Lech Poznań przystąpił do czwartkowego meczu będąc bardzo dobrze przygotowany pod względem taktycznym. Trener Niels Frederiksen wraz ze swoim sztabem nie miał zbyt wielu problemów w tym, by rozczytać zamiary przeciwnika, a także zapewnić swoich piłkarzy, co do tego, jakie warunki gry na nich czekają na Estadio da Luz. Wskazówki dla wszystkich były dość dokładne, ale wypadało zapytać: "i co z tego?". W początkowej fazie meczu piłkarze Lecha Poznań znów okazali się być sami dla siebie największymi przeciwnikami.
- Mieliśmy przeczucie, że Benfica postawi na dość duże rotacje, ale równocześnie byliśmy pewni, że nie zmieni przy tym stylu, w jakim gra na co dzień. Ich struktura pozostaje taka sama niezależnie od tego przeciwko komu grają. Dawaliśmy zawodnikom wskazówki taktyczne - bocznym obrońcom na temat skrzydłowych, stoperom odnośnie napastnika, ale też generalnie wszystkim odnośnie zawodników, z którymi mogą się dziś zmierzyć na boisku. Struktura Benfiki się nie zmieniła, więc to tym bardziej nie sprawiało, że trudno ich było rozgryźć taktycznie. Graliśmy przeciwko drużynie, której styl i plan gry można przejrzyście rozczytać - zaznaczył Niels Frederiksen
Rywalizacja z Benfiką Lizbona stała się niestety kolejnym, niechlubnym przykładem tego, jak Lech Poznań w błyskawicznym tempie potrafi sam sobie zaszkodzić w niewytłumaczalnych okolicznościach. Pierwszy gol zdobyty przez gospodarzy był efektem własnej niefrasobliwości zawodników Kolejorza, którą rywale w Lidze Europy bezwzględnie wykorzystują na swoją korzyść. Mistrzowie Polski przekonywali się o tym bardzo boleśnie, a Niels Frederiksen po spotkaniu mówił wprost o swojej frustracji spowodowanej tym, że jego zespół wciąż popełnia te sam błędy.
- To ekstremalnie rozczarowujące, że ponownie tracimy gola tak wcześnie w meczu. Rozmawialiśmy o tym jeszcze przed rozpoczęciem spotkania. Zgadzam się, że to wydarzenie miało wpływ na przebieg reszty tego starcia. Jednak nie przegraliśmy meczu ze względu na tę sytuację, ponieważ uważam, że udało nam się dość dobrze powrócić do rywalizacji w pierwszej połowie. Rozegraliśmy też całkiem niezłą drugą część meczu, w której naciskaliśmy na rywali po zdobyciu gola na 1:2, dążąc do wyrównania - stwierdził szkoleniowiec Lecha.
Powyższa sytuacja mogła też frustrować z tego powodu, że Lech Poznań specjalnie zdecydował się na bardziej pragmatyczną grę przeciwko rywalom, stawiającym na pojedynki i szybkie kontrataki. Gości cechowała regularna gra w niższym bloku defensywnym w ustawieniu 4-4-2, gdzie stawiali na kompaktowość i zespołowość.
Efektem miało być maksymalne zniwelowanie okazji strzeleckich Benfiki. Tyczasem Strata pierwszego gola w fatalnym stylu mogła skłonić do rozważań, czy Kolejorzowi nie zabrakło dziś odwagi. Niels Frederiksen bronił jednak swojego pomysłu na grę.
- Nie sądzę, żebyśmy byli zbyt nieśmiali. Zrobiliśmy to, czego od siebie oczekiwaliśmy. Mówiliśmy przed meczem o tym, by dobrze zacząć to spotkanie i byliśmy w stanie tym zarządzać. Istotne stało się to, by nie stracić drugiego gola w łatwy sposób. Po stracie pierwszej bramki wszyscy widzieli, że gra się otworzyła, a my zaczęliśmy cierpieć. Benfica była szybsza niż my i grała na wyższej intensywności. Musimy unikać takich sytuacji. To był też powód, dla którego przez większość spotkania broniliśmy dość nisko, ponieważ w innym przypadku sporo byśmy ryzykowali piłkarskim samobójstwem - zwrócił uwagę Niels Frederiksen.
Benfica to w teorii ostatni z zespołów w fazie ligowej, który powinien narzucić Lechowi Poznań tak trudne warunki w meczu. Pomimo tego, że sztab Nielsa Frederiksena nie miał większych problemów z odczytaniem ich planu gry, schematów czy zapoznaniem się z piłkarską filozofią, to jednak przygotowanie fizyczne zrobiło kluczową różnicę w czwartkowym spotkaniu. Ten aspekt intensywności stanowi póki co barierę nie do przeskoczenia dla mistrza Polski, ale Duńczyk był świadomy potencjalnych problemów z tym związanych jeszcze przed spotkaniem.
- Myślę, że różnica w grze przeciwko takim zespołom jak Benfica jest dość przejrzysta. Wiele sprowadza się w nich do intensywności. Aby móc rywalizować na tym poziomie, musimy dokonywać progresu w grze na wyższych obrotach, w szybszym tempie z piłką przy nodze. To samo dotyczy pressingu, ponieważ kiedy wykonujemy go na 50% albo po prostu nie na sto procent, tacy rywale będą cię miażdżyć. Dziś widzieliśmy tego przykład, ale nie jesteśmy tym zaskoczeni. To najważniejsza lekcja, jaką możemy wyciągnąć z dzisiejszego spotkania - zaznaczył Duńczyk.
Komentarze (0)