Tymoteusz Gmur zyskuje na znaczeniu w Stali Mielec
Nie ma co ukrywać, że z pary Tymoteusz Gmur-Sammy Dudek, to ten pierwszy zgarnia póki co największe słowa uznania. 18-latek trafił tego lata do Stali Mielec i od razu po pierwszym meczu widać, że jest to jak najbardziej dobry wybór. Dyspozycja, którą piłkarz imponował jeszcze w trakcie sparingu z Zelarniane Podbrezova nie była przypadkiem. W nowej ekipie Gmur mocno zaznaczył swoją obecność, notując asystę drugiego stopnia przy dośrodkowaniu na 1:0 już w debiucie.
Był to dopiero jego pierwszy mecz w Betclic 1. lidze, a piłkarz zagrał przeciwko Unii Skierniewice jakby już od dawna znał warunki panujące na zapleczu Ekstraklasy. Świetnie odnajydywał się na skrzydle za sprawą swoich zaawansowanych umiejętności technicznych przy pojedynkach i w dryblingach. Potrafił także mocno dynamizować akcje nawet zwykłym kontaktem z piłką, nabierając przeciwników na swoje zwody ciałem. W szczególności na uwagę zasługiwała także jego błyskotliwość i boiskowa inteligencja, która objawiała się w rozkładaniu ciężaru gry poprzez przerzuty piłki.
- Myślę, że dużo czerpię od doświadczonych zawodników. Grałem dziś na stronie z Krystianem Getingerem - to bardzo doświadczony gracz i mocno mi pomaga, podpowiadając w meczach. Reszta graczy też dobrze mnie przyjęła, co mnie cieszy i dziękuję im też za to - mówił Tymoteusz Gmur już w barwach Stali Mielec po meczu z Podbeskidziem.
W debiucie wydawało się, że brakuje mu nieco zaufania ze strony kolegów, ale już w ten weekend przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała wyraźnie udowodnił, że będą z niego ludzie w Stali Mielec. To właśnie Gmur wykończył pięknym, technicznym strzałem akcję bramkową na 1:0. Dołożył od siebie także jedno kluczowe podanie oraz sześć celnych dograń na osiem prób. Cztery z pięciu miały miejsce na połowie rywala.
Paradoksalnie, Gmur mimo wpisania się na listę strzelców, zaliczył jednak statystycznie gorsze wyniki względem starcia z Unią, jeśli chodzi o wpływ na grę w ataku. Miał ledwie 20 kontaktów z piłką, mniej podań oraz dryblingów. O wiele lepiej wyglądał jednak w obronie, co pokazuje jego wszechstronność. Zanotował już cztery odbiory, a nie jeden jak to było wcześniej. Zaliczył też trzy wybicia i przechwyt, pokazując, że zdecydowanie wyciągnął wnioski z meczu z Unią. Wtedy to pomimo sporej wolicjonalności, ewidentnie brakowało mu jakości w grze bez piłki.
- Nigdy nie miałem przyjemności grać przy takiej publice, bo nie udało mi się zadebiutować w Lechu. Jednak kibice Stali robią wrażenie - doping towarzyszył nam przez cały mecz zarówno, gdy nam szło jak i w momencie, gdy nie szło. Jestem pozytywnie zaskoczony. Chcemy oddać im ten dzisiejszy mecz, a następnie pokazać w derbach, że potrafimy grać w piłkę i wygrywać - informował Tymoteusz Gmur na konferencji prasowej po spotkaniu.
Gmur spędził na boisku w starciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała 69. minut - niewiele mniej, ile w poprzedniej rywalizacji z Unią Skierniewice. Choć Stal ostatecznie zremisowała 3:3 ze swoim ostatnim rywalem, wychowanek Lecha Poznań ma prawo być zadowolony ze swojego występu. Pokazuje, że coraz lepiej aklimatyzuje się w nowym miejscu i rozwija się w nerwalgicznych aspektach. Jeśli w jego dyspozycji nic się nie zmieni na minus, a trener dalej będzie ufał jego umiejętnościom, pomocnika Lecha czeka bardzo produktywny czas.
- Wiadomo, że kwestię przenosin zawsze ustala się z menedżerami i z klubem. Rozmawiałem też z Bartkiem Mrozkiem - mówił tu o bardzo dobrym przygotowaniu, otoczce wokół klubu w kontekście kibiców, trenerów czy zawodników. Sądzę, że właśnie to popchnęło mnie do tego, by wybrać właśnie Stal - wspominał Tymoteusz Gmur po meczu z Podbeskidziem.
Sammy Dudek z pierwszym przetarciem w 1. lidze
Nieco więcej perturbacji w wejściu do drużyny doświadcza obecnie Sammy Dudek. Inaczej niż w przypadku Gmura, piłkarz nie trafił do spadkowicza z Ekstraklasy, lecz zeszłorocznej rewelacji Betclic 2. ligi - Unii Skierniewice. Choć cały inauguracyjny mecz ze Stalą Mielec przesiedział na ławce, w starciu z Polonią Warszawa otrzymał szansę na grę w pełnym wymiarze czasowym. Odegrał jedną z najważniejszych ról na boisku w kontekście rozegrania akcji, ale jego drużyna nie zdołała zabrać punktów Polonii Warszawa.
Sammy Dudek zaprezentował się bez zarzutu w kontekście kreacji gry. Osiągnął znakomity wynik ponad 40 kontaktów z piłką, gwarantując 90% celności podań w poszczególnych fazach: 13/15 na połowie rywali, 14/15 na własnej i 27/30 w ogólnym rozrachunku. Dodatkowo dołożył od siebie także pięć odbiorów w defensywie, cztery wybicia i cztery kluczowe akcje pod własną bramką. Pomijając jednak suche liczby mógł się podobać swoją aktywnością bez piłki, ciągłym wystawianiem się do podań i wykorzystywaniem wolnych przestrzeni.
Piłkarz wciąż ma mimo wszystko pole do poprawy. Wynik dwóch wygranych pojedynków na osiem prób nie wygląda dobrze. Tak samo jak aż 11 utraconych posiadań piłki czy dwa zablokowane strzały przy dwóch próbach. Jednakże trzeba przyznać, że jeden z nich w okolicach 60. minuty, gdyby nie ofiarna interwencja obrońcy mógł zakończyć się pięknym golem.
Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że 18-letni gracz, występujący przed momentem w Betclic 3. lidze został wrzucony na głęboką wodę. Od 40. minuty jego drużyna musiała grać w dziesiątkę przeciwko drużynie, która rok temu biła się o awans do Ekstraklasy. Dudek zaliczył mniej efektowny występ od Gmura, ale skala porażki zespołu nie powinna definiować jego występu.
Piłkarz ma predyspozycje do tego, by regularnie meldować się na placu boju w dłuższym zakresie czasowym. Na szczególną uwagę zasługiwała właśnie wspomniana wcześniej chęć uczestniczenia w grze i szukanie okazji do przejęcia piłki. Ponadto piłkarz praktycznie przy każdym kontakcie z piłką szukał podań progresywnych, dynamizujących ataki. Teraz do dalszego rozwoju będzie potrzebować tylko zaufania ze strony trenera Sochy. Następna szansa przyjdzie z dobrze znanym Sokołem Kleczew w Pucharze Polski 5 sierpnia.
Hoffmann nie daje argumentów na przyszłość w Lechu
W przypadku Iana Hoffmanna, którego los kibicom Lecha Poznań jest teraz zdaje się najbardziej obojętny spośród wypożyczonych, nie ma aktualnie żadnego przełomu. Nowy nabytek mistrza Szwecji - Mjallby - opuścił już dwa mecze z Vasteras SK i Kalmar FF. Nie załapał się także do kadr meczowych w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów przeciwko ekipie Lincoln. Mjallby w rywalizacji z tymi zespołami już zapewniło sobie potrzebny awans do kolejnej rundy.
Amerykanin trafił do nowego zespołu w środku lipca na zasadzie wypożyczenia, które obowiązuje do końca roku kalendarzowego. Hoffmann na ten moment nie może w żaden sposób ustabilizować swojej kariery tułając się pomiędzy klubami norweskiej Eliteserien, a omawianą ekipą Mjallby. Przed wypożyczonym graczem Lecha Poznań znajdują się obecnie sądne miesiące. Jego kontrakt z Kolejorzem, obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku, a zawodnik stanie się później wolnym zawodnikiem.
Jego powrót do macierzystego klubu z końcem tego roku będzie równoznaczny z zesłaniem do trzecioligowych rezerw, a może nawet wszystko zakończy się jeszcze gorzej. Wskazuje na to przykład Bryana Fiabemy, który mimo tego, iż nie jest graczem pierwszej drużyny Lecha Poznań... nie figuruje też w planach Joopa Oostervelda. Hoffmann powinien zatem poważnie martwić się o swój los tym bardziej, że jak widać Mjallby nie korzysta z jego usług.
Komentarze (0)