Lech powinien zwrócić uwagę na lidera wicemistrza kraju. Ta cena tylko zachęca do kupna
Patrik Hellebrand to jeden z największych zwycięzców poprzedniego sezonu. Świadczy o tym nie tylko nominacja do tytułu najlepszego pomocnika PKO BP Ekstraklasy, ale też sam styl gry i statystyki, które prezentował w tym sezonie dla Górnika Zabrze. 27-letni Czech był filarem swojego zespołu, co potwierdzają podstawowe liczby 33 rozegranych meczów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym oraz cztery gole z dwoma asystami. Czeski pomocnik przez zdecydowaną większość sezonu, również w Pucharze Polski, rozgrywał mecze "od deski do deski" i nie doskwierały mu żadne kontuzje. Stał się twarzą ofensywnego i odważnego stylu gry preferowanego przez Michala Gasparika - kandydata do tytułu trenera sezonu.
Dlaczego jednak Lech Poznań powinien zwrócić uwagę na tego konkretnego piłkarza? Przede wszystkim, dlatego że Hellebrand znakomicie się sprawdzał na pozycji defensywnego pomocnika, a właśnie kogoś takiego Kolejorz aktualnie szuka do rywalizacji z Radosławem Murawskim. W tle naturalnie przewijają się różne nazwiska w tym Tamara Svetlina z Korony Kielce czy Niklasa Dorscha z 1.FC Heidenheim, ale każdy z nich będzie dla władz dziesięciokrotnego mistrza Polski kosztownym wyborem. Tymczasem klauzula wykupu Patrika Hellebranda według doniesień medialnych wynosi zaledwie 1,7 miliona euro, co w porównaniu do ceny za usługi innych celów transferowych Kolejorza na pozycji "szóstki" brzmi niesamowicie korzystnie.
Nie ma wątpliwości, co do tego, że gdyby Lech Poznań zdecydował się powalczyć o filar Górnika Zabrze to miałby po swojej stronie mocne argumenty. Stabilny projekt sportowy, dwa mistrzostwa Polski z rzędu, perspektywy na ogromny rozwój oraz realną rywalizację o Ligę Mistrzów, co stanowi szczególnie wyjątkowy afrodyzjak dla potencjalnych nowych nabytków. Potwierdziły to już same słowa Svetlina, który wprost przyznał w jednym z wywiadów, że jego transfer do Lecha Poznań byłby wielkim skokiem w karierze.
Tacy sami, a kluby między nimi. Lech ma szansę zapewnić sobie klona ich kluczowego piłkarza
Statystyki Patrika Hellebranda wskazują na to, że piłkarz ten jest wręcz kopią Antoniego Kozubala, który w minionym sezonie stanowił kluczowy element w środku pola Lecha Poznań. Transfer Czecha stałby się zatem nie tylko doskonałą opcją do rywalizacji z tym utalentowanym wychowankiem, ale też zabezpieczyłby Kolejorza na wypadek, gdyby młody zawodnik opuściłby ekipę dziesięciokrotnych mistrzów Polski. Przyszłość reprezentanta Polski przy Bułgarskiej nie jest pewna, a sami przedstawiciele Kolejorza mówią, że są otwarci na jego transfer. Ten fakt jeszcze bardziej podkreśla istotę potencjalnego transferu Patrika Hellebranda.
Czeski pomocnik osiągał w tym sezonie ponad 90% celności krótkich podań na mecz jak również 86% skuteczności długich zagrań. Pod tym względem wychowanek Lecha Poznań jest minimalnie gorszy, bowiem według liczb podanych przez portal statystyczny "FotMob" ma ich w pierwszym przypadku 86,8%, a w drugim 62,4%. Doświadczony piłkarz Górnika może zatem przynieść Nielsowi Frederiksenowi, więcej opcji w grze na małej przestrzeni, a także przy wyprowadzaniu ataków między liniami. Przypomnijmy, że ten drugi element stanowi szczególnie ważny element w filozofii gry mistrza Polski.
Piłkarz Górnika Zabrze góruje także w kwestii pojedynków, dysponując w nich 60% skutecznością, których miał 5,12 na spotkanie. Kozubal miał ich w minionym sezonie 4,89, ale już na nieco ponad 50%. Zresztą tak samo bliskie liczby Hellebrand osiągał w defensywie, osiągając 2,95 odbiorów na mecz, a Kozubal 2,27! Natomiast w przypadku przechwytów wychowanek Lecha Poznań osiąga nieznacznie gorszy wynik o 0,32 na spotkanie!
Na uwagę zasługuje także zbliżona statystyka... traconych goli! Gdy na boisku przebywał Patrik Hellebrand Górnik Zabrze tracił średnio 1,01 gola, natomiast gdy na boisku grał Kozubal Lech Poznań miał ich 1,28. Te statystyki dobitnie pokazują, że gdyby mistrzowie Polski zainwestowali środki w 27-letniego Czecha otrzymaliby w praktyce... klona swojego wychowanka! Faktem jest, że sytuacja obu piłkarzy w minionym sezonie była znacznie inna - Lech walczył do wiosny 2026 na trzech frontach, a Górnik tylko na dwóch. Niezmiennie jednak podobieństwo między piłkarzami jest bliźniacze i pokazuje, że obaj gracze w zbliżonych warunkach osiągają podobne liczby.
Ważnym atutem Patrika Hellebranda są także strzały, które stanowią piętę achillesową Kozubala. Niejednokrotnie w tym sezonie zdarzały się sytuacje, w których wychowanek Lecha Poznań musiał zamykać akcje uderzeniem. One jednak stanowiły duży problem, a pomocnikowi Kolejorza brakowało przy nich pewności siebie i celności. Pokazywała to też statystyka 1,28 strzału na spotkanie i 0,28 celności. Czeski zawodnik miał natomiast dwa uderzenia na mecz na skuteczności 0,44, co pokazuje różnice. Minimalną, ale ważną.
Lech musi się sprężać. Jeden z najlepszych piłkarzy może przemknąć im tuż przed nosem
Transfer Patrika Hellebranda do Lecha Poznań mógłby zatem nieść dla klubu podwójne zwycięstwo. W przypadku odejścia Antoniego Kozubala Kolejorz miałby gotową opcję 1do1 na jego pozycję, a gdyby został, obrońca tytułu zapewniłby mu silną konkurencję. Nie trzeba też dodawać, że transfer lidera Górnika Zabrze wniósłby kolejne, bogate doświadczenie w krajowych rozgrywkach. Tym samym perspektywa na trzecie mistrzostwo z rzędu stałaby się naprawdę realna. Dla Nielsa Frederiksena oznaczałoby to również przyjście człowieka, który na boisku cechuje się bardzo cenną wszechstronnością - w razie potrzeby mógłby zagrać jako "szóstka", ale też "ósemka" czy "dziesiątka".
Marzenia kibiców marzeniami, statystyki statystykami, ale jeśli Lech Poznań chce się podjąć walki o tego gracza już musi działać! Pole position w wyścigu po podpis na kontrakcie Hellebranda zajmuje obecnie... Widzew Łódź. Rywale Kolejorza nie ustają w wysiłkach, by zagwarantować sobie coś więcej niż utrzymanie i nie ma wątpliwości, że Hellebrand będzie ku temu znakomitą opcją. Sam piłkarz miał już ponoć dać zielone światło na ten transfer, co pokazuje, że Kolejorz musi mieć się na baczności. Szczególnie, że jak podawał Tomasz Włodarczyk, na Czecha czai się także Bursaspor.
Władze dziesięciokrotnych mistrzów Polski ryzykują zatem tym, że tego lata przed nosem przejdzie im prawdziwa okazja na wprowadzenie ogromu jakości do środka pola i to w dodatku przy względnie niskiej cenie 1,7 milionów euro. Według informacji podanych przez Tomasza Włodarczyka sama klauzula wykupu Maksyma Chłania wynosi 3 miliony euro, co mówi samo za siebie w kontekście transferowej okazji jaka jest przed Kolejorzem.
Lech w ostatnim czasie miał okazję współpracować z wicemistrzami kraju, o czym świadczyło nie tylko wypożyczenie Taofeeka Ismaheela, ale również wytransferowanie Maksymiliana Pingota. Kolejorz już zresztą pokazał, że dobre relacje z włodarzami klubów są jego asem w rękawie przy tematach transferowych, co udowodnił przy przenosinach Luisa Palmy do Poznania.
Komentarze (0)