Znów te faule. Enea Basket nadal cierpi na decyzjach sędziowskich
Enea Basket we wczorajszym meczu z drużyną Weegree Politechniki Opolskiej raz jeszcze, wyjątkowo boleśnie udowodniła, że nie potrafi sobie radzić w końcówkach meczów w ostatnim czasie. Coś, co jeszcze do wyjazdowego meczu z Polonią Warszawa wydawało się wręcz specjalnością ekipy trenera Valeiki, obecnie stanowi główną bolączkę. Zespół na przestrzeni kolejnych meczów wygląda jakby na finiszu wyczerpywał mu się zapas sił, a ograniczone pole do rotacji uniemożliwiało zmianę takiego stanu rzeczy.
Sytuacji w uzyskiwaniu kontroli nad meczami nie ułatwiają również częste wykluczenia poszczególnych zawodników i skutkujące tym rzuty osobiste. Nie jest tajemnicą, że Enea Basket w ostatnich meczach traci mnóstwo punktów po faulach, podczas gdy sama ma ich bardzo mało. Wczoraj Poznaniacy dostarczyli Opolanom w sumie 39 okazji na punkty, a w poprzednich spotkaniach ŁKS-owi 31, Kotwicy 22, a Spójni 24, a z WKK Wrocław 33. Sami Poznaniacy mieli ich znacząco mniej od przeciwników, a problemy z faulami uwypuklił właśnie łotewski szkoleniowiec.
- Grały dwa zespoły - jeden wygrał, a drugi przegrał. Jeden rzucał 39 osobistych, a drugi 23. Mieliśmy też osiem strat na 14 rywali, co wskazuje na to, że musimy grać bardziej dbale. To bardzo ciekawe, bo jeśli zrobiłbym analizę ostatnich dziesięciu meczy to te liczby osobistych z pewnością byłyby interesujące. Gramy bardzo brudno, co ja mogę powiedzieć? Powiedziałem swoim zawodnikom, że w następnym meczu nic nie będziemy robić. Nie wiem, jaka ta koszykówka jest - mówił rozżalony szkoleniowiec Enei Basket, Edmunds Valeiko.
Na problemy związane z faulami zwracał uwagę również Patryk Stankowski, który niewątpliwie był bohaterem swojej drużyny w niedzielnym meczu nawet mimo końcowej porażki. Zawodnik rozegrał świetne zawody i wziął na siebie ciężar przywództwa pod nieobecność Michała Samsonowicza, rzucając 18 punktów oraz notując sześć zbiórek i siedem asyst. Zdaniem lidera drużyny z Poznania w meczu było dużo kontrowersji, co było spowodowane chociażby decyzjami sędziowskimi
- Niektóre rzeczy nie są od nas zależne. Wiadomo, że na końcu jest większe napięcie, ale faule, które dziś odgwizdywano były miękkie. Może w innym meczu nie były odgwizdywane, bo tak po prostu jest. W niektórych meczach można sobie pozwolić na więcej, a w innych wystarczy delikatny kontakt i jest faul. Jest końcówka meczu, wyskakuję do bloku, a potem podchodzi do mnie Piotr Niedźwiedzki i się śmieje, że jest czyste zagranie, a faul został odgwizdany. I co ja mam po tym powiedzieć? Taki jest sport i tak wygląda ten poziom. Wszystko zależy od sytuacji i zestawu sędziowskiego. Nie żebym narzekał, bo już mnie męczy to narzekanie. Trzeba było po prostu zrobić przewagę w drugiej lub trzeciej kwarcie - dzielił się odczuciami Patryk Stankowski.
Trener Enei Basket nie wytrzymał po spotkaniu. "Nas to naprawdę boli"
Porażka z Weegree Politechniką Opolską przelała czarę goryczy, a od trenera Edmundsa Valeiki ze zrozumiałych przyczyn biła ogromna frustracja. Łotewski szkoleniowiec stanął w obronie swoich podopiecznych i w swojej wypowiedzi pomeczowej uderzył w ludzi, którzy nadmiernie krytykują drużynę w tym trudnym czasie zamiast ją wspierać. Szkoleniowiec nie wahał się wspomnieć o tym, jakie to niesie za sobą konsekwencje dla zdrowia psychicznego tych, którzy oddają na parkiecie wszystko walcząc o zwycięstwa.
- Ludzie nie rozumieją, jaka ta praca jest i ile trzeba zostawić tu serca oraz zdrowia na treningach czy meczach. Wszyscy teraz mówią o depresji i wiedzą, jaka ona jest. Tu nie chodzi tylko o wynik 83:84, ani o osobiste. To jest naprawdę bolesne, kiedy ktoś nie robi tej pracy, którą my codziennie robimy. Potem "eksperci" piszą o zawodnikach, że nie umieją grać, a trener jest debilem. I wtedy mówimy o depresji. To nie jest tylko mecz, to jest trochę więcej i ludzie tego nie rozumieją. Ci którzy to recenzują nie do końca to rozumieją - to są serca, które bolą. A dla nich? To jest nic. Nas to naprawdę boli. Zróbcie coś uczciwie, bo to wszystko może być sprawiedliwe. Wygraliśmy dziś zbiórkę, asysty i mieliśmy siedem przechwytów. Ludzie, trochę zrozumcie, co mówię i myślcie trochę o zawodnikach. Tu jest mnóstwo młodych zawodników i może jutro żaden nie przyjdzie, bo to dla niego za dużo? Może trener nie przyjdzie? Nikt z was nie wie, ile jest depresji w sporcie - mówił szkoleniowiec Enei Basket, Edmunds Valeiko.
Swojemu trenerowi wtórował w tym Patryk Stankowski deklarując, że zespół w drodze po kolejne zwycięstwa poświęca mnóstwo zdrowia, by w końcu zapewnić zarówno sobie jak i swoim kibicom radość w 1. lidze. Lider Enei Basket wyraźnie rozdzielał ludzi na grupy tych, którzy walczą na parkiecie, dając z siebie wszystko, a na tych, którzy mecze traktują jedynie jako rozrywkę i opcję spędzenia wolnego czasu. Poznański rozgrywający podkreślał w swojej wypowiedzi, że stawka ich pracy oraz wysiłków jest bardzo wysoka.
- Cały czas walczymy tak naprawdę o życie. Na parkiecie zostawiamy wszystko no i właśnie dzieli się to właśnie na tych, którzy walczą na parkiecie oraz na tych, którzy traktują to jako rozrywkę i chcą, żeby ten mecz po prostu się odbył w miłej, grzecznej atmosferze. Jeszcze walczymy o swoje, mówimy wiele w emocjach, ale to wszystko nie jest przeciwko nikomu. tylko w wierze, by to dla nas wszystko było. Tutaj w tym wszystkim są dwie strony i kto jest w sporcie, ten dobrze wie, o czym mówimy - zaznaczał po spotkaniu Patryk Stankowski.
Enea Basket ma obecnie na swoim koncie 15 porażek i 11 zwycięstw. Z 26 meczami na swoim koncie zajmuje dwunaste miejsce, podczas gdy jeszcze niedawno była w stanie bronić ósmej lokaty. Do końca sezonu zasadniczego pozostało sześć spotkań, a kolejne będzie z kategorii ultra ciężkich. Zespół Edmundsa Valeiki pojedzie do Bydgoszczy, gdzie podejmie lokalną Astorię, która jako lider ma na swoim koncie ledwie trzy porażki w 26 spotkaniach. Początek meczu już 21 marca o godzinie 20:00.
Komentarze (0)