Lech Poznań UAM bezradny w ofensywie. Śląsk potrzebował niewiele do prowadzenia
Lech Poznań UAM wyszedł na piątkowy mecz z nożem w zębach i od pierwszego gwizdka często nacierał na bramkę Śląska Wrocław. Podopieczne Alicji Zając prezentowały bardzo ofensywny styl gry, bazujący na szybkich atakach za pomocą dalekich podań prostopadłych. Przyjezdne potrafiły długimi momentami trzymać rywalki blisko ich pola karnego i nie pozwalały na to, by wychodziły ze swojej połowy. Postawa lechitek jasno wskazywała na to, jak bardzo potrzebują one punktów, by utrzymać się w grze o piąte miejsce w tabeli Ekstraligi.
Kolejorz przeważał, ale w 12. minucie to Wrocławianki objęły prowadzenie jako pierwsze. Do tego wystarczyła im pierwsza poważna akcja strzelecka. Defensorki Lecha Poznań UAM zdecydowanie zbyt łatwo wpuściły w pole karne Karolinę Gec, której strzał w sytuacji sam na sam odbiła Jagoda Sapor. Niestety obrończynie nie przypilnowały Katarzyny Białoszewskiej, która bez żadnego problemu, zupełnie osamotniona wbiła piłkę do siatki przyjezdnych. Sytuacja na boisku nawiązywała do tego, co piłkarki z Poznania pokazały w Pucharze Polski przeciwko "Gieksie" - potrafiły długimi momentami kontrolować grę, ale ich rywalki były po prostu skuteczniejsze.
Lechitki ostro naciskały na swoje przeciwniczki za każdym razem, gdy te przejmowały piłkę, ale o klarownych sytuacjach strzeleckich nie było mowy. Poznanianki miały trudności zarówno z celnością podań na małej przestrzeni, jak również przy długich, prostopadłych zagraniach na dobieg. Śląsk natomiast pokazywał po swojej stronie więcej konkretów w ofensywie za sprawą indywidualnych akcji poszczególnych zawodniczek, które mocno utrudniały zadanie lechitkom w trakcie pojedynków.
Potwierdził to gol w 30. minucie spotkania, ponownie autorstwa Katarzyny Białoszewskiej i ponownie po jednym z nielicznych zrywów ofensywnych Śląska Wrocław. Lechitka kryjąca zawodniczkę z drużyny gospodyń nie poradziła sobie z zadaniem, a Białoszewska bez żadnych problemów wykończyła akcję w polu karnym podnosząc prowadzenie na 2:0. Lechitki często utrzymywały się przy piłce, konstruowały akcje, ale w żaden sposób nie potrafiły postawić kropki nad i. Piłkarki Kolejorza schodziły na przerwę z ogromnym niedosytem, bowiem po pierwszej połowie zasłużyły na zdecydowanie więcej. Niemoc pod polem karnym Śląska Wrocław była jednak aż nadto widoczna.
Szok w drugiej połowie! Obie ekipy zabrały kibiców na szaloną, emocjonującą jazdę rollercoasterem
Podopieczne Alicji Zając nie dały się złamać i dalej szukały sposobu na przełamanie zaryglowanej obrony Śląska Wrocław. "Wojskowe" ustawiły się jeszcze głębiej i zmusiły Lecha Poznań UAM do częstszej gry w ataku pozycyjnym. To jednak wcale nie pomogło gospodyniom w utrzymaniu korzystnego rezultatu, bowiem w 51. minucie kapitalnym strzałem na bramkę Hanny Wieczerzak popisała się Blanka Borowa. Zawodniczka Kolejorza, która pojawiła się na murawie w drugiej połowie, oddała rewelacyjne uderzenie z dystansu i dała swojej ekipie kontakt w meczu.
Lechitki zdecydowanie zaznaczały swoją wyższość na boisku, czy to w ataku, czy to w obronie. Wrocławianki ponownie, rzadko kiedy przeprowadzały niebezpieczne akcji, ale pod bramką Sapor czekało ich o wiele trudniejsze zadanie niż w pierwszej połowie. Obrończynie prezentowały już zdecydowanie większe skupienie w swoich poczynaniach, co uniemożliwiało gospodyniom podniesienie prowadzenia. Tak dobra gra po obu stronach boiska popłaciła wyrównaniem w 67. minucie spotkania. Wtedy to Maja Kuleczka przelobowała uderzeniem głową Hannę Wieczerzak po dośrodkowaniu w pole karne z rzutu wolnego. Wynik na tablicy wynosił 2:2, a mecz otworzył się na nowo.
Poznanianki przyszpiliły przeciwniczki, a zespół Śląska Wrocław niedługo później trafił z nieba do piekła. Lech w nieprawdopodobny sposób dopiął swego i wyszedł na prowadzenie 3:2 po fenomenalnym strzale Małgorzaty Rogus bezpośrednio z rzutu wolnego. Koszmar "Wojskowych" trwał w najlepsze, a Kolejorz zaprezentował w drugiej połowie olimpijską formę i niesamowitą mentalność. Zespół Alicji Zając niemalże całkowicie zamknął przeciwniczki na swojej połowie, a te nie potrafiły znaleźć sposobu, by ominąć bardzo wysoki pressing przyjezdnych.
Śląsk Wrocław odnotowywał spadek jakości w końcówce spotkania, ale próbował gasić pożar za sprawą ciężkiej pracy fizycznej swoich zawodniczek. Momentami w polu karnym Kolejorz było naprawdę gorąco głównie po stałych fragmentach gry i finalnie obrona Lecha Poznań UAM jednak pękła. Katem przyjezdnych okazała się niesamowita Katarzyna Białoszewska. To właśnie ona doprowadziła do remisu w ostatniej akcji meczu. Wygrała ona pojedynek w powietrzu zarówno z towarzyszącą jej obrończynią jak i piąstkującą Jagodą Sapor. Ustaliła rynik na 3:3 i utrudniła Lechowi Poznań UAM drogę do piątego miejsca w tabeli.
fot. Flashscore
Lech Poznań UAM - Śląsk Wrocław 3:3 (0:2)
Gole: Białoszewska 12., 30., 95. - Śląsk - Borowa 51., Kuleczka 67., Rogus 73. - Lech
Lech: Sapor - Poniedziałek, Kuleczka, Łuczak - Przybył, Porada (Borowa 46.), Piechocka, Sworska, Kuśmierczyk (Figura 46.) - Związek (Rosińska 92.), Rogus.
Śląsk: Wieczerzak - Gec, Ziemba (Piórowska 65.), Martyna Buś, Sitarz, Sokołowska, Szkwarek, Białoszewska, Jędrzejewska, Guzik, Wyrwas.
Kartki: Szkwarek 72. - Śląsk
Sędziowała: Magdalena Syta
Komentarze (0)