Sokół udowodnił swoją wyższość. Enea Basket pozbawiona argumentów
Już od samego początku spotkania widać było, dlaczego Sokół Łańcut zajmuje wysokie, siódme miejsce w 1. lidze. Gospodarze niedzielnego starcia prezentowali świetne zgranie na parkiecie i za pomocą szybkich podań rozmontowywali defensywę Enei Basket, która nie miała łatwo pod swoim koszem. Dodatkowo wysokie krycie podopiecznych trenera Kaszowskiego mocno utrudniało Poznaniakom tworzenie klarownych okazji rzutowych. Przedarcie się pod kosz stanowiło bardzo duże wyzwanie nawet mimo obecności Andrzeja Krajewskiego.Mimo to po pierwszej kwarcie zespół z Poznania nie tracił wcale wiele do jakościowych rywali, bowiem wynik wynosił zaledwie 23:14. Enea Basket miała jednak pełne ręce pracy, bo musiała w szczególności znaleźć sposób na powstrzymanie dynamicznego rozegrania pod swoim koszem, dzięki któremu rywale łatwo punktowali po lay-upach. Równocześnie problemy wciąż nie opuszczały ich pod obręczą rywali, gdzie przegrywali zbiórki, a szanse na nadrabianie strat dawały im niemal wyłącznie poszczególne rzuty z półdystansu, bądź dobitki spod kosza.
W drugiej kwarcie sytuacja tylko się pogorszyła. Gospodarze wyraźnie nabrali pewności siebie i hamowali akcje gości już na etapie rozegrania swoimi przechwytami. Potrafili też skutecznie blokować rzuty i w dalszym ciągu wygrywali zbiórki w defensywie. Enei Basket z biegiem meczu zaczynało brakować argumentów w kontekście nadrabiania strat. Podopieczni trenera Edmundsa Valeiko potrafiali trafiać z rzutów osobistych, a czasem także z wysoku, ale takich akcji było za mało, by nawiązać kontakt z rywalami.
Na domiar złego tuż przed przerwą Sokół Łańcut zaczął się mocniej rozkręcać zza łuku podnosząc prowadzenie aż do 17 oczek przewagi! Gospodarze szybko przemieszczali się po parkiecie, a goście momentami nie nadążali z kryciem. Wzajemne zrozumienie jak również świetna dyspozycja fizyczna konsekwentnie budowały przewagę w pierwszej połowie, która zatrzymała się na wyniku 45:29.
Niespodzianki nie było. Sokół Łańcut boleśnie zrewanżował się Enei Basket
Enea Basket rozpoczęła drugą połowę pracując na wyższej intensywności w ataku, ale szybkość i dynamika Sokoła Łańcuta wciąż była nie do powstrzymania w defensywie. Gospodarze w dalszym ciągu dobrze ze sobą współgrali, a każda ich akcja wyglądała na perfekcyjnie zaplanowaną. Poznaniacy tymczasem bardziej stawiali na indywidualności, próbując ostro wchodzić pod kosz i w najgorszym przypadku liczyć na faule.Po stronie rywali Enei Basket świetnie prezentowali się Piotr Wieloch, Filip Zegzuła i Filip Struski, a jakby tego było mało pod koszem dominował Milan Milovanović. Podopieczni trenera Valeiko zmagali się z problemami praktycznie w każdej części boiska, a przewagę Łańcucian było widać szczególnie przy zbiórkach. Przyjezdni się jednak łatwo nie poddawali i realizowali swój plan gry, licząc, że skuteczność nie będzie ich zawodzić. Niestety bez równoczesnej, skutecznej defensywy o zwycięstwie nie było co marzyć
Na ostatnie dziesięć minut mecz Enea Basket wychodziła, przegrywając już tylko 54:64. Problemy z punktowaniem z gry nie ustawały, a rozkręcający się z minuty na minuty Mateusz Czempiel nie ułatwiał Poznaniakom powrotu do rywalizacji. Podopiecznym trenera Valeiko ewidentnie brakowało koncentracji, a zwłaszcza agresji pod obręczą. Koszykarze Sokoła Łańcut byli w niedzielny wieczór wyjątkowo dobrze dysponowani w każdej części parkietu
Już po trzech minutach gry Enea Basket przegrywała 15 punktami, a podwojenia w obronie po stronie Poznaniaków na niewiele się zdawały. Nawet, jeśli Milovanović miał problemy pod koszem, wtedy z pomocą przychodzili zawodnicy trafiający zza łuku. Enea Basket przegrała mecz 77:90 i tym samym wyrównała swój najwyższy wynik straconych punktów, który miał miejsce w starciu z ŁKS-em Coolpack Łódź. Wtedy jednak Poznaniacy niewiele ustępowali na parkiecie swoim rywalom.
Solvera Sokół Łańcut - Enea Basket 90:77 (23:14, 22:15, 19:25, 26:23)
Sokół: Struski (7 punktów, 6 zbiórek), Wieloch (9 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty), Zegzuła (16 punktów, 3 zbiórki, 4 asysty), Milovanović (25 punktów, 9 zbiórek, 1 asysta), Hlebowicki (1 punkt, 3 zbiórki, 4 asysty), Kaszowski (3 punkty, 2 zbiórki, 9 asyst), Łabinowicz (9 punktów, 5 zbiórek, 1 asysta), Czempiel (12 punktów, 1 zbiórka), Krzywdziński (1 zbiórka, 1 asysta), Kucharek (4 zbiórki)
Enea: A. Krajewski (8 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty), Samsonowicz (4 punkty, 2 zbiórki, 1 asysta), Nowicki (6 punktów, 2 zbiórki, 1 asysta), Kluj (2 punkty, 2 zbiórki, 1 asysta), Dydak (2 punkty, 1 asysta), Washington (12 punktów, 2 zbiórki, 4 asysty), Stankowski (13 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty), Stopierzyński (8 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty), Mąkowski (14 punktów, 3 zbiórki), Rosiński (8 punktów, 5 zbiórek, 1 asysta)
Komentarze (0)