Piłkarz Lecha wreszcie poradził sobie z problemami formalnymi
Sprawa opóźnionego przybycia Allahyara Sayyadmanesha do Poznania była w ostatnim czasie najgorętszym tematem w kontekście letniego okna transferowego mistrzów Polski. Zawodnikowi, tak samo jak trenerowi Andy'emu Parslowowi, towarzyszyły problemy związane z otrzymaniem wizy pracowniczej w naszym kraju. W efekcie tego, nie było pewne, kiedy dokładnie piłkarz na stałe zamelduje się bez żadnych problemów przy Bułgarskiej.
Rzecznik prasowy Lecha Poznań - Adrian Gałuszka - przekonywał dziś po południu, że klub od samego początku zrobił wszystko co tylko było w jego mocy, aby piłkarz bez przeszkód mógł dołączyć do drużyny. Od razu po podpisaniu kontraktu rozpoczęto proces wizowy, a klub niezwłocznie kompletował całą dokumentację, by maksymalnie przyspieszyć przybycie Sayyadmanesha. Jednak całą sytuację związaną z przedłużającym się dołączeniem Irańczyka do zespołu komplikował fakt, że jego poprzednia wiza wygasła wraz z końcem pierwotnej umowy z poprzednim klubem i trzeba było zacząć całą procedurę na nowo.
Lech Poznań musiał zatem w pełni zaufać procedurom i czekać na werdykt, a działania utrudniał fakt, że Allahyar dodatkowo ubiegał się o wizę w Turcji, skąd pochodzi jego żona, a nie w Iranie. To wszystko komplikowało działania w tym zakresie do tego stopnia, że nawet mimo złożenia całego kompletu dokumentów trzeba było po prostu uzbroić się w cierpliwość i czekać na decyzję. Kolejorz zatem zrobił wszystko, by jak najszybciej sprowadzić Allahyara Sayyadmanesha do kraju, a reszta zależała od konsultatu i tamtejszych procedur.
Finalne przybycie Irańczyka nie było jednak na żadnym etapie zagrożone ze strony mistrzów Polski. Klub nie brał pod uwagę opcji przedwczesnego rozwiązania umowy z piłkarzem ze względu na przedłużający się etap wizowy. Nikt nie zakładał scenariusza, w którym piłkarz miałby tej wizy nie dostać. Rzecznik prasowy klubu - Adrian Gałuszka - poinformował dziś, że zawodnik otrzymał wizę typu D i będzie ona obowiązywać do pięciu lat.
Nowy piłkarz jest gotowy do treningów. Niels Frederiksen ma powody do radości
Zawodnik dziś rano zameldował się na lotnisku w Warszawie, a następnie przetransportowano go do Poznania. Tam następnie zatrzymał się w okolicach stadionu, żeby odebrać swoje rzeczy i ruszył prosto do Centrum Badawczo-Rozwojowego we Wronkach. Adrian Gałuszka podkreśla, że piłkarz nawet mimo niedogodności przygotowywał się na własną rękę w Turcji, a więc Niels Frederiksen nie powinien narzekać na jego formę fizyczną. Piłkarz pozostawał bowiem w kontakcie z trenerami przygotowania motorycznego i realizował swoje wytyczne. Teraz pozostaje go zatem jedynie wdrożyć do prac z całym zespołem.
Allahyar Sayyadmanesh dzisiaj ma odbyć pierwsze treningi, a trener Niels Frederiksen informuje, że istnieje nawet duża szansa na to, że zagra w Superpucharze Polski. W jutrzejszym sparingu przeciwko Bohemians Praga jednak nie wystąpi, bo jak twierdzi szkoleniowiec jest na to jeszcze za wcześnie. Duńczyk wyraża nadzieje, że piłkarz będzie w stanie na tyle dobrze trenować w niedzielę i poniedziałek, że we wtorek dołączy już do pracy z całą drużyną. Dowiedzieliśmy się, że raczej nie należy się spodziewać jego występu w pełnym wymiarze czasowym przeciwko Górnikowi Zabrze, ale dostanie swoją szansę na boisku.
- Jego nieobecność istotnie nie była dla nas optymalna. Życzylibyśmy sobie tego, by był z nami od początku przez dwa tygodnie i byśmy mogli korzystać z niego jak najczęściej. Dzięki temu miałby szansę lepiej się zaadaptować do drużyny. Czasem jednak trzeba się mierzyć z takimi wyzwanami i najważniejsze jest to, że piłkarz dziś do nas dołączy. Wciąż mamy trochę czasu na pracę z nim, a on sam będzie uczestniczyć w treningach z nami przez kolejne tygodnie, a więc nie jest to katstrofalna sytuacja. Najważniejsze, że możemy wspólnie pracować i że mamy szansę go maksymalnie zintegrować z drużyną już wkrótce - dzielił się swoimi odczuciami szkoleniowiec.
Niels Frederiksen zyskuje zatem do swojej dyspozycji niezwykle wszechstronnego zawodnika. Na tyle uniwersalnego, że sam szkoleniowiec jeszcze nie wie dokładnie, na jakiej pozycji obsadzi swoją supergwiazdę. Może grać zarówno jako prawy jak i lewy skrzydłowy. Trener nie wykluczył jego obecności także w środku pola. Duńczyk jest jednak świadomy aktualnych deficytów na prawej stronie boiska w związku z nieobecnością Gholizadeha, a także utratą Taofeeka Ismaheela, a zatem to właśnie na prawej stronie najprawdopodobniej będzie grać z początku rodak Alego.
Niels Frederiksen stwierdził dziś, że dla trenera to świetna wiadomość, kiedy do swojej dyspozycji otrzymuje tak wszechstronnego zawodnika mogącego obsadzać różne pozycje w drugiej linii. Jakość 25-latka potwierdzają też bardzo dobre liczby. W poprzednim sezonie odnotował pięć goli i cztery asysty w 24 meczach Jupiler Pro League. Z Lechem związał się trzyletnią umową do 2029 roku.
Komentarze (0)