Lech Poznań nie ma za sobą łatwego losowania. Wyliczenia Football Rankings wskazują, że mistrzowie Polski trafili na jeden z najbardziej wymagających zestawów rywali i nie zmienia tego fakt, że Kolejorz w czwartym koszyku uniknął np. Besiktasu JK oraz TSG Hoffenheim. Najwięcej trudności Lechowi mogą sprawić mecze wyjazdowe. Drużyna odwiedzi kilka piłkarskich krajów, które nie są jej obce, ale pozostawiły różne wspomnienia i niekoniecznie udane pod względem wyników.
W Anglii do trzech razy sztuka
Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena na pewno odwiedzą Wielką Brytanię, a konkretniej zawitają do Londynu. Ich rywalem będzie zwycięzca poprzedniej edycji Ligi Konferencji, Crystal Palace. Ostatni wyjazd Lecha do Anglii miał miejsce w 2010 roku, kiedy Poznaniacy rywalizowali w fazie grupowej Ligi Europy z Manchesterem City.
Gospodarze zwyciężyli 3:1, a jedyną bramkę dla Kolejorza zdobył Joel Tshibamba. Przeżycia kibiców niesamowite, choć spotkanie przegrane i toczyło się głównie pod dyktando zawodników Roberto Manciniego - hat-tricka ustrzelił Emmanuel Adebayor. O tym, jak historia napisała się później w Poznaniu, pamiętają wszyscy. Niemniej jednak, Lech wciąż pozostaje w Anglii bez zwycięstwa i tu należy wspomnieć też pierwszy mecz niebiesko-białych w tym kraju.
W sezonie 1984/85 Poznaniacy zagrali w dwumeczu z Liverpoolem w ramach Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Lechici przegrali oba spotkania - 0:1 u siebie oraz 0:4 na Anfield. Aż cztery gole w dwóch meczach strzelił John Wark - reprezentant Szkocji i legenda Ipswich Town.
Mecz z Crystal Palace na Selhurst Park będzie zatem trzecim podejściem do przełamania dla Lecha. Ostatnim (i jednocześnie pierwszym w historii) polskim zespołem, który wygrał wyjazdowy mecz z angielską drużyną w oficjalnych europejskich pucharach, jest Legia Warszawa. "Wojskowi" wiosną 2025 roku pokonali na wyjeździe Chelsea FC 2:1 w ćwierćfinale Ligi Konferencji. W dwumeczu Anglicy okazali się lepsi, pierwsze spotkanie wygrali 3:0.
Czas przerwać fatalną serię
Znacznie świeższe są wspomnienia z Portugalii. Ostatni raz Lech grał tam sześć lat temu, gdy w fazie grupowej Ligi Europy także trafił na Benfikę. Estadio da Luz w Lizbonie to już zatem miejsce znane klubowi bardzo dobrze, ale czy miło zapamiętane? W Poznaniu rywale wygrali 4:2, a dublet ustrzelił jedyny zawodnik, który do dziś pozostał w kadrze Kolejorza - Mikael Ishak.
Rewanż okazał się dla Kolejorza jeszcze trudniejszy. Benfica zwyciężyła u siebie aż 4:0, choć trzeba przyznać, że Lech na własne życzenie pozwolił sobie na tak bolesną porażkę. Trener Dariusz Żuraw w Portugalii oszczędził kilku ważnych piłkarzy, a w wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce m.in. dla Tomasza Dejewskiego, Mohammada Awwada, czy Niki Kaczarawy.
Portugalia to nie tylko kraj, w którym Lech do tej pory nie wygrał, ale też nie zdobył bramki. Klub trafiał na zespoły z Półwyspu Iberyjskiego także w poprzednich edycjach Ligi Europy, w których brał udział, ale w obu przypadkach nie udało się skruszyć defensywy rywali - z OS Belenenses padł remis 0:0, a w pamiętnym meczu z SC Bragą niebiesko-biali polegli 0:2. W nadchodzącej edycji czekają ich dwa pojedynki z Portugalczykami - do Poznania przyjedzie drugoligowiec i sensacyjny zdobywca krajowego pucharu, Torreense.
Lech wróci już po roku. Wtedy Genk, teraz Union
Belgia pozostaje słodko-gorzkim wspomnieniem dla kibiców Lecha Poznań. Wszyscy zapewne mają w pamięci ostatnią wizytę w tym kraju - jeszcze z ubiegłego sezonu. Co więcej, też miała ona związek z Ligą Europy, choć jedynie z eliminacjami (rundą play-off) i to właśnie dwumecz z KRC Genk pozbawił Kolejorza gry w fazie ligowej tych rozgrywek. Pierwsze spotkanie w Poznaniu zakończyło się katastrofą - Belgowie wygrali aż 5:1. W rewanżu Lech pokazał charakter i wygrał niespodziewanie 2:1, ale to przecież nie wystarczyło do odrobienia ogromnych strat.
Najpiękniejsze chwile Lechici przeżyli w Belgii w 2020 roku, gdy w ostatniej rundzie el. Ligi Europy pokonali RSC Charleroi. Biorąc pod uwagę ubiegłoroczne zwycięstwo w Genk - były to jedyne dwie wygrane Lecha na belgijskiej ziemi. Po drodze trafiały się wyjazdowe porażki z Club Brugge, ponownie KRC Genk i Standardem Liege.
Teraz Kolejorz podejmie nowego rywala w Europie, bo tym razem czeka go spotkanie z Union Saint-Gilloise. No i z pewnością nie będzie to łatwe spotkanie, bo drużyna prowadzona przez Davida Huberta jest niezwykle mocna na własnym stadionie i w tym roku nie przegrała jeszcze meczu domowego.
Ostatni raz byli tam w latach 90.
Najdłużej na kolejną wizytę Lecha kibice czekali w przypadku Grecji. Ostatni raz Kolejorz rozgrywał tam mecz w 1990 roku, gdy w pierwszej rundzie Pucharu Europy mierzył się z Panathinaikosem. I był to wyjazd bardzo udany. Lech po zwycięstwie 3:0 w Poznaniu pojechał do Aten bronić solidnej zaliczki. Grecy trafili do siatki krótko przed końcem pierwszej połowy, ale niebiesko-biali po zmianie stron przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Gole Bogusława Pachelskiego i Kazimierza Moskala sprawiły, że dwumecz udało się zamknąć efektownie dwoma zwycięstwami i awansem do II rundy, w której czekała Marsylia. A potem już pamiętny mecz z Francuzami w stolicy Wielkopolski.
Od tamtej pory Lech nie rozegrał w Grecji żadnego europejskiego spotkania. Po 36 latach ta seria zostanie jednak przerwana. W nadchodzących rozgrywkach Kolejorz wybierze się na jedną z greckich wysp. Poznaniaków ugości OFI Kreta - zdobywca krajowego pucharu. To będzie więc najbardziej egzotyczny kierunek wśród miejsc, które Lech ma zapisane w swojej europejskiej historii. Oby z powtórką udanego pobytu nad Morzem Śródziemnym.
Komentarze (0)