Niels Frederiksen, tak jak zapowiadał, wprowadził do wyjściowej jedenastki kilka istotnych zmian. Swoją okazję od pierwszych minut wreszcie otrzymał Robert Gumny, który zmienił Joela Pereirę. W środku pola w miejscu Radosława Murawskiego pojawił się natomiast Filip Jagiełło przez co pozycję "szóstki" zajął Antoni Kozubal. Ostatni zmiana w wyjściowym składzie dotyczyła obsady skrzydła, gdzie Luisa Palmę zastąpił Leo Bengtsson. Szwed po raz pierwszy w tym sezonie zameldował się od pierwszych minut w oficjalnym meczu.
Kibiców największa niespodzianka zastała jednak nie w pierwszym składzie, lecz na ławce rezerwowych. Poza kadrą znalazł się... Bartosz Mrozek. Drugim bramkarzem w dzisiejszym meczu był zatem 19-letni Mateusz Pruchniewski. Biorąc pod uwagę jego medialne zapowiedzi o transferze do Turcji wydawać się mogło, że dni Mrozka w Kolejorzu są policzone, ale Niels Frederiksen wytłumaczył nieobecność lidera na ławce w inny sposób.
- To trudne do wytłumaczenia, ale chodzi o pewne przepisy. W kadrze meczowej - w tym na ławce - musi znajdować się kilku młodych zawodników, a mój kłopot polega na tym, że kilku z nich jest w wyjściowej jedenastce. Taki jest tego powód. Moim zdaniem to nie jest dobry przepis. W kadrze wymagani są młodzi gracze, ale jeśli grają od pierwszej minuty, to nie są liczeni łącznie z ławką rezerwowych. Konkluzja jest taka - że Bartek nie mógł się znaleźć w kadrze, bo na ławce musiało być więcej młodych zawodników.
Piłkarze Lecha zderzyli się ze ścianą. Cracovia unicestwiła atuty Poznaniaków
Mimo deklaracji trenera Bartosza Grzelaka na temat tego, że Cracovia będzie chciała wyjść na drużynę Kolejorza z otwartą przyłbicą, zespół przyjezdnych od początku prezentował raczej piłkarski pragmatyzm. Lech Poznań szybko przejął kontrolę nad spotkaniem i aktywnie szukał rozwiązań jak przebić się przez zaryglowaną defensywę "Pasów". Przyjezdni zmusili mistrza Polski do gry w ataku pozycyjnym, prezentując zwarte szyki zarówno pod bramką jak i w środku pola. Ich dyscyplina taktyczna robiła wrażenie.
Ustawienie 5-4-1 trzymało gospodarzy na dystans od bramki Sebastiana Madejskiego, zmuszając ich do szukania okazji niemal wyłącznie po strzałach z dystansu czy dośrodkowaniach na głowy poszczególnych piłkarzy. Na domiar złego podopieczni Nielsa Frederiksena niejednokrotnie przegrywali pojedynki fizyczne z agresywniejszymi rywalami, którzy wcale nie zamierzali "parkować autobusu". Zamiast tego szukali okazji do częstych ataków po fazach przejściowych. Zagrożenie potrafili sprawiać za pomocą zaledwie kilku inteligentnych podań na małej przestrzeni pod bramką Mateusza Lisa. Jednak Terry Yegbe i Wojciech Mońka do spółki pewnie radzili sobie w destrukcji.
Sytuacja Lecha Poznań po pół godzinie gry wyglądała słabo - ostry pressing w wykonaniu obrońców tytułu na niewiele się zdawał przy tak zagęszczonym środku pola Cracovii i zwartej defensywie "Pasów". Kolejorz praktycznie nie miał żadnych klarownych okazji strzeleckich i nie znajdował sposobu na przedarcie się przez obronę inaczej niż po kontratakach lub indywidualnych rajdach. Niewiele brakowało, by w 29. minucie stracił nawet gola, ale wtedy rewelacyjną, ofiarną interwencją plecami popisał się Antoni Kozubal.
Cracovia w pierwszej połowie przemieniła siłę Lecha Poznań w jego słabość - Kolejorz miał piłkę po swojej stronie i dobrze funkcjonował w pressingu, ale nie przynosiło mu to żadnej korzyści. Na połowie "Pasów" wytworzyło się coś w rodzaju trójkąta bermudzkiego, który wciągał całe centrum gry Kolejorza. Pierwsze 45 minut nie tylko nie przyniosło goli, ale też co gorsze nie wskazywało na jakąkolwiek zmianę wyniku na korzyść gospodarzy. Aby tak się stało, Cracovia musiałaby się częściej odkrywać albo któryś z piłkarzy musiał w końcu wykorzystać jedną z licznych okazji po dośrodkowaniu w pole karne Madejskiego.
Kibicom Lecha pozostało tylko zgrzytanie zębami. Mur Krakowian nie runął nawet na moment
Początek drugiej połowy był wręcz usypiający. Lech i Cracovia obniżyły poziom intensywności, a mecz upływał głównie pod znakiem walki o posiadanie w środku pola. Ciśnienie sympatykom Kolejorza w 55. minucie podniósł tylko Mateusz Lis. Wydawało się, że nowy bramkarz Lecha Poznań złapał piłkę poza linią pola karnego i z miejsca otrzymał czerwoną kartkę. Sędzia Damian Sylwestrzak po dłuższej konsultacji z sędziami VAR-u ostatecznie anulował swoją poprzednią decyzję.
Lech uniknął w tamtym momencie koszmaru, ale sytuacja na boisku wciąż była daleka od idealnej. Drużyna Niebiesko-Białych wydawała się rozbita , a w jej poczynaniach za dużo było chaosu, przypadkowości i niedokładności. Wcześniej zwarte szeregi Cracovii nieco się rozrzedziły, ale jakie to miało znaczenie, gdy gracze Kolejorza zupełnie się nie rozumieli i podejmowali błędne wybory? Najlepszą okazję na pokonanie Madejskiego miał Radosław Murawski oddając mocny strzał z dystansu w 69. minucie i tylko kapitalny zasięg golkipera ocalił wtedy skórę gościom.
Cracovia nie tworzyła poważnego zagrożenia pod bramką Mateusza Lisa i wszystko pozostawało w nogach lechitów. "Pasy" zawodziły na potęgę przy finalizacji swoich ataków, ale przynajmniej potrafiły jakkolwiek kreować niebezpieczeństwo. Tymczasem w przypadku Lecha wszystko rozbijało się już o budowanie akcji w środka pola. Kibice obu drużyn obserwujący to spotkanie mogli mieć poczucie, że wpadli w jakąś pętlę czasu, w której wszystkie akcje z jednej i drugiej strony rozpoczynały się i kończyły w taki sam sposób.
Dopiero ostatnie dziesięć minut przyniosło ożywienie po stronie Kolejorza. Cracovia ewidentnie potrzebowała chwili oddechu i zeszła do niskiej obrony dzięki czemu lechici zwietrzyli swoją okazję do ataku. Niebiesko-Biali do samego końca zaciekle atakowali bramkę Madejskiego, ale ich dominacja w tym zakresie nie wpłynęła na zmianę wyniku. Lechici po tym meczu mogli się pochwalić jedynie tym, że w ostatnich chwilach meczu całkowicie zamknęli "Pasy" w ich polu karnym. Przyjezdni zrealizowali swój plan w stu procentach, a kibicom Kolejorza pozostało zgrzytanie zębów.
Lech Poznań - Cracovia 0:0 (0:0)
Lech: Lis - Gurgul, Yegbe, Mońka, Gumny (Pereira 63.) - Kozubal, Jagiełło (Murawski 63.), Rodriguez (Agnero 74.) - Bengtsson (Palma 64.), Ishak, Walemark (Sayyadmanesh 81.).
Cracovia: Madejski - Perković, Henriksson, Traore, Kakabadze - Knap (Selan 25.), Klich (Praszelik 91.), Al-Ammari - Minchev (Burlet 66.), Zahiroleslam (Marchwiński 66.), Hasić (Piła 91.).
Kartki: Ishak 57. - Lech - Hasić 45+4., Klich 86., Marchwiński 87. - Cracovia.
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław)
Komentarze (0)