Zacięte spotkanie na szczycie tabeli. "Sprawiedliwy byłby remis"
Dla podopiecznych trenera Leszka Ojrzyńskiego mecz z Lechem Poznań nie potoczył się zgodnie z planem. Lider PKO BP Ekstraklasy zdawał sobie sprawę, że nie jest faworytem tej rywalizacji, ale jak podkreślał szkoleniowiec Miedziowych, drużyna chciała zagrać o spełnienie marzeń. Potencjalna wygrana nad Kolejorzem, przy pozostałych wynikach w 25. kolejce, pozwoliłaby Zagłębiu Lubin na powiększenie przewagi nad resztą stawki do sześciu punktów.
- Lech był dużo lepszy w pierwszej połowie, ale my byliśmy lepsi w drugiej. Moim zdaniem najbardziej sprawiedliwy wynik to remis, ale Lech zapracował w pierwszej połowie na tą jedną bramkę i utrzymał to do końca. Szkoda. Nie wykorzystaliśmy swoich okazji, ale liga idzie dalej. Zostało jeszcze dziewięć kolejek i trzeba walczyć, marzyć - podsumował Jasmin Burić, bramkarz Miedziowych.
Zagłębie nie rozpoczęło niedzielnego meczu udanie, tracąc gola już w 7. minucie. Świetnie w polu karnym gospodarzy zachował się Mikael Ishak, który dopadł do piłki odbitej od słupka i z bliskiej odległości nie dał szans Jasminowi Buriciowi. Lubinianie energicznie ruszyli do odrabiania strat dopiero po przerwie, choć jak zdradził po meczu golkiper Miedziowych, założenia od pierwszego gwizdka były inne.
- My mieliśmy już przed meczem plan, by ruszyć na nich wysokim pressingiem. Wiedzieliśmy, że grali w czwartek i chcieliśmy ten moment wykorzystać. Nie wychodziło nam to, Lech po prostu lepiej wszedł w pierwszą połowę. Po przerwie mieliśmy tą pozytywną energię, także swoje okazje. Może nie stuprocentowe, ale coś tam się zakręciło obok ich bramki - powiedział 39-latek.
Wyjątkowa atmosfera na trybunach. Burić otrzymał brawa także od kibiców Lecha Poznań
W niedzielnym spotkaniu padł absolutny rekord frekwencji na KGHM Zagłębie Arenie. Na trybunach pojawiło się 16033 kibiców, co okazało się najlepszym wynikiem od trzech lat, gdy również spotkanie z Lechem Poznań obejrzało 15813 widzów. - Od kiedy tu jestem, to chyba drugi raz, jak jest komplet. Bardzo fajna i przyjemna atmosfera - przyznał Burić.
Dla Jasmina Buricia to wyjątkowy moment, gdyż w przeszłości przez dziesięć lat był zawodnikiem Lecha Poznań. W swoim dorobku ma dwa tytuły mistrzowskie zdobyte z Kolejorzem oraz ostatni Puchar Polski, który Lech dołożył do klubowej gabloty. Niebiesko-biali kibice docenili jego pobyt w stolicy Wielkopolski i okazali wsparcie bramkarzowi, skandując jego nazwisko. Na początku drugiej połowy można było usłyszeć także humorystyczną przyśpiewkę; "Hej Jasiu, puść nam brameczkę". Po meczu w rozmowie z naszym portalem, golkiper Zagłębia był bardzo wdzięczny za taką atmosferę.
- Szczerze powiem, że to nie był dla mnie mecz, jak każdy inny. Fajnie było zagrać w tym spotkaniu. Dostałem wsparcie od kibiców jednej i drugiej drużyny. Cieszyłem się z tego, że kibice Lecha skandowali moje nazwisko. Jestem dumny z tego, że o mnie nie zapomnieli, a jestem poza kadrą jakieś siedem lat - mówił nam Burić.
W obecnym sezonie Bośniak pełni rolę podstawowego bramkarza Zagłębia i z pewnością znajduje się w czołówce bramkarzy PKO BP Ekstraklasy. W piętnastu rozegranych spotkaniach zanotował siedem czystych kont. Dzięki jego postawie między słupkami, Miedziowi wciąż pozostają w grze o najwyższy cel.
Kontrakt Jasmina Buricia wygasa po zakończeniu obecnego sezonu, ale zawiera opcję przedłużenia. W rozmowie z nami 39-latek nie wykluczył, że mógłby w przyszłości wrócić do Poznania, nawet w innej roli.
- Nigdy nie wiadomo, co życie może dać. Jestem otwarty na każdą propozycję. Też nikt nie liczył, że będę grał w tym momencie, a jednak gram, więc życie jest nieprzewidywalne. Zobaczymy. Ja planuję jeszcze grać. Czy to potrwa rok, dwa lub trzy, to nie wiem. Wykorzystuję swój czas i każdy moment - zaznaczył Burić.
Komentarze (0)