Pressing to hasło klucz. Lech wyniósł swój pomysł na obronę na nowy poziom
Zaczynając omówienie nowej twarzy Lecha Poznań, jaką wszyscy sympatycy Kolejorza mogli oglądać w rywalizacji z Górnikiem Zabrze należy wspomnieć o istocie fundamentów, które zespół umocnił przed obecnym sezonem. We wcześniejszych latach widać było stopniowe dążenie do odmienianej przez wszystkie przypadki w tegorocznym, letnim okresie przygotowawczym "bazy fizycznej". Teraz wydaje się, że osiągany wcześniej szczytowy poziom intensywności stał się praktycznie podstawą w grze Lecha Poznań. Sufit stał się podłogą. To właśnie temu aspektowi w dużej mierze kibice Kolejorza mogli zawdzięczać sukces w meczu z Górnikiem Zabrze. Ta znakomita intensywność objawiła się szczególnie w niezwykle agresywnym pressingu, który naznaczył każdą minutę gry.
Jeśli należy się doszukiwać pierwszej poważnej zmiany w grze Lecha Poznań po okresie przygotowawczym, to właśnie w sposobie gry bez piłki i w błyskwicznym zamykaniu przestrzeni. Niebiesko-Biali wizualnie wydawali się wręcz zamęczać graczy Górnika odcinając ich od podań, kryjąc ich indywidualnie niemal tak szczelnie jak to się robi w koszykówce. Obrońcy tytułu funkcjonowali pod tym względem jak jedna pięść, w której nie było widać żadnego taktycznego rozedrgania. Gra w stylu z ubiegłej jesieni opartym na zasadzie "broń jakby od tego zależało nasze życie" została wczoraj wyniesiona na zupełnie inny poziom. Tej właśnie element wyróżnił wczoraj po spotkaniu Niels Frederiksen.
- Przed meczem dyskutowaliśmy nieco z zawodnikami na temat statystyk, które mieliśmy przed poprzednim okresem przygotowawczym. Nie byliśmy z nich zadowoleni - przegraliśmy dwa mecze w tym jeden 1:4 z Cracovią oraz sam Superpuchar. Kiedy zaczynasz w taki sposób, postanawiasz dowiedzieć się, dlaczego tak się stało. Pierwszym aspektem było to, że nie byliśmy w stu procentach gotowi pod względem fizycznym. Reszta to kwestia innych czynników. Kluczowym powodem był brak odpowiedniej jakości w defensywie - nie byliśmy zwarci i nie broniliśmy kompaktowo. Na pewno tę zmianę przede wszystkim udało nam się nanieść w dzisiejszym spotkaniu. Kiedy chce się iść wyżej do rywala, a chcemy robić to tak często jak się da, należy bronić w zwarty i kompaktowy sposób - poinformował Niels Frederiksen.
Paradoksalnie, tą zwartość i kompaktowość dało się najbardziej odczuć w środku pola w trakcie pressingu. Grający tam pomocnicy mieli takie same, jak nie momentami większe liczby od stoperów w kontekście statystyk defensywnych. Kiedy śledziło się poczynania Pablo Rodrigueza, Radosława Murawskiego i Antoniego Kozubala doskonale można było zrozumieć, o co chodziło Nielsowi Frederiksenowi w tym, by zabezpieczać przestrzenie, podchodząc wyżej do ataku. W momencie straty piłki przez gospodarzy, doskok ze strony Murawskiego i Rodrigueza był praktycznie natychmiastowy. Piłkarze w ułamkach sekund łatali dziury w przestrzeni i tym samym nie dopuszczali do sytuacji, w której musieli gonić do piłki odkrywając znaczne przestrzenie, mogące zostać wykorzystywane przez rywali po słynnych już fazach przejściowych.
Ten aspekt gry mógł szczególnie zwrócić uwagę tych, którzy faktycznie oglądali przebieg tego spotkania aniżeli śledzili go z punktu widzenia suchych liczb czy relacji radiowej. Widząc poczynania zespołu Nielsa Frederiksena, wzajemne ubezpieczanie się w każdej strefie w środku pola dało się odczuć, że Lech Poznań dosłownie odcina tlen Górnikowi, który stara się żyć z utrzymywania się przy piłce. Aby nie być gołosłownym przytoczmy liczby pomocników Kolejorza w defensywie:
- Pablo Rodriguez: cztery odbiory, jeden przechwyt, osiem pojedynków
- Radosław Murawski: siedem kluczowych interwencji w obronie, dwa przechwyty, dwa odbiory, trzy wybicia, siedem pojedynków (pięć wygranych)
- Antoni Kozubal: trzy kluczowe interwencje w obronie, dwa wybicia, pięć odbiorów, pięć pojedynków.
Antyfutboliści mają się czego obawiać. Lech pokazuje, że nie zamierza z nimi cierpieć
Niezwykle obiecująco, prezentowała się natomiast wspomniana ofensywa. Trener Niels Frederiksen miał pewne zastrzeżenia, co do funkcjonowania swojego zespołu w ataku w trakcie pierwszej połowy, ale należy przyznać, że w szczytowych momentach formacja ta prezentowała się na bardzo wysokim poziomie. Dwie bramki z trzech, jakie padły dla Lecha Poznań w tym spotkaniu były efektem znakomitego ustawienia się, dzięki czemu piłka krążyła jak po sznurku. Bez analizowania akcji strzeleckich kibicom mógł umknąć pewien szczegół, a mianowicie to, że podopieczni Nielsa Frederiksena dokładnie wiedzieli, w którym miejscu się ustawić, by stanąć twarzą w twarz z bramkarzem.
Warto zauważyć, że w sumie akcje bramkowe, wliczając także tę z udziałem Yannicka Agnero, przy której sędzia odgwizdał spalonego, doprowadziły do tego, że strzelec znajdował się w klarownej sytuacji sam na sam z bramkarzem. Wszystko to wcale nie za sprawą kontrataku czy ewidentnego błędu obrońców, a doskonałego czytania przestrzeni i ewidentnego stosowania się do poleceń taktycznych. Ruch do piłki podopiecznych duńskiego szkoleniowca był wręcz automatyczny. Elementy dotyczące strategii stanowiły jeden z kluczowych aspektów prac na obozie przygotowawczym i jak widać stanowią one element, który udało się wdrożyć do gry w ramach finału Superpucharu Polski.
- Nie wiem, co może mnie po tym meczu najbardziej satysfakcjonować w kontekście prac na letnim obozie przygotowawczym, ale sądzę, że przepracowaliśmy wszystkie aspekty w modelu naszej gry. Nie sądzę, żebyśmy cokolwiek przeoczyli także w kontekście taktyki. To było dla mnie dzisiaj najlepsze - stwierdził Niels Frederiksen.
Dlaczego to wykorzystywanie przestrzeni może szczególnie cieszyć i warto akurat tej kwestii poświęcić szczególną uwagę? Nie ma co ukrywać, że w poprzednim sezonie Lech Poznań miał bardzo duże problemy przeciwko nisko grającym zespołom w PKO BP Ekstraklasie. Wisła Płock była tego najlepszym przykładem i dlatego Zelarniane Podbrezova miała być sparingpartnerem, który przetestuje umiejętności Kolejorza w grze przeciwko głęboko broniącym defensywom.
Aby skutecznie forsować zaryglowane bloki obronne w stylu Mariusza Misiury, należy błyskawicznie operować piłką pod polem karnym rywala, znajdować przestrzeń w ułamkach sekund na wysokiej intensywności oraz próbować maksymalnie szybko odbierać piłki tak grającym rywalom, aby natychmiast wykorzystywać wolne miejsce. Sam trener Hubert Wędzonka mówił przed starciem z Zelarniane, że celem zespołu będzie nauka skuteczniejszego atakowania wolnych przestrzeni i to właśnie oglądaliśmy w meczu z Górnikiem Zabrze. Taka gra, jaką zaprezentował Kolejorz stanowi uniwersalny wytrych zarówno do zamków ekip, które decydują się na rażący antyfutbol jak i tych, które stawiają na utrzymanie się przy piłce.
Mistrzowska mentalność kluczem do sukcesów "Gramy mecze za sprawą naszych stóp, ale potrafimy je wygrać głowami"
Trzecim elementem, który skłania do postrzegania zespołu Lecha Poznań jako wręcz kompletnego, jest bez wątpienia mentalność zawodników. Obrońcy tytułu to drużyna, która dokonała niebagatelnego, wyraźnego przeskoku z pozycji kolosa na glinianych nogach, którego można złamać wbijając im gola jako pierwsi, do roli stoików, którzy są gotowi wrócić do meczu na trudniejszych warunkach. Zespół Lecha przestał się tak ewidentnie łamać pod presją, na co z pewnością ma wpływ wywalczenie dwóch mistrzostw Polski z rzędu. Sezon 2024/25, kiedy psychika graczy na boisku była wyjątkowo niestabilna, wydarzył się tuż po gigantycznym kryzysie za kadencji Mariusza Rumaka. Kibice w tamtych czasach mieli prawo wątpić w drużynę i projekt Lecha, co z pewnością nie pomagało zawodnikom. Dodatkowo nowi gracze, którzy dołączyli do zespołu nie mieli w swojej karierze budujących sukcesów.
Wydaje się, że piłkarze Lecha Poznań zbudowali obecne fundamenty wielkiej mentalności, udowadniając wszystkim, a głównie sobie, że nie ma przed nimi przeszkód nie do pokonania. Wspominając z dzisiejszej perspektywy sukcesy za kadencji Nielsa Frederiksena, wydaje się, że ta kwestia świadomości nieprzypadkowego wygrania mistrzostw kraju sprawia, że piłkarze są pewni swoich umiejętności nawet mimo częstego podkreślania roli pokory. Element związany z umocnieniem świadomości wielkiego potencjału zarówno swojego, jak również zespołu czy organizacji staje się motorem napędowym, który nie pozwala piłkarzom na łatwe zwieszenie głów.
- To był bardzo ważny element dzisiejszego meczu w naszym wykonaniu, że byliśmy w stanie odbić się po niepowodzeniu i wygrać to spotkanie. Mamy w swoich szeregach zawodników, którzy szczególnie wierzą w to, co robimy i nie panikują, kiedy coś nie idzie po ich myśli. Oni kontynuują to, nad czym pracowaliśmy przez większość czasu i cały czas prą naprzód. To wychodzi od nich, a nie od trenera. To oczywiście jest też zasługa władz klubu, że zbudowaliśmy zespół, który ma w sobie właściwą mentalność, co stanowi jedną z najważniejszych składowych jakości drużyny. Gramy mecze za sprawą naszych stóp, ale potrafimy je wygrać głowami - twierdził wczoraj po meczu Niels Frederiksen.
Dlaczego zatem na podstawie wczorajszego meczu, co bardziej optymistycznym, fanatycznym kibicom nie należy odbierać wiary w rychłą hegemonię Lecha Poznań? Głównie ze względu na to, że Kolejorz udowodnił wczoraj, że znajduje się na tę chwilę w perfekcyjnym momencie w wielu kwestiach. Dotychczasowe fundamenty, na których można budować są o wiele trwalsze niż wcześniej. Klub na całe szczęście nie musi budować ich na nowo. Zamiast tego można było dodawać wokół nich kolejne elementy, które uwypuklają sens procesu cierpliwego tworzenia podstaw.
Drużyna Nielsa Frederiksena może aktualnie już tylko rozwijać swoje dotychczasowe schematy i zbliżać się do perfekcji. Oczywiście, gdy ma do dyspozycji taki skład jak teraz w kontekście przede wszystkim zdrowia i tym samym liczebności. Tymczasem, kiedy spojrzymy na sytuację u największych ligowych rywali jak Jagiellonia, Legia, Raków, a może nawet i sam Górnik Zabrze, ta baza nie wydaje się już tak stabilna na tle obecnego Lecha.
Komentarze (0)