozić rywalom swoimi odważnymi wjazdami na obręcz. Żubry wciąż jednak utrzymywały minimalną przewagę, a to wszystko za sprawą rzutów osobistych, którymi regularnie nękali przeciwników. W szczególności podopiecznym Edmundsa Valeiki dawał się we znaki Witalij Kowalenko, który wypracowywał dla swojej drużyny kolejne okazje.
W połowie drugiej kwarty zespół Żubrów Białystok zaczął odjeżdżać Enei Basket. Gospodarze prokurowali momentami oczywiste faule, a na domiar złego nie radzili sobie także pod koszem przeciwników. Często nie wychodziły im zarówno rzuty z półdystansu jak i layupy. Patryk Stankowski do spółki z Janem Nowickiem i Jamesem Washingtonem próbowali zwiększać szanse swojej drużyny na prowadzenie, ale nadgarstki również ich zawodziły. Enea schodziła na przerwę, przegrywając 37:43 i nic nie zapowiadało przełamania.
Enea Basket była blisko niesamowitego comebacku. Żubry sprawiły kolejną sensację
Enea Basket po powrocie na parkiet postawiła na zdecydowanie dynamiczniejszą grę w ataku. Prym wciąż wiódł tam Patryk Stankowski, ale same akcje stały się szybsze i prostsze. Gracze trenera Valeiki częściej próbowali indywidualnych ataków na obręcz, ale nie trafiali oni do celu. Na domiar złego Żubry Białystok stawiały przed Eneą Basket coraz trudniejsze wyzwania w kontekście walki na zbiórkach. Świetną pracę "na desce" wykonywali w szczególności Tyszka oraz Kowalenko, którzy odbierali rywalom szanse na punkty z ponowień.
Do tego wszystkiego dochodziły też problemy kadrowe. Już po pierwszej połowie gospodarze stracili Michała Samsonowicza, a potem doszedł do tego także brak Jana Nowickiego, który był najlepszym punktującym w swojej drużynie. Enea Basket miała problemy ze zbiciem różnicy dziesięciu punktów w meczu, a to wszystko za sprawą skuteczności swoich rywali, którzy natychmiast odpowiadali swoimi rzutami na trafienia gospodarzy. Enea Basket była bardzo podatna na ataki po pick&rollu, a ostatnie kilka minut trzeciej kwarty było popisem ofensywnym w wykonaniu gości.
W końcowe dziesięć minut meczu podopieczni trenera Valeiki wchodzili przegrywając 56:68, a ich wyjściową piątkę tworzyli głównie zawodnicy rezerwowi. O wynikach drużyny decydowali tacy gracze jak Kacper Mąkowski, Patryk Stankowski, ale też świetnie dysponowany Bartosz Mońko. Żubry Białystok trzymały jednak dystans punktowy pewnie punktując zza łuku. Liderzy Enei Basket robili jednak wszystko, co w ich mocy, aby przywrócić swój zespół do gry, ale bez poprawy gry pod własnym koszem nie można było myśleć o sukcesie.
W ostatnich minutach meczu Poznaniakom udało się jednak wyhamować swoich przeciwników. Wydawać się mogło, że zmęczenie zaczęło brać górę w drużynie Żubrów Białystok, którym nagle przestały wychodzić akcje w ofensywie. Enea Basket zaczęła natomiast wreszcie imponować skutecznością, doprowadzając do nieprawdopodobnego comebacku. Niesieni fenomenalnym dopingiem w swojej własnej hali koszykarze z Poznania zaczęli zachwycać regularnie punktując za trzy i spod kosza rywali. Na trzy minuty przed końcem doprowadzili nawet do chwilowego remisu 81:81, a nieprawdopodobną serię punktową zaliczał Kacper Mąkowski.
Koszykarz Enei był nie do powstrzymania, ale nawet jego wirtuozeria nie wystarczyła do tego, by dociągnąć zwycięstwo do samego końca. Talent Haynesa-Jonesa przeważył szalę na korzysć Żubrów Białystok i to jego umiejętnościom goście mogli zawdzięczać swoje czwarte zwycięstwo w sezonie z wynikiem 90:84.
Komentarze (0)