reklama

Cracovia nie boi się rozpędzonego Lecha Poznań. "Mamy wszystko do wygrania w tym meczu"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Cracovia nie boi się rozpędzonego Lecha Poznań. "Mamy wszystko do wygrania w tym meczu" - Zdjęcie główne
Autor: Przemysław Szyszka | Opis: Cracovia wcale nie chce zostać przystawką dla Lecha podczas piłkarskiej uczty przy Bułgarskiej w tę sobotę.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaPoznańska Lokomotywa przypomina obecnie tą znaną z filmu "Niepowstrzymany" z Denzelem Washingtonem i Chrisem Pinem. Każdy kto staje na jej drodze jest boleśnie rozjeżdżany i trudno znaleźć sposób na to, jak ją zatrzymać. Rywale w Superpucharze i kwalifikacjach do Ligi Mistrzów nie podołali temu zadaniu, a swoich sił jutro spróbuje Cracovia. "Pasy" w teorii stoją na przegranej pozycji, ale słowa ich trenera zapowiadają walkę za wszelką cenę.
reklama
reklama

Na trybunach przyjaźń, na boisku walka. Cracovia toczyła z Lechem wyrównane boje

Lech Poznań jako obrońca tytułu mistrza Polski z pewnością będzie chciał zmazać plamę po zeszłorocznej kompromitacji na inaugurację właśnie z Cracovią. "Pasy" zaskoczyły wszystkich aplikując Kolejorzowi cztery bramki i tym samym jakby zadając kultowe pytanie: "To jest killer?". W rewanżu przy Kałuży mistrzowi Polski nie poszło lepiej, bowiem padł tam remis. Mecze przyjaźni w ogóle w poprzednim sezonie były przekleństwem Lecha, bowiem do tych wyników doszła też kuriozalna porażka 1:3 z Arką Gdynia i późniejszy remis z nią 1:1 przy Bułgarskiej w newralgicznym momencie sezonu. 

- Sądzę, że ci piłkarze, którzy grali ten mecz rok temu, mają takie wspomnienie, że wszystko jest możliwe. To jest trudny przeciwnik, ale jednak piłkarze Cracovii wygrali to starcie na wyjeździe. Myślę, że to, co jest taką inspiracją po obejrzeniu tamtego spotkania, to dyscyplina, jaką drużyna wtedy posiadała. W jaki sposób walczyli w tamtym meczu. Myślę, że to jest najważniejsze. Gdy gra się taki mecz, to trzeba grać na najwyższym poziomie - twierdził na konferencji prasowej Bartosz Grzelak. 

reklama

Ostatnie zwycięstwo Kolejorza na własnym terenie przeciwko Cracovii przyszło 21 kwietnia 2025 roku, kiedy to po golach Ishaka i Sousy udało się ograć zespół z Małopolski. Wcześniej w sezonie 2024/25 podopieczni Nielsa Frederiksena pokonali "Pasy" 2:0. Choć między kibicami obu drużyn na trybunach panuje braterska atmosfera, na boisku zdecydowanie nie jest tak przyjemnie. Wymagający poziom rywalizacji podkreśla bilans obu drużyn, bowiem jak informują przedstawiciele Lecha w swoich mediach, Kolejorz wygrał dwadzieścia pięć starć i odnotował tyle samo porażek. Natomiast piętnaście razy obie drużyny podzieliły się punktami. 

- Mamy wszystko do wygrania w tym meczu. To jest mistrz, gramy na wyjeździe, a nasi kibice przyjeżdżają - będzie ich około 1-1,5 tysiąca. Taki pierwszy mecz z Poznaniem to fajna okazja, by pokazać, że jesteśmy przygotowani na ten sezon. Oczywiście Lech jest wielkim faworytem, ale wierzymy w to co robimy i że są możliwości. Mamy wielki szacunek do Lecha, ale musimy wierzyć w to, co robimy. Niezależnie przeciwko komu gramy, chcę by Cracovia grała z wielką odwagą - zapowiadał trener Grzelak przed meczem.

reklama

Dwa zwycięstwa w jednym sezonie Ekstraklasy przeciwko Cracovii to nie jest częste zjawisko w ostatnich latach Lecha Poznań. Poza mistrzowską kampanią 2024/25 taka sytuacja ostatnim razem miała miejsce w kampanii 2017/18, a oprócz tego były też lata 2011/12. "Pasy" zawsze były dla Kolejorza niewygodnym przeciwnikiem, a sam Niels Frederiksen przed sobotnim spotkaniem podkreślał to, że jego drużyna ma w sobie dużo pokory mimo niedawnych, okazałych zwycięstw. W teorii niewiele jednak wskazuje na to, by rywale mogliby poważnie zaszkodzić dziesięciokrotnym mistrzom Polski. 

- W dotychczasowych meczach Lecha nic mnie nie zaskoczyło. Od początku grają na wysokim poziomie, są zgrani i pokazali dobrą formę w spotkaniu z Górnikiem. W starciu z Aarhus GF, to przez czerwoną kartkę, warunki gry się zmieniły. Jeśli byłbym trenerem poznańskiej drużyny, byłbym zadowolony ze startu - mówił Bartosz Grzelak, trener Cracovii.

reklama

Okres przygotowawczy Cracovii napawa dużym optymizmem. "Mamy odwagę, by grać w nasz sposób"

Cracovia ma jednak po swojej stronie kilka argumentów, by zatrzymać rozpędzoną Poznańską Lokomotywę. Choć to oczywiście tylko sparingi, rywale Kolejorza pokazali się w nich bardzo dobrze szczególnie przeciwko renomowanym rywalom. Nie dali sobie wbić gola w rywalizacji z Sevillą i stracili ledwie jednego przeciwko tureckiemu Basaksehirowi. To pokazuje, że drużyna ma się w teorii całkiem nieźle przed meczem z Lechem, ale obserwatorzy tego starcia raczej nie powinni się spodziewać głębokiej defensywy i rywalizacji, w której to gospodarze wyraźnie dominują. 

- Myślę, że Cracovia ma inne ambicje względem poprzedniego sezonu w kontekście stylu gry. Chcą budować akcje bardziej od tyłu i wolą stawiać na częstsze posiadanie piłki ze zbliżoną liczbą piłkarzy w środku pola co my. Ich zmiana nastąpiła bardziej w kontekście stania się "grającym" zespołem - zwracał wczoraj uwagę Niels Frederiksen. 

Mówiąc jednak o personaliach, w kadrze pozostała większość graczy z poprzedniego sezonu i jest to mniej więcej ta sama ekipa, co wcześniej. Na płytę główną stadionu przy Bułgarskiej mogą wybiec między innymi: Otar Kakabadze, Gustav Henriksson, Amir Al-Ammari, Dominik Piła, Martin Minchev, Ajdin Hasić czy też Mateusz Praszelik. Kadra na mecz nie jest jednak jeszcze ustalona, a jak mówił trener Grzelak, są jeszcze małe rzeczy, które trzeba sprawdzić.

- Myślę, że w meczu z Sevillą pokazaliśmy, że umiemy grać z dobrym przeciwnikiem, wierzymy w to, co robimy i mamy odwagę, by grać w nasz sposób niezależnie od tego przeciwko komu występujemy. To będzie potrzebne w sobotę, żeby ją mieć - informował Bartosz Grzelak.

Jutrzjeszy wieczór przy Bułgarskiej może okazać się wyjątkowo sentymentalnym, jeżeli Bartosz Grzelak zdecyduje się zabrać ze sobą do Poznania Filipa Marchwińskiego. To właśnie w Krakowie finalnie wylądowała jedna z niedawnych, wschodzących gwiazd Akademii Lecha Poznań. Po nieudanym okresie w Lecce, "Marchewa" po raz pierwszy powróci na Bułgarską jako zawodnik innego klubu niż Kolejorz. Po raz ostatni w akcji na Enea Stadionie można go było oglądać 25 maja 2024 roku w trakcie pamiętnego, niechlubnego meczu z Koroną Kielce. 

- Z Filipem jest tak, że zaczął swoje przygotowania na ten sezon ok. sześć dni temu. Jest on zatem dopiero na początku fazy przygotowawczej i na pewno będzie potrzebować jeszcze paru tygodni, żeby złapać formę i dojść do poziomu, który wiemy, że ma. Widać już na treningach, że ma wysoką jakość i może grać na "dziewiątce" czy "dziesiątce" - tak go trenujemy na tych dwóch pozycjach. Zobaczymy, co z nim będzie, ale musimy mieć troszkę cierpliwości - informował trener Grzelak.

Lech to faworyt, ale Cracovia chce sprawić niespodziankę. "Uważam, że to klasowa drużyna"

Lech Poznań wydaje się oczywistym faworytem, dla którego trzecie zwycięstwo z rzędu w dodatku na trzecim froncie jest wręcz obowiązkiem. Niels Frederiksen jeszcze nie miał okazji rywalizować z Bartoszem Grzelakiem w Ekstraklasie, bowiem objął on Cracovię po 29. kolejce poprzedniego sezonu PKO BP Ekstraklasy. Po starciu z Aarhus oraz ograniu wicemistrza kraju wydaje się z pozoru, że "Pasy" stoją na przegranej pozycji, ale za szkoleniowcem "Pasów" stoi mimo wszystko ważne doświadczenie. Dodatkowo on sam przyznał, że widzi istotne zmiany w swoim zespole i jest zadowolony ze stylu gry po meczach towarzyskich.

- Widzę większą jakość u zawodników, którzy byli w Cracovii już wcześniej. Kiedy tu przyszedłem w zeszłym sezonie, to oczywiście drużyna, szatnia była zmęczona mentalnie. Teraz wszyscy mają lepszą energię i pokazują to, co naprawdę umieją. Miło to widzieć - mówił opiekun drużyny Cracovii. 

Bartosz Grzelak ma wprawę w dochodzeniu do sukcesów krok po kroku. Na początku swojej trenerskiej ścieżki, pracując w IK Frej Täby, wyciągnął ten zespół z czwartej do drugiej ligi, doprowadzając do największego osiągnięcia w historii klubu. Jako asystent przyczynił się do mistrzostwa Szwecji w AIK Solna, a następnie już jako pierwszy trener sięgnął po wicemistrzostwo. Stopniowo do sukcesów dochodził też na Węgrzech w Fehérvárze. W pierwszym sezonie zapewnił mu utrzymanie, a zaledwie rok później cieszył się już z czwartego miejsca. Debiut w Ekstraklasie przyniesie mu teraz najtrudniejszego z możliwych rywali w tych rozgrywkach.

- Lech wygląda na bardzo zgrany zespół. Grają podobnie, jak w zeszłym sezonie, więc każdy na boisku wie, co ma robić w każdej fazie gry. Oczywiście trzeba poruszyć temat, że mają dużo indywidualnej jakości, co może jest ich największą siłą, atutem. Mogą zmienienić pięciu czy sześciu zawodników z podstawowej jedenastki, a i tak na boisko wyjdzie bardzo dobry zespół. Mają dobrą kadrę - wymieniał zalety rywala Bartosz Grzelak. 

Kamil Glik również nie ma wątpliwości, co do tego, kto będzie faworytem w jutrzejszym meczu. Kolejorz jednak nie ma co liczyć na łatwą przeprawę. Filar reprezentacji Polski sprzed lat i były kapitan Torino zapowiada, że zespół zrobi wszystko byle tylko zatrzymać rozpędzoną Poznańską Lokomotywę. Na pierwszy rzut oka można mimo wszystko jednak stwierdzić, że w ekipie Nielsa Frederiksena brakuje jakichkolwiek punktów krytycznych. Takowym wydaje się co prawda dyspozycja rezerwowych, którzy nie mieli zbyt wiele czasu na grę, ale Glik docenia także i ten aspekt u Niebiesko-Białych.

- Oglądałem oba mecze Lecha Poznań w tym sezonie i uważam, że zagramy z najlepszą drużyną w naszej Ekstraklasie. Lech się świetnie zaprezentował (...) Uważam, że to klasowa drużyna. Nawet patrząc na ławkę, którą ma do dyspozycji, to widać ich siłę. Zaprezentowali się świetnie, ale mam nadzieję, że napsujemy im krwi i nie będą mieli tak łatwo - wspomina weteran zespołu Cracovii.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo