- Joel Pereira twarzą złotych czasów Kolejorza. "Nie uważam siebie za symbol"
- Lech z wyjątkowym osiągnięciem w XXI wieku. "Granie w Europie zabiera bardzo dużo energii"
- Lech stoi w obliczu ważnych zmian. "Prawie nigdzie nie widzi się takiego porozumienia, jakie panuje między nimi"
- Joel Pereira nie boi się marzeń o Lidze Mistrzów. "Pokazaliśmy, że potrafimy na równi rywalizować z największymi zespołami"
Joel Pereira twarzą złotych czasów Kolejorza. "Nie uważam siebie za symbol"
Joel, jesteś jednym z symboli obecnej, złotej ery Lecha Poznań. To twoje trzecie mistrzostwo w trakcie pięciu sezonów, które rozegrałeś w barwach tego klubu i pierwsze, które udało się obronić. Sukcesy się mnożą, a ty sam zachowujesz w tym wszystkim wysoką formę. Czujesz, że pod względem warunków trafiłeś do piłkarskiego raju, czy może jest to dla ciebie okazja, by rozwinąć skrzydła w innym klubie? W innej, być może lepszej, lidze?
Przyszedłem do klubu w perfekcyjnym momencie. Głównym celem było rzecz jasna wygranie tytułu. Od razu po transferze wszystko w klubie stało na bardzo wysokim poziomie aż do obecnej chwili. Dołączając do Lecha wiedziałem, że ostatnie lata nie były dla niego najlepsze. Zdobycie trzech tytułów w przeciągu pięciu lat to całkiem niezłe osiągnięcie niezależnie, w którym kraju to robisz. Szczególnie, że tabela w tym sezonie była wyjątkowo ciasna. Nie uważam siebie za symbol, o którym mówisz - dla mnie kimś takim jest Mikael Ishak. Widzę siebie jednak w istotnej roli dla klubu, w której się spełniam i dostarczam ważnych liczb co sezon. Co przyniesie przyszłość? Tego nie wiem.
Czy po tych latach spędzonych tutaj, biorąc pod uwagę trzy mistrzostwa i występy w fazie pucharowej Ligi Konferencji czujesz, że jako piłkarz masz wszystko? Zgadzasz się, że trafiłeś w najlepsze możliwe miejsce, do którego każdy gracz dąży?
Mam prawie wszystko, by tak uważać. Oczywiście nie wszystko jest idealne, bo tak nigdzie nie jest, ale mam powody by być całkiem zadowolonym. Będąc szczerym, nie lubię komfortu - lubię nowe wyzwania, nowych ludzi wokół. Mam to zapewnione tutaj, ale w innym klubie pewnie również bym tego doświadczył. Wszystko zależy od tego, co daje klubowi i co klub daje mi. W piłce nożnej nie można zamykać żadnych drzwi. Jestem jednak tutaj szczęśliwy. Lechowi oddałem życie, lata, liczby i jakość.
A zatem twoją największą ambicją i wyzwaniem, które masz przed sobą jest pewnie teraz zdobycie Pucharu Polski i awans do Ligi Mistrzów? Tego zdaje się tobie brakować do kolekcji?
Szczerze mówiąc to chcę zdobyć Puchar Polski, ale jeśli zapytałbyś mnie o to, co wolałbym wygrać - Puchar Polski czy mistrzostwo - to zawsze wybiorę ligę. Sądzę, że gdyby zapytać fanów to również woleliby wygrać ligę. To dla mnie znacznie ważniejsze, ale jeśli byłaby taka możliwość to oczywiście chciałbym zgarnąć oba trofea.
Lech z wyjątkowym osiągnięciem w XXI wieku. "Granie w Europie zabiera bardzo dużo energii"
Po pierwszej rundzie nie byliście oczywistym faworytem do mistrzostwa. Natrafiliście na duże problemy związane z kontuzjami, ale też sama aklimatyzacja nowych zawodników trwała dość długo. Chciałbym właśnie o to zapytać: co było najtrudniejsze w związku z tą aklimatyzacją, że trwała tak długo?
Myślę, że w przypadku każdej drużyny jest tak, że gdy przychodzą nowi zawodnicy potrzebują trochę czasu, aby się zgrać. Nie byliśmy pod tym względem inni. Muszą się właściwie zaadaptować, ale ogólnie uważam, że stworzyliśmy bardzo dobrą grupę, gdzie każdy wzajemnie się akceptuje. Każdy, kto przyszedł, czuł się dobrze i próbowaliśmy sobie wzajemnie pomagać. Odkąd tu przyszedłem nie spotkałem się z tym, żeby wielu piłkarzy miało problemy z dopasowaniem się. Przez te pierwsze sześć miesięcy tak naprawdę niczego nie straciliśmy. W drugiej rundzie udało nam się osiągnąć cel. Na początku przeszliśmy fazę ligową Ligi Konferencji, utrzymaliśmy się w Pucharze Polski i walczyliśmy o tytuł. Patrząc na to teraz, nasze problemy nie były wtedy pod tym względem aż tak duże.
A zatem można stwierdzić, że chemia w drużynie była na tym samym poziomie przez cały czas?
Można tak powiedzieć. Jednak, gdy tracisz Alego Gholizadeha, Patrika Walemarka i jakość, którą wnosili do zespołu, to normalne, że kryzysowe momenty będą przytrafiać się częściej. Nie jesteśmy pod tym względem wyjątkowi patrząc na drużyny.
Faktycznie. Z perspektywy czasu napisaliście wielką historię, co nie udało się chociażby za czasów Johna van den Broma. Wtedy też mieliście okazję, byliście blisko, ale tytułu nie zdobyliście. Dostrzegasz po latach, czego wam zabrakło wtedy, a co pojawiło się przykładowo teraz?
Szczerze mówiąc nie znajduję konkretnej przyczyny, ale wtedy zaszliśmy dalej w Lidze Konferencji niż w tym sezonie. Granie w Europie zabiera bardzo dużo energii. Straciliśmy z tego powodu trochę punktów i zabrakło ich do tego, by wywalczyć mistrzostwo. Ten sezon też jednak był specjalny, bowiem dużo zespołów z czołówki straciło mnóstwo punktów, a mimo to wciąż walczyły o tytuł. Do mistrzostwa wystarczyło nam w tym sezonie 59 punktów, za kadencji Johna van den Broma mistrz Polski miał ich 75. Być może z powodu walki w Europie straciliśmy tak dużo oczek, nie wiem.
Porównując to, co było dawniej, a to co jest teraz zauważam jedną zasadniczą różnicę między pierwszym, a drugim sezonem za kadencji Nielsa Frederiksena: nauczyciliście się podnosić po upadkach. Comebacki stały się waszym znakiem rozpoznawczym po tym, gdy rok temu były przekleństwem. To jest coś, co pojawiło się w waszym zespole naturalnie czy jakoś to wypracowaliście? Trudno mówić o przypadku skoro robiliście to w miarę regularnie.
Myślę, że to kwestia jakości zawodników oraz ducha drużyny w pewnych momentach. Zachowujesz chłodną głowę i potrafisz odwrócić wynik meczu. Udało nam się sięgnąć po mistrzostwo robiąc to kilkukrotnie, ale znów trudno mi odpowiedzieć konkretnie, jak to możliwe, że wyspecjalizowaliśmy się w comebackach. Piłka nożna jest zbyt złożona i skomplikowana, by mówić o jasnych rozwiązaniach. Musielibyśmy rozmawiać tu o naprawdę wielu aspektach i czasem nie jest to takie proste.
W tym roku cechował was jednak przede wszystkim spokój. Nawet w materiale wideo widać było, że trener mówił przed meczem z Radomiakiem o tym, by być spokojnym, nie denerwować się i że jest to po prostu mecz. Także w szatni oddychaliście spokojnie i towarzyszył wam luz. Sądzisz, że to był w tym roku taki szczególny atut, którego brakowało w poprzednim sezonie?
Mogło tak być. W ostatnim meczu wygraliśmy z Radomiakiem 3:1, podczas gdy rok temu z Piastem było 1:0. Każdy był wtedy zdenerwowany i drżał o mistrzostwo, bo jeden gol dla rywala mógł sprawić, że cały sezon ległby w gruzach. Teraz było inaczej nawet pomimo straty gola. W drugiej połowie Radomiak nie miał zbyt wielu okazji do zdobycia bramki.
My, jako kibice, w szczególności odczuwaliśmy w tym sezonie podenerwowanie i drżenie o mistrzostwo nawet, gdy u was było spokojnie. Narracja często się zmieniała i przeżywaliśmy rollercoaster emocji. W szczególności widać to było na portalu "X", gdzie chyba jako jeden z nielicznych z drużyny masz aktywne konto. Śledziłeś te wszystkie wypowiedzi kibiców, ten zmieniający się klimat wokół Lecha nawet mecz po meczu?
Nie sprawdzam go i nie scrolluje. Wchodzę na niego wtedy, gdy kibice wysyłają mi wiadomości i je odbieram. Te negatywne dostaję od anonimów nawet bez prawdziwego zdjęcia, więc o nich nie dbam. Wcześniej rzeczywiście aktywnie się udzielałem, scrollowałem, sprawdzałem, ale to po prostu niszczy twoją mentalność. Musisz myśleć o swoich meczach i o sobie samym. Musisz rozmawiać ze swoją rodziną, bliskimi czy swoimi przyjaciółmi. Jeśli ciągle czytasz to, że jesteś najlepszy, kiedy grasz dobrze i to, że jesteś najgroszy na świecie po jednym gorszym meczu, to w pewnym momencie robisz się po prostu martwy pod względem mentalnym. Jeśli miałbym dać jakąś radę nowym piłkarzom, to powiedziałbym: nie śledźcie Internetu, nie wchodźcie tam, bo to jest totalny rollercoaster i nie jest dobry dla waszego zdrowia.
A u was w drużynie były takie momenty, gdzie pojawiał się też taki rollercoaster emocji? Zdarzały się krytyczne chwile czy nieustannie zachowywaliście spokój?
Oczywiście były lepsze i gorsze dni, ale generalnie jako zespół byliśmy spokojni i skoncentrowani na naszej pracy w każdym elemencie.
Lech stoi w obliczu ważnych zmian. "Prawie nigdzie nie widzi się takiego porozumienia, jakie panuje między nimi"
Drużyna Lecha Poznań w tym sezonie była najbardziej dojrzała odkąd jesteś w...
Nie. Nie jest nawet blisko tego jak to było w moim pierwszym sezonie. Zespół trenera Skorży był najbardziej dojrzałym i doświadczonym zespołem, w jakim grałem w Lechu Poznań. To była najlepsza drużyna w jakiej kiedykolwiek grałem. Oczywiście byli tam inni zawodnicy i grano w innym stylu z innym trenerem, ale biorąc pod uwagę jakość składu to był kompletnie inny poziom.
Skoro jesteśmy w temacie trenerów to chciałbym też zapytać ciebie o trenera Nielsa Frederiksena. Wiemy, że jego przyszłość jeszcze nie jest w żaden sposób przesądzona i nie wiadomo, co się wydarzy. Zakładając czarny scenariusz, że wybierze inny klub, co będzie takim jego znakiem firmowym w kontekście tych dwóch lat w Lechu Poznań? Jaka jego cecha będzie twoim zdaniem niezastąpiona przez tego, kto przyjdzie w jego miejsce?
Mam wielką nadzieję, że trener zostanie w Lechu Poznań. Życzę sobie tego, bo to trener z dwoma tytułami i ważnymi osiągnięciami w trakcie dwóch lat pracy tutaj. To nie będzie łatwe, by go ewentualnie zastąpić. Jego najlepszą cechą czy też umiejętnością jest zarządzanie grupą i poszczególnymi zawodnikami. Gramy w zupełnie inny sposób niż za trenera Skorży czy van den Broma. Po tym, co on zrobił z tą drużyną przez dwa ostatnie lata, kiedy przychodził tu nie znając nikogo, a my nie znaliśmy jego, mogę powiedzieć, że wykonał zadanie perfekcyjnie. W tym sezonie przyszło wielu nowych graczy, wielu też było kontuzjowanych, a on tym wszystkim doskonale zarządzał. To dla mnie mistrz zarządzania składem. Jeśli, by nas opuścił, a mam wielką nadzieję, że tak się nie stanie, to będzie największa strata, jaką poniesiemy.
Część fanów martwi się także o kolejny sezon w kontekście pewnej już nieobecności asystenta Nielsa Frederiksena Sindre Tjelmelanda. Zdałem sobie sprawę niedawno, że tak naprawdę to niewiele wiemy, jak duży wpływ ma faktycznie na was jako zespół i jak ważną rolę pełni. Widzimy go jednak często na meczach, gdy dyryguje wami przy linii. Stąd też to samo pytanie względem jego marki: co drużyna Lecha straci wraz z jego odejściem? Gdzie leży jego największa wartość?
Sindre jest bardzo ważny. To prawa ręka Nielsa Frederiksena i jeśli pytasz mnie o moje odczucia względem Sindre, to jak dla mnie ma on potencjał na bycie jednym z najbardziej niesamowitych trenerów. Życzę mu sukcesu po tym, gdy wykonał ten krok naprzód. Ma w sobie mnóstwo jakości w kontekście analizy wideo, rozmów z zawodnikami i doskonale rozumie grę. On perfekcyjnie uzupełnia Nielsa. Prawie nigdzie w futbolu nie widzi się takiego porozumienia, jakie panuje między nimi. Przynajmniej ja się z czymś takim się nie spotkałem w piłce nożnej. Jestem ciekaw jak potoczą się ich losy. Jeśli Niels Frederiksen zdecyduje się na odejście, życzę mu wielkich sukcesów gdziekolwiek by nie trafił, choć mam nadzieję, że zostanie tak jak wcześniej powtarzałem. To jeden z najważniejszych elementów układanki Lecha Poznań, ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
Masz za sobą najlepszy sezon w Lechu Poznań pod względem liczb: cztery gole i dziesięć asyst we wszystkich rozgrywkach. Czujesz, że w tym roku osiągnąłeś najwyższy poziom w swojej grze odkąd jesteś w Lechu?
To był najlepszy sezon niezależnie od moich liczb. Mogłem mieć jeszcze więcej asyst i więcej goli, gdybym tylko zdecydował się na częstsze strzały, ale zawsze wolę jednak podawać. Generalnie jednak to był bardzo dobry sezon. Opinii na temat mojej gry było wiele - czasem ludziom ona odpowiadała, a czasem nie. Zawsze jednak wnosiłem od siebie maksymalną jakość, co łączyło się z liczbami, które przynosiłem klubowi. To nie jest łatwe zadanie, by rok w rok wnosić te czynniki do drużyny. To jest łatwe, gdy zrobi się to w jednym sezonie i opuści się klub, ale robić to przez pięć lat z rzędu, dowozić te asysty jako prawy obrońca... Ludzie czasem zapominają o tym, jaką mam pozycję na boisku. Nie jestem skrzydłowym, nie jestem "dziesiątką" - jestem prawym obrońcą, który dostarcza tych liczb i jestem z tego powodu szczęśliwy. Również z tego względu, że klub otworzył mi drzwi, ponieważ w przeszłości grałem dla małych zespołów i nie było to proste robić liczby dla takich marek jak Lech. Wtedy musiałem więcej bronić niż tu i może dlatego tutaj osiągam tak dobre wyniki. Jednak jeszcze raz to podkreślę: dowożę je przez pięć lat z rzędu, co nie jest proste. Łatwo jest to zrobić przez rok i odejść. Robić takie wyniki przez dwa sezony może też jest łatwo. Jednak przez pięć... to już wcale nie jest proste.
Wiele razy po meczach w trakcie tego sezonu pytałem cię o to, co możesz jeszcze bardziej poprawić w swojej grze i teraz też nie będzie inaczej. Są jakieś aspekty, nad którymi w szczególności chcesz się skupić mając teraz na koncie te cztery gole i dziesięć asyst? Może też chcesz wskazać, w czym udało się tobie podnieść poziom?
Szczerze mówiąc robię praktycznie to samo, co sezon, ale może wskazałbym tutaj lepsze zrozumienie swojej roli, w której widzi mnie Niels Frederiksen. Mój pierwszy sezon w Lechu to był okres adaptacji, potem zaczęły już przychodzić konkrente liczby. Teraz od pierwszego dnia wiedziałem już czego Niels Frederiksen ode mnie oczekuje i wszystko poszło dobrze. Nie trenuję częstszych podań czy też crossów, jeśli o to pytasz - trenuję mniej więcej tak samo.
Skala trudności osiągania rok w rok tych wysokich liczb to jedna kwestia, ale z drugiej strony zastanawiam się, jak trudne dla ciebie było koncentrowanie się na tym najwyższym celu, jakim jest obrona tytułu, gdy urodziła się tobie córka? Stało się to w najbardziej newralgicznym momencie dla Lecha, kiedy wchodziliście w okres starć decydujących o mistrzostwie. Zachowanie koncentracji na obranym celu było wtedy wyzwaniem, biorąc pod uwagę opiekowanie się dzieckiem?
Opieka nad dzieckiem nie była dla mnie najtrudniejsza. Trudności były związane z dystansem między nami. Od grudnia moja rodzina przebywa w Porto, a od stycznia jestem w Polsce sam. To nie jest łatwe, by sobie z tym poradzić, bo uwielbiam być blisko moich córek i żony, ale to jest futbol. Moja żona podjęła decyzję, żeby zostać w Porto w Portugalii, bo tak było jej łatwiej. Kiedy mam czas to latam do mojego kraju, ale koniec końców wszystko się udało, bo ostatecznie wygrałem mistrzostwo, a obiecałem córce oddać jej złoty medal po sezonie. To mi się udało i bardzo się z tego powodu cieszę.
Zatem rozłąka nie wpłynęła na twoją koncentrację i kondycję psychiczną?
Nie, rozmawiam z nimi każdego dnia. Czułem, że ta sytuacja będzie dobra dla nich i dla mnie, a między nami było porozumienie w kwestii tego, że zostają w Portugalii, a ja sam w Poznaniu.
Joel Pereira nie boi się marzeń o Lidze Mistrzów. "Pokazaliśmy, że potrafimy na równi rywalizować z największymi zespołami"
Czujesz w związku z tym wszystkim radość, że ten sezon się zakończył, czy może po wygranym mistrzostwie, świętowaniu i swojej formie masz poczucie, że mógłbyś grać jeszcze mecz za meczem?
Będąc szczerym jestem szczęśliwy, że wszystko się już kończy. To był długi sezon, rozegraliśmy ponad 50 spotkań i potrzebuję wakacji, by pomyśleć o swojej przyszłości i następnym sezonie. Wciąż mam kontrakt z Lechem i zobaczymy, co się wydarzy.
To trochę brzmi jakbyś był otwarty na propozycje transferowe...
Jestem tutaj szczęśliwy. Jak co sezon dostaję oferty przenosin do innych klubów i nigdy nie walczę z Lechem w kontekście potencjalnego odejścia. Jeśli klub uzna, że mój transfer będzie dobry dla niego, to jestem otwarty. Jeśli nie, to wciąż mam ważny kontrakt i jestem gotów do walki, by zdobywać dla niego kolejne puchary czy tytuły.
Teraz wszystko wskazuje na to, że następny sezon będzie pod tym względem chyba najbardziej wyjątkowy w dziejach. Przed wami kwalifikacje do Ligi Mistrzów, gdzie wystartujecie z pozycji rozstawionych. Fani wieszczą wam grę w tym turnieju, biorąc pod uwagę rywali w eliminacjach. Dajesz sie porwać temu optymizmowi, mając w pamięci to, że w samej Lidze Konferencji już nie było łatwo? Mówię o meczu z Szachtarem.
Czytałem o tym, ponieważ wszyscy wokół mnie mówią, że to prosta sprawa awansować do Ligi Mistrzów w naszej sytuacji. Według mnie wcale tak nie jest, ponieważ nawet jeśli grasz przeciwko niedocenianym ekipom, są one i tak maksymalnie zmobilizowane, by dotrzeć do Ligi Mistrzów. Kiedy wspominam domowy mecz z Szachtarem, to pamiętam, że przegraliśmy po rozegraniu słabego meczu. Na wyjeździe zagraliśmy natomiast fantastyczne spotkanie. Pokazaliśmy, że potrafimy na równi rywalizować z największymi zespołami, tak samo jak w przypadku Mainz. Dawaliśmy radę także prowadzić 2:0 z Rayo, które jest teraz przecież w finale. Mamy zatem swoje argumenty i jakość, ale w następnym sezonie będzie nowy skład, nowi zawodnicy, a część obecnych odejdzie. Nie wiemy, czego oczekiwać, szczególnie, że nie wiemy też, czy zostanie sam trener. Zatem, zakończmy może najpierw ten sezon, a następnie wejdźmy w kolejny z pełną energią. Nie jesteśmy teraz w stanie czegokolwiek przewidzieć. Będziemy jednak walczyć z pełną mocą i zobaczymy, czy to nas doprowadzi do Ligi Mistrzów. Jeśli to nam się uda, napiszemy piękną i wyjątkową historię. Jeśli trafimy do Ligi Europy, to będzie dla mnie ciekawe wyzwanie, bo nigdy tam nie grałem, a jeśli znów zagramy w Lidze Konferencji to też dobrze, bo lubię grać w rozgrywkach europejskich.
Na koniec zapytam ciebie w takim razie o to, jaki był twój najlepszy moment mistrzowskiej celebracji po meczu z Radomiakiem Radom?
Nigdy w życiu nie świętowałem tytułu w autobusie (śmiech). To było dla mnie nowe przeżycie, ale zdecydowanie bardziej wolę to robić u nas na stadionie z fanami. Taki jednak jest futbol - wygraliśmy ligę w Radomiu i mogliśmy świętować na stacji benzynowej i w autobusie. Kiedy przybyliśmy wcześnie rano na nasz stadion czekało na nas mnóstwo kibiców, to było niesamowite. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się też świętować na parkingu na stacji skacząc z drużyną po jakimś samochodzie. Dziękuję wszystkim fanom, którzy byli z nami w tej podróży. W tę sobotę świętujemy ponownie.
Komentarze (0)