Trybuny poniosły Eneę AZS Politechnikę. Gospodynie walczyły jak lwice
Enea AZS Politechnika od pierwszych minutach spotkania pokazywała bardzo intensywną, wysoką obronę nie dając swoim rywalkom wiele miejsca w ofensywie. Podopieczne Wojciecha Szawarskiego mocno pracowały na zbiórkach i widać było po ich agresji, jak ważny jest dla nich ten mecz. Gospodynie blokowały rzuty, a także notowały świetne przechwyty dodatkowo napędzając swoje ataki. Poza tym w ofensywie stawiały na rzuty Carter, Brown i Hank z półdystansu.
Próby koszykarek z Poznania często były jednak niecelne, a głęboka obrona przyjezdnych zmuszała je do indywidualnych akcji. Enea AZS Politechnika radziła sobie i tak bardzo dobrze w szczególności dzięki umiejętnościom najwyższych zawodniczek pod koszem. Podopieczne trenera Szawarskiego, podobnie jak ich rywalki, nie punktowały wybitnie w pierwszej kwarcie, ale skuteczniejsza obrona pozwalała im prowadzić po siedmiu minutach gry. Enea AZS bardzo dobrze radziła sobie w wymuszaniu fauli i tak w dużej mierze pracowała na swój sukces. Lublinianki goniły trójkami, ale imponująca fizyczność Enei dawała jej prowadzenie 19:16 po pierwszej części meczu
Rywalizacja była bardzo agresywna. Gospodynie nie bały się mocnych, fizycznych wejść pod kosz i zbieranych na sobie fauli. Równocześnie broniły też na tyle intensywnie i wręcz desperacko, jakby każdy odbiór czy zbiórka miały być tymi kluczowymi. Zespół trenera Szawarskiego znajdował się na fali, dając z siebie maksmimum intensywności po obu stronach parkietu. W ich grze nie było żadnych momentów przestoju. Widać było wyraźnie, że kibice wręcz nieśli koszykarki do zwycięstwa, a one odwdzięczały się kolejnymi celnymi rzutami.
UMCS wydawał się zaskoczony tak zdeterminowaną postawą rywalek. Przyjezdne nie mogły znaleźć sobie miejsca będąc przy piłce - przegrywały starcia pod koszem przy zbiórkach w ataku, a także notowały dużo strat. Mimo to różnica punktów w połowie drugiej kwarty była bardzo niewielka. Podopieczne trenera Karola Kowalewskiego świetnie spisywały się w obronie i sprawiały ogrom trudności przeciwniczkom w dużej mierze dzięki fizyczności najwyższych koszykarek przy zbiórkach. To jednak zespołowe wysiłki Enei AZS sprawiły, że ta prowadziła po pierwszej połowie 35:32.
AZS UMCS zgubił swój rytm. Enea AZS pokazała najwyższy poziom gry w obronie
Podopieczne trenera Szawarskiego po przerwie wrzuciły jeszcze wyższy bieg w swojej grze. Gospodynie rozmontowywały obronę rywalek po przechwytach i zbiórkach na własnej połowie, zyskując mnóstwo okazji do layupów. Równocześnie AZS UMCS Lublin przestał tworzyć sobie dogodne okazje rzutowe. Enea AZS szczelnie pilnowała okolic własnego kosza i nie dopuszczała do swobodnych rzutów trzypunktowych. Cały zespół tyrał w defensywie i nikt od nikogo nie odstawał poziomem.
W połowie kwarty gospodynie prowadziły 45:36, a przyjezdnym brakowało argumentów w ofensywie. Zespół trenera Szawarskiego zmuszał ich do bardzo wymagających akcji rzutowych z półdystansu i z linii rzutów za trzy punkty. W ataku Enei AZS Politechniki fenomenalnie spisywały się w szczególności Brown i Popović, które dzięki swojej szybkości stwarzały gigantyczne problemy w pojedynkach. Niesamowita atmosfera zdawała się mocno przytłaczać liderki Orlen Basket Ligi i plątać im nogi w ataku.
Enea AZS wchodziła w ostatnie dziesięć minut meczu zasłużenie prowadząc 55:42. Świetna praca pod koszem Gatling oraz intensywność Robbi Ryan to było za mało na tak świetnie dysponowaną obronę Poznanianek. Brittany Brown i Jessika Carter szalały na parkiecie w ostatnich minutach trzeciego spotkania serii, zwiększając prowadzenie swojej ekipy nawet do dwunastu oczek przewagi. To jednak nieprawdopodobna obrona i praca na własnej "desce" zapewniała Enei AZS korzystny wynik. W ten sposób akademiczki łatały wszelkie nieskuteczności w ataku po swojej stronie.
Zespół trenera Wojciecha Szawarskiego aż kipiał od emocji na parkiecie, chcąc jak najbardziej stłamsić przeciwniczki pod koszem. Te jednak miały po swojej stronie świetnie dysponowaną Robbi Ryan, która robiła wszystko, by dać swojej ekipie puchar już w sobotę. O tym jednak nie było mowy. Kondycyjnie Poznanianki były fenomenalnie przygotowane do tego spotkania i nie zdejmowały nogi z gazu nawet na moment. Końcówka spotkania w ataku zdecydowanie należała do Jovany Popović, ale też Brittany Brown, które zgasiły nadzieje rywalek na powrót. Tym samym Enea AZS doprowadziła do sensacyjnego blow-outu 76:58.
Enea AZS Politechnika - Lotto AZS UMCS Lublin 76:58 (19:16, 16:16, 20:13, 21:13)
Enea: Carter (12 punktów, 6 zbiórek), Pszczolarska (10 punktów, 1 zbiórka, 2 asysty), Brown (16 zbiórek, 7 zbiórek, 7 asyst), Hank (13 punktów, 9 zbiórek, 1 asysta), Piasecka (8 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst), Kośla (2 punkty), Popović (14 punktów, 2 asysty), Puzio (1 zbiórka), Rutkowska (1 punkty).
UMCS: Williams (5 punktów, 2 zbiórki), Borkowska (10 punktów, 12 zbiórek, 1 asysta), Ryan (12 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst), Gatling (9 punktów, 8 zbiórek, 2 asysty), Wnorowska (6 punktów, 3 zbiórki, 3 asysty), Wojtala (6 punktów, 3 zbiórki), Stanković (10 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty), Ullmann (1 zbiórka)
Komentarze (0)