reklama

Adrian Lis, bramkarz Warty Poznań czyli wędkarz z nutką szaleństwa i dużym dystansem

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Adrian Lis, bramkarz Warty Poznań czyli wędkarz z nutką szaleństwa i dużym dystansem - Zdjęcie główne
Zobacz
galerię
5
zdjęć

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożna Adrian Lis jest bramkarzem Warty Poznań od 2005 roku z małymi przerwami na grę w dwóch Poloniach: tej ze Środy Wielkopolskiej i tej z Warszawy. Pochodzący z Biedruska golkiper to jeden z ostatnich ze „Swojskiej Bandy” Warty Poznań. Michałowi Bondyrze opowiada o tym, czy jest sentymentalny, dlaczego pracował na farmie i co tam robił, będzie też o wędkowaniu, którym zaraził go tata. W jego opowieści nie zabraknie Jerzego Dudka, memów i… ministranckiej służby w… Watykanie.
reklama

Michał Bondyra: W Warcie grasz od blisko 20 lat. Na koncie masz 215 występów, a teraz idzie tobie siódmy sezon z rzędu. Jesteś sentymentalny?
Adrian Lis, bramkarz Warty Poznań: Jestem trochę romantykiem, bo mam ogromny sentyment do Warty i cieszę się, że w niej jestem. Nie jestem może rodowitym poznaniakiem, bo jednak wychowałem się na Biedrusku, ale już długo żyje w Poznaniu, więc przywiązałem się do tego miasta.

Biedrusko jest jak Poznań, więc się liczy. Pytałem cię o sentymenty, bo przecież jesteś tym, który z Wartą przeszedł trzy klasy rozgrywkowe, od 2 ligi poczynając. Ile zostało z tamtej Swojskiej Bandy?
Poza mną czasy trenera Petera Nemca pamięta jeszcze Kiełbik (Jakub Kiełb – przyp. MB)…
 
Pytam bardziej o klimat Swojskiej Bandy.
Tego klimatu już chyba nie ma. Tamten czas przeminął bezpowrotnie. Nasza szatnia zmienia się co pół roku, jest w niej wielu zagranicznych piłkarzy, więc trudno o tamten klimat. Ale duch w szatni i tak jest fajny. Swoją drogą, trzeba wymyślić nową nazwę dla naszej „bandy”.

Wracasz trochę do tego co było, kiedy niewiele było?
Dziś prezesi i sponsorzy wykonują świetną robotę. Mamy naprawdę dobre warunki i niczego nam nie brakuje. Kiedyś potrafiliśmy na przykład nie dostawać pensji przez pół roku…

A z sufitu szatni kapała woda…
Tak! Na ścianach siłowni, ale i na parkiecie był taki grzyb, że trudno dziś w to uwierzyć. 

Mocno was te warunki zahartowały. A skoro rozmawiamy o przeszłości, to powiedz: Zawsze chciałeś być bramkarzem?
W trampkarzach, a może jeszcze jako żak grałem na stoperze. Byłem wysoki i łatwo było główkować. Było tak, aż do mundialu w Korei i Japonii. Polska wystąpiła na nim po 16 latach nieobecności, a w bramce stał Jerzy Dudek. Podziwiałem go wtedy tak bardzo, że postanowiłem, że zostanę bramkarzem. 

Dziś jeszcze kimś znanym się inspirujesz?
Nie, dziś to ja jestem tym starszym, bardziej doświadczonym, który może być inspiracją dla innych. 

Bramkarze z futsalu, ale i piłki ręcznej mówili mi często, że żeby grać na bramce trzeba być trochę świrem.
Pierwiastek szaleństwa jest potrzebny na tej pozycji, ale piłka mocno się pozmieniała. Teraz trzeba być spokojniejszym, bardziej analizować grę. 

Ale trzeba być trochę szalonym, żeby strzelać bramki, jak tą z Górnikiem Łęczna w lutym 2022 roku, kiedy twój gol głową dał wam remis?
Ten manewr z moim wejściem w pole karne przeciwnika ćwiczymy na treningach u trenera Dawida Szulczka. Chodzi o to, żebym zrobił więcej zamieszania, skupił uwagę obrońcy i zrobił więcej miejsca dla jakiegoś ofensywnego gracza. A z Łęczną miałem trochę szczęścia, że tak dobrze trafiłem głową, choć trzeba przyznać, że Łukasz Trałka rzucił mi wtedy świetną piłkę. Najważniejsze, że ten gol dał nam remis i punkt. 

Z bramkarzem jest jak z saperem, może pomylić się tylko raz.
Trochę tak. Napastnik może pudłować na potęgę, ale jak raz trafi to nikt się nie przyczepi, ty możesz bronić świetnie, ale raz zawalisz i jesteś winny porażki. Wiem, bo trochę tych błędów też zrobiłem.

Takich, jak chociażby ten z meczu z Jagiellonią przed rokiem, gdy w 43. sekundzie nie trafiłeś w piłkę i padł gol. Czy takie błędy długo siedzą w głowie?
Gdy byłem młodszy, bardzo się takimi sytuacjami przejmowałem, teraz wraz z doświadczeniem po dwóch dniach głowę mam czystą i jestem gotowy do następnego meczu.

Do viralu sprzed trzech lat z meczu z Cracovią, kiedy ze złości odbiłeś piłkę o ziemię, a ta uderzyła cię w głowę czasami wracasz?
Tak, ale z dużym dystansem. Byłem wtedy wkurzony i mówiłem do Jakóbka (Michał Jakóbowski – przyp. MB), że w 43. minucie jeden z naszych zawodników był faulowany w polu karnym, a sędzia nie sprawdził tej sytuacji na VAR-ze. Odbiłem piłkę, a resztę już sami wszyscy widzieli (śmiech). Ewidentnie kamera mnie lubi.

A jak to jest z tymi karnymi: są wybronione czy tylko źle strzelone przez napastnika, jak przekonywał kiedyś Grzegorz Lato?
W pierwszej czy drugiej lidze te karne broniło się dużo łatwiej, więc miałem sporo tych obron na koncie. W Ekstraklasie obroniłem tylko jednego, bo dużo trudniej jest analizować to, jak zawodnik strzeli. Wykonawcy „jedenastek” uderzają teraz na dwa tempa, czasem biorą wolniejszy, a czasem szybszy rozbieg. Zawsze jednak wybieram wcześniej róg bramki i tam się rzucam. 

Teraz w wyjściowej jedenastce wychodzi do bramki Jędrzej Grobelny. Jak wygląda rywalizacja między wami o bluzę z numerem 1?
Na treningach sobie pomagamy, a rywalizacja jest zdrowa, nikt się nie obraża. Mamy przecież wspólny cel: zwycięstwa, punkty i utrzymanie się Warty w Ekstraklasie. 

Mówiłeś, że ze Swojskiej Bandy został tylko Kiełbik. Z kim jeszcze w szatni się kumplujesz?
Ze starszą bandą, a więc z Dawidem Szymonowiczem, Adamem Zrelakiem i Jakubem Bartkowskim. Spotykamy się także wspólnie poza boiskiem nad jeziorem czy w parku, bo wszyscy mamy też rodziny i dzieci.  

Skoro wywołałeś jezioro, to ja zapytam cię o… wędkowanie.
Lubię łowić. Z Warty najczęściej łowię z Dawidem Szymonowiczem. Chodzimy też na ryby z jednym z zawodników z innego klubu z Poznania. 

Z kim z Lecha wędkujecie?
Pomidor (śmiech). 

No to powiedz chociaż, gdzie wędkujesz?
Ostatnio jeżdżę do Wojnowic koło Opalenicy, bo mieszkam w Rokietnicy skąd jest niedaleko. 

Dużo masz takich wypadów w ciągu roku?
Zwykle raz, dwa razy w miesiącu uda mi się wyskoczyć na trzy, cztery godziny nad wodę. 

Skąd te ryby?
Wędkowaniem zaraził mnie tata. Pamiętam, gdy zabierał mnie ze sobą, gdy miałem trzy, cztery latka. Jeszcze dziś czasem wspólnie wędkujemy. Tata jednak nie lubi komercyjnych łowisk, na których musisz wypuścić z powrotem do wody, to co złowiłeś. 

Wędkarstwo cię uspakaja?
Tak. Przynajmniej nie siedzę w domu i nie zamulam. Na łowiskach można też pogadać z fajnymi ludźmi. Inni wędkarze często mnie rozpoznają, a wtedy pogadamy sobie trochę o piłce. Zwykle tłumaczę im, że to co widzą przez 90 minut, to efekt końcowy całego tygodnia pracy. Sprzedaję im trochę wiedzę „tajemną” od kuchni.

Wspomniałeś o pracy. W mediach klubowych mówiłeś, że pracowałeś kiedyś na… farmie!
Tak, to prawda. Pracowałem u prezesa Polonii Środy wielkopolskiej na farmie przy segregacji jaj. Dorabiałem w ten sposób do gry w klubie. Miałem taki miesięczny limit, że jak zarobiłem 2 tysiące złotych, to już do końca miesiąca skupiałem się tylko na treningach. 

Bardziej niż farma zaintrygowała mnie historia, jak zostałeś ministrantem przy grobie św. Jana Pawła II w Watykanie!
Do dziś, jak jest ktoś nowy w szatni, to pokazuję zdjęcia z tej służby. Nikt na początku nie wierzy i mówi, że to fotomontaż. 

No dobrze, ale jak do tego doszło?
W gabinecie fizjoterapeutycznym popsuła się kostkarka. Jej serwisant usłyszał, że wybieram się z rodziną do Rzymu. Powiedział, że zna brata Sławka, który jest codziennie w Watykanie i może pomóc mi zobaczyć Watykan z innej perspektywy. Na miejscu brat Sławek załatwił nam wejście na mszę przy grobie św. Jana Pawła II. Kazał przyjść o 6.00 zanim otworzą się wszystkie drzwi dla pielgrzymów. Szliśmy drogami niedostępnymi dla zwiedzających. Potem dał komżę i powiedział co i jak oraz dodał, że mam służyć do mszy. Wyszło kapitalnie i zabawnie przy tym, bo nigdy wcześniej tego nie robiłem. Mam dziś niesamowitą pamiątkę. 

To na koniec zapytam cię o rodzinę. Masz żonę i dwie córki. Twoje dziewczyny kibicują na twoich meczach?
Były z żoną na dwóch meczach, ale że ciężko je opanować to raczej oglądają tatę w telewizji. Mają 4 i 5 lat i dały nam przez te pierwsze lata ostro popalić (śmiech). 

Czyli rosną kibice!
Tak! Ostatnio, jak oglądaliśmy mecz Puszczy ze Stalą to wciąż pytały czy tata też tam gra. Co mecz, to pytają czy gram.

To trzeba wywalczyć z powrotem miejsce w bramce Zielonych.
Nieważne kto stoi na bramce, najważniejsze, żeby Warta zdobywała punkty i się utrzymała.

Na którym miejscu?
Obstawiam, że zakończymy sezon na ósmym.

fot. Klaudia Berda/Warta Poznań

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama